Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Afera

Nietykalność dyrektorki Kępy i jej świty. „Urząd Pracy to nie miejsce publiczne”

Schody na wejściu do Miejskiego Urzędu Pracy w Lublinie nie są miejscem publicznym. A zachowanie zwalnianej z pracy Magdaleny Zbysław mogło sprowokować dyrektorkę Katarzynę Kępę i kierowniczkę Urszulę Marciniak. I dlatego w MUP doszło do szamotaniny. Tyle wynika z postanowienia Prokuratury Rejonowej Lublin-Północ w sprawie głośnej afery wokół naszego reportażu „Krzycz, jeśli chcesz”.
Nietykalność dyrektorki Kępy i jej świty. „Urząd Pracy to nie miejsce publiczne”

Autor: Michał Żyszkiewicz

- Na monitoringu widać, że Urszula Marciniak wielokrotnie dotykała skarżącą, przetrzymywała ją, używając do tego siły, ta musiała strącić jej chwyt - orzekła sędzia Beata Górna-Gielara z Sądu Rejonowego Lublin-Zachód.

10 lutego 2026 roku uchyliła zaskarżone przez Magdalenę Zbysław postanowienie o umorzenie sprawy i przekazała ją Prokuraturze Rejonowej w Lublinie do ponownego rozpoznania. 

20 marca 2026 roku prokurator Tomasz Stecko kolejny raz umorzył dochodzenie.

- To wszystko jest absurdalne - mówi nam rozżalona Zbysław.

Krzycz, jeśli chcesz

Na początku stycznia 2026 roku opisaliśmy głośną aferę w Miejskim Urzędzie Pracy. Magdalena Zbysław pracowała tam przez dwadzieścia cztery lata. 19 listopada 2025 została zwolniona w trybie dyscyplinarnym. Pracownica MUP uważa, że w skandalicznych okolicznościach. Dyrektorka Katarzyna Kępa i kierowniczka Urszula Marciniak miały za użyciem siły uniemożliwiać jej złożenie wyjaśnień wobec zarzutów o przetwarzanie danych osobowych w zakresie przekraczającym nadane uprawnienia. 

Dyrektorka MUP miała rzucić: „Albo cię zwolnię, albo mnie zwolnią, a mam do spłacenia kredyty”. Zbysław źle się poczuła, poprosiła o chwilę przerwy na ochłonięcie, nie chciała pod wpływem stresującej sytuacji godzić się na podpisanie rozwiązania umowy za porozumieniem stron. Kępa rzekomo zagrodziła jej drogę ciałem i powiedziała: „Krzycz sobie, jeśli chcesz”. Kiedy kobiecie udało się wyjść z gabinetu przełożonej, kierowniczka Marciniak miała szarpać ją na korytarzu Miejskiego Urzędu Pracy, w normalny dzień pracy, w godzinach urzędowania, na oczach pracowników i klientów, aż do samego wyjścia. 

3 grudnia 2025 roku Prokuratura Rejonowa Lublin-Północ wszczęła postępowanie karne na podstawie zgłoszenia Zbysław na policji. 9 grudnia śledztwo zostało umorzone. W uzasadnieniu czytaliśmy, że stało się to wobec niepopełnienia czynu w przypadku rzekomego zagrodzenia drzwi wyjściowych z pomieszczenia przez Katarzynę Kępę i wobec braku znamion czynu zabronionego w przypadku rzekomego naruszenia nietykalności cielesnej przez Urszulę Marciniak. Zbysław się od tego postanowienia odwołała.

Znamy dyrektorkę od dawna

W rozmowie z nami dyrektorka Kępa i kierowniczka Marciniak wszystkiemu zaprzeczyły. 

- Rozwiązanie umowy o pracę z wymienionym pracownikiem nastąpiło zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa pracy, przy zachowaniu wszystkich wymaganych procedur, a także z pełnym poszanowaniem praw i godności pracownika. Miejski Urząd Pracy w Lublinie jako pracodawca w każdej sytuacji zapewnia pracownikom możliwość przestawiania swojego stanowiska i złożenia wyjaśnień. Informacje sugerujące, jakoby doszło do zagradzania wyjścia, użycia siły lub jakichkolwiek naruszeń nietykalności cielesnej pracownika, są nieprawdziwe. Takie zdarzenia nie miały miejsca – przekonywały nas Kępa i Marciniak.

