Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Najpierw ślub, potem zaręczyny. Protokolarny chaos na nadzwyczajnej sesji w Chełmie

Czy można najpierw podjąć kluczową dla miasta uchwałę finansową, a dopiero potem formalnie zapoznać się z opinią komisji, która miała ją ocenić? Na ostatnim posiedzeniu Rady Miasta Chełm udowodniono, że w atmosferze pośpiechu wszystko jest możliwe. Kuriozalna wpadka proceduralna, do której doszło podczas głosowania nad zmianami budżetowymi, wywołała na sali konsternację i zmusiła radnych do gorzkiej refleksji nad powagą lokalnego prawa.
Herb Miasta Chełm
Gdy urzędnicy i radni działają pod presją uciekających terminów, czasem szacunek do procedur i powaga instytucji schodzą na dalszy plan

Autor: Kamil Pomorski

Sesja w trybie „na już”

Zwoływane w trybie pilnym posiedzenia samorządu rządzą się swoimi prawami. Kiedy ważą się losy wielomilionowych unijnych dotacji, liczy się każda minuta. Jednak podczas trzydziestej siódmej nadzwyczajnej sesji Rady Miasta Chełm pośpiech okazał się fatalnym doradcą, doprowadzając do sytuacji, którą trudno wytłumaczyć elementarną logiką.

Głównym punktem spornej części obrad miały być kluczowe zmiany w Wieloletniej Prognozie Finansowej (WPF), zapisane w druku numer 299. Chodziło o pilne zabezpieczenