Skwer Izabelli Sierakowskiej istnieje od maja 2023 roku. To fragment wąwozu w dzielnicy Rury. Płytki fragment doliny między osiedlami Konopnickiej i Sienkiewicza, ulicami Jana Sawy i Juranda, parkingiem sklepu Media Markt i Szkołą Podstawową numer 38. Na otwarcie skweru do Lublina przyjechał marszałek Włodzimierz Czarzasty. Podczas uroczystości przemawiał prezydent Krzysztof Żuk.
Lokalni działacze Nowej Lewicy nie zapomnieli o tym miejscu. 31 marca 2026 roku, w piątą rocznicę śmierci Sierakowskiej, posadzili na skwerku pięć śliw wiśniowych, które dołączyły do już wcześniej tam umieszczonej glediczii trójcierniowej.
A kim była Izabella Sierakowska? Nauczycielką w I Liceum Ogólnokształcącym im. Stanisława Staszica. Działaczką Związku Nauczycielstwa Polskiego, w którym pełniła funkcję prezesa zarządu miejskiego. Członkinią Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w latach 1980-1990, potem zaś Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Radną Sejmiku Województwa Lubelskiego. Kandydatką na urząd prezydenta Lublina. Posłanką na Sejm kontraktowy X kadencji, na Sejm RP I, II, III, IV i VI kadencji. Współautorką ustawy liberalizującej przepisy aborcyjne z 1996 roku. Odznaczono ją Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, Srebrnym Krzyżem Zasługi i Złotą Odznaką Związku Nauczycielstwa Polskiego.
W minionym tygodniu na tablicy z nazwą skweru jej imienia ktoś napisał: „Red is bad”. Jak powszechnie wiadomo, kolor czerwony od ponad stu lat pozostaje symbolem komunizmu. Propagowane przez prawicę hasło wyraża radykalnie negatywny stosunek ideologii, kojarzonej ze zbrodniami popełnianymi przez komunistyczne reżimy w XX wielu. W Polsce, ze względu na doświadczenia okresu Polski Ludowej i podporządkowania Związkowi Radzieckiemu, określenie „red is bad” przybiera szczególnie silny wydźwięk antykomunistyczny.

Umieszczenie napisu na tablicy skweru Izabelli Sierakowskiej można więc uznawać za formę politycznego protestu. Pytanie, czy jakkolwiek uzasadnionego? Dzwonię do Wiktora Sawickiego, wiceprzewodniczący Nowej Lewicy w Lublinie.
- Takie zachowania są skutkiem wieloletniej indoktrynacji, w której wszystko, co wiąże się z lewicą, socjaldemokracją czy nawet poprzednim ustrojem, przedstawia się wyłącznie w czarnych barwach. Nie powinno więc dziwić, że część ludzi bez głębszej refleksji dopuszcza się takich czynów i bywa z tego jeszcze dumna. To naprawdę nie bierze się znikąd. Od lat prowadzona jest polityka historyczna, która konsekwentnie przedstawia idee lewicowe jako coś jednoznacznie złego. Dotyczy to nie tylko rządów prawicy, ale również środowisk centroprawicowych, które także budowały swoją narrację na odrzuceniu wszystkiego, co kojarzy się z lewicą – mówi Sawicki.
Pytam, jak przedstawiłby postać Izabelli Sierakowskiej komuś o przeciwnych do niej czy niego poglądach.
- Przede wszystkim była ikoną walki o prawa kobiet i o równość. Nie tylko na Lubelszczyźnie, ale również w skali całego kraju. Przez wiele lat angażowała się w działania na rzecz równouprawnienia, pomagała ludziom słabszym i wykluczonym. Jako posłanka cieszyła się ogromnym zaufaniem. Do jej biura przychodziły tłumy mieszkańców. Wiedzieli, że mogą liczyć na realną pomoc. To właśnie dlatego przez tyle kadencji utrzymywała poparcie. Również wśród osób, które nie utożsamiały się z lewicą. Dla naszego środowiska jest postacią wyjątkową. Ale uważam, że jej zasługi wykraczają daleko poza podziały polityczne. To osoba ważna dla Lublina i całej Lubelszczyzny – tłumaczy wiceprzewodniczący Nowej Lewicy w Lublinie.
Sawicki mówi, że istotne dla dziejów Polski postaci znaleźć można po obu stronach politycznego sporu.
- Wydaje mi się, że coraz więcej ludzi podchodzi świadomie do manipulacji i propagandy. Potrafi samodzielnie oceniać rzeczywistość. Nie przyjmuje bezkrytycznie politycznych etykiet. Żyjemy wprawdzie w czasach ogromnej liczby fake newsów i internetowej dezinformacji, przez co czasem trudno odróżnić prawdę od fałszu, ale jednocześnie rośnie świadomość społeczna. Mam wrażenie, że zarówno młodsze, jak i starsze pokolenia coraz częściej patrzą na historię w sposób bardziej obiektywny. Rozumieją, że nikt nie jest wyłącznie dobry albo wyłącznie zły. Każdy człowiek ma swoje zalety i swoje wady. Tak również należy patrzeć na postać Izabeli Sierakowskiej.
Dopytuję o dziesięcioletnią przynależność Sierakowskiej do PZPR.
- Oczywiście, nikt nie ukrywa, że należała do PZPR. Ale była członkinią partii masowej. Takiej, do której należały około trzy miliony Polaków. Nigdy nie pełniła w niej najwyższych funkcji, nie była w czasach przed 1989 rokiem posłanką ani członkiem najwyższych władz. Była wtedy przede wszystkim związana ze środowiskiem nauczycielskim. Powinna być oceniana przede wszystkim przez pryzmat swojej działalności po 1989 roku i tego, co rzeczywiście zrobiła dla mieszkańców – kończy Wiktor Sawicki z Nowej Lewicy.


Komentarze