Grunt pod ich nogami się palił. Z kilku wiarygodnych źródeł słyszeliśmy, że o pilne wyjaśnienie sytuacji apelowali wiceprezydenci Lublina. Magdalena Zbysław czuła się zaś niezrozumiana, niewysłuchana i pokrzywdzona. Uważała, że walka o sprawiedliwość przez wzgląd na koneksje dyrektorki Kępy jest utrudniona. Jej sprawą zajął się sąd pracy, a zażalenie złożone do prezydenta Krzysztofa Żuka rozpatrywane było na Komisji Skarg, Wniosków i Petycji w Radzie Miasta Lublin.

„Rozpatrywane” to jednak za dużo powiedziane. Radni z Lublina podeszli do tej skargi kuriozalnie lekceważąco. Postanowili bowiem licytować się, kto... lepiej zna dyrektorkę Kępę. Przodowali w tym szczególnie Zbigniew Jurkowski (znam dyrektorkę od dawna i dobrze), Andrzej Pruszkowski (powoływałem ją na stanowisko dyrektorki) i Piotr Popiel (nawet mam z nią zdjęcie!).  

Mocno strącić chwyt

10 lutego 2026 roku IX Wydział Karny Sądu Rejonowego Lublin-Zachód w Lublinie postanowił uchylić zaskarżone przez Zbysław postanowienie o umorzenie sprawy i przekazać ją Prokuraturze Rejonowej w Lublinie do ponownego rozpoznania.

- Zauważyć należy, że zgromadzone już dowody stwarzają uzasadnione podejrzenie, że zachowanie Urszuli Marciniak może wyczerpywać znamiona czynu zabronionego. Wskazuje na to chociażby analiza zapisu monitoringu, z którego wynika, że Urszula Marciniak wielokrotnie przy wejściu dotykała skarżącą, przetrzymywała ją, używając do tego siły. Skarżąca widocznie musiała mocno strącić chwyt Urszuli Marciniak. Zasadne jest zatem dołączenie, o ile będzie to możliwe, całości nagrania w przedziałach czasowych wskazanych we wniosku pełnomocnika pokrzywdzonej. Do ustalenia przebiegu zdarzenia pomocne mogą być również zeznania świadków podanych przez skarżącą. Mając powyższe na uwadze, na pomocy powołanych przepisów, sąd orzekł, jak w części dyspozytywnej postanowienia - argumentowała sędzia Beata Górna-Gielara

Jednocześnie wyrokiem Sądu Rejonowego Lublin-Zachód podtrzymane zostało postanowienie o umorzeniu sprawy rzekomego zagrodzenia drzwi wyjściowych z pomieszczenia w Miejskim Urzędzie Pracy przez Katarzynę Kępę. 

Zbysław obawiała się przy tym, że na obiektywność śledztwa w lubelskiej Prokuraturze Rejonowej dotyczącego może wpłynąć pozycja dyrektorki Kępy, która nie znajdowała się już na celowniku wymiaru sprawiedliwości, ale ciągle pozostawała przełożoną pracowników MUP, którzy mieli zeznawać w sprawie jej i kierowniczki Marciniak. 

Łapać pod rękę

Z naszych informacji wynika, że śledczy kilkukrotnie odtworzyli zapis monitoringu w Miejskim Urzędzie Pracy z dnia 19 listopada 2025 roku. W szczegółowym sprawozdaniu po oględzinach notowali, że około 12:30 kierowniczka Marciniak łapała i chwytała Zbysław pod rękę, zbliżała się do niej, dotykała ją po ciele, próbowała przyciągnąć do siebie, wbrew jej woli i mimo jej wyraźnych protestów.

20 marca 2026 roku prokurator Tomasz Stecko z Prokuratury Rejonowej Lublin-Północ w Lublinie stwierdził jednak, że czyn Urszuli Marciniak nie zawiera znamion czynu zabronionego ściganego z oskarżenia publicznego i nie ma potrzeby ochrony praworządności lub interesu społecznego w kontynuowaniu ścigania przestępstwa prywatnoskargowego w trybie publicznoskargowym. 

„Dyrektor Katarzyna Kępa zaproponowała podległemu pracownikowi również, aby ta złożyła pisemna wyjaśnienia. Magdalena Zbysław stwierdziła, że źle się czuje i chce opuścić gabinet. Katarzyna Kępa poprosiła Urszulę Marciniak, żeby wyszła wraz z Magdaleną Zbysław, a następnie, gdy ta się uspokoi, wróciły wyjaśnić sytuację. Magdalena Zbysław postanowiła nie wracać do gabinetu dyrektora i samodzielnie opuścić urząd. Podczas tej czynności Magdalenie Zbysław cały czas towarzyszyła Urszula Marciniak, która próbowała nakłonić ją do wyjaśnienia sytuacji na miejscu. W trakcie zdarzenia między kobietami doszło do kontaktu fizycznego, gdy Urszula Marciniak próbowała przytrzymać Magdalenę Zbysław. W jego wyniku Magdalena Zbysław nie poniosła żadnych obrażeń ciała” - czytamy w postanowieniu o umorzeniu dochodzenia. 

