Dla fanów motocykli crossowych jazda w trudnym, nieutwardzonym terenie to esencja wolności i potężny zastrzyk adrenaliny. Niestety, granica między bezpieczną pasją a walką o życie bywa niezwykle cienka. Przekonał się o tym dramatycznie młody mieszkaniec regionu, którego weekendowy wyjazd nad wodę zamienił się w koszmar.
Do mrożącego krew w żyłach zdarzenia doszło wczoraj, około godziny 17.30 nad zbiornikiem wodnym w miejscowości Staw (gmina Chełm). To właśnie wtedy dyżurny chełmskiej komendy odebrał rozpaczliwe zgłoszenie o wypadku na nadbrzeżu.
Lot wprost do wodnej pułapki
Z dotychczasowych, wstępnych ustaleń pracujących na miejscu policjantów wynika, że 31-latek kierujący motocyklem crossowym jechał w bliskim sąsiedztwie akwenu. W pewnym momencie stracił panowanie nad rozpędzoną maszyną. Jednoślad z impetem uderzył w skarpę, co spowodowało oderwanie się od ziemi i niekontrolowane przewrócenie się motocykla do rowu z wodą.
Mężczyzna został przygnieciony przez maszynę i wpadł prosto w gęste szuwary. W tym nieszczęściu miał jednak ogromne szczęście – w pobliżu znajdowały się osoby postronne, które zauważyły moment wypadku i natychmiast zaalarmowały służby ratunkowe. Bez ich natychmiastowej reakcji, unieruchomiony w wodzie i poturbowany kierowca mógłby się udusić. Na miejsce błyskawicznie wezwano karetkę pogotowia. Mężczyzna z ciężkimi obrażeniami ciała został przetransportowany do szpitala.
Policja bada sprawę i ostrzega
Na miejscu wypadku przez kilka godzin pracowali mundurowi, którzy zabezpieczali ślady i dokumentowali zniszczenia, by dokładnie odtworzyć przebieg tych dramatycznych zdarzeń. Koszmarnie wyglądający motocykl leżący w bagnistym rowie ma być przestrogą dla innych fanów szybkiej jazdy.
Lokalni stróże prawa nie kryją niepokoju, ponieważ sezon na jednoślady dopiero się rozkręca, a brawura na bezdrożach regularnie zbiera tragiczne żniwo. Nadkomisarz Ewa Czyż z Komendy Miejskiej Policji w Chełmie apeluje do wszystkich pasjonatów dwóch kółek:
„Wyjaśniamy okoliczności tego zdarzenia i apelujemy o zachowanie ostrożności podczas przemieszczania się jednośladami”.
Śledczy będą teraz sprawdzać m.in. to, czy 31-latek dostosował prędkość do trudnych warunków terenowych oraz czy posiadał uprawnienia do kierowania tego typu pojazdem. Sprawa ze Stawu po raz kolejny przypomina, że nadwodne skarpy i dzikie ścieżki to nie miejsce na tor wyścigowy, a chwila nieuwagi może kosztować zdrowie lub życie.

Komentarze