Schody na wejściu do Miejskiego Urzędu Pracy w Lublinie nie są miejscem publicznym. A zachowanie zwalnianej z pracy Magdaleny Zbysław mogło sprowokować dyrektorkę Katarzynę Kępę i kierowniczkę Urszulę Marciniak. I dlatego w MUP doszło do szamotaniny. Tyle wynika z postanowienia Prokuratury Rejonowej Lublin-Północ w sprawie głośnej afery wokół naszego reportażu „Krzycz, jeśli chcesz”.
- Trzeba dokonać wielu dobrych czynów, aby zbudować dobrą reputację, ale wystarczy jeden zły, aby ją stracić – mówił Benjamin Franklin. I miał rację. Miejski Urząd Pracy w Lublinie swoją reputację budował przez lata. Wystarczyło kilkanaście minut, żeby ją – jeśli nie stracić – to na pewno znacząco nadszarpnąć i wywołać spory niesmak. Urząd, który ma w nazwie słowo „praca”, na prawie pracy powinien znać się jak żaden inny.
- Krzycz sobie, jeśli chcesz - miała powiedzieć dyrektorka Katarzyna Kępa podczas zwalniania wieloletniej podwładnej Magdaleny Zbysław z Miejskiego Urzędu Pracy w Lublinie. Kobieta twierdzi, że w budynku MUP doszło do szamotaniny, podczas której ze stresu prawie straciła przytomność. Kępa temu zaprzecza. Kto mówi prawdę?