Prokuratura Rejonowa Lublin-Północ zaznaczyła, że naruszenie nietykalności cielesnej można postrzegać jako każde oddziaływanie na ciało innej osoby, które nie jest przez nią akceptowane. A Zbysław od początku powtarzała, że dotyk Marciniak nie był przez nią akceptowany. Ale Tomasz Stecko dodał, że nie widzi przesłanek do interwencji prokuratora, która byłaby konieczna tylko w sytuacji, kiedy dane przestępstwo narusza interes całego społeczeństwa, a pokrzywdzony ze względu na swoją szczególną sytuację życiową nie jest w stanie dochodzić swoich praw

- Czy tu nie mówimy o sytuacji, w której dyrektorka Miejskiego Urzędu Pracy i kierowniczka jednego z działów MUP stają naprzeciwko podwładnej? A wszyscy świadkowie to ludzie wciąż zatrudnieni w MUP? Ludzie, których kariery, kredyty, dzieci są zależne od Kępy i Marciniak? - rozkłada ręce Zbysław. 

Prokurator Stecko zauważa, że Magdalena Zbysław była wieloletnim urzędnikiem, a tym samym osobą stosującą prawo i doświadczoną w kontaktach z organami publicznymi.

- Ale, czy równie doświadczoną w byciu szarpaną w budynku Miejskiego Urzędu Pracy? I to przy zwalnianiu z pracy? Nie! - złości się kobieta.

Miejsce publiczne i agresja

- Wskazać należy również, że czyn ten nie był dokonany w miejscu publicznym i nie narusza interesu ogółu społeczeństwa. Ponadto był on sprowokowany zachowaniem pokrzywdzonej - puentuje Tomasz Stecko z Prokuratury Rejonowej Lublin-Północ. 

Zbysław dziwi się, że Miejski Urząd Pracy nie został uznany za miejsce publiczne. Z definicji wynika bowiem, że miejsce publiczne „to przestrzeń dostępna dla nieokreślonej liczby osób, do której każdy ma swobodny dostęp”. Ulice, chodniki, parki, skwery, plaże, boiska. Ale też urzędy, szkoły, sklepy, kina, szpitale, środki komunikacji publicznej, klatki schodowe. I wydaje się, że właśnie jako „miejsce publiczne” można postrzegać wszystkie części Miejskiego Urzędu Pracy, które są dostępne dla interesantów. Czyli na przykład schody na wejściu do MUP, gdzie kierowniczka Marciniak szarpała Zbysław.

Dyrektorka Katarzyna Kępa miała zeznać, że Zbysław krzyczała i była agresywna

- Wbrew twierdzeniem skarżącej istnieją dowody potwierdzające, że łamanie przez pokrzywdzoną prawa, gwałtowne i agresywne zachowanie względem przełożonych sprowokowały sytuację - napisała prokurator Bożena Wasiewicz z Prokuratury Rejonowej w Lublinie.

12 maja 2026 roku prokurator Wasiewicz wydała postanowienie o utrzymaniu w mocny zaskarżonego przez Zbysław postanowienia z 20 marca.

- Objęcie czynu prywatnoskargowego ściganiem z urzędu może mieć miejsce w wyjątkowych sytuacjach, gdy jest to uzasadnione koniecznością ochrony istotnego interesu pokrzywdzonego, w szczególności gdy ten nie potrafi lub z różnych powodów nie może samodzielnie dochodzić swoich praw - przekonywała prokurator Wasiewicz.

Zasugerowała, że Zbysław powinna dochodzić sprawiedliwości w trybie prywatnego aktu oskarżenia. 

- Prokuratorzy przyznają, że byłam szarpana, choć sobie tego nie życzyłam. Ale nic z tym nie robią. To strasznie frustrujące. Ale czemu ja się dziwię? W tym mieście od ponad dwóch dekad pani dyrektorka Kępa i jej ludzie są nietykalni. Będę walczyć dalej - mówi nam Magdalena Zbysław.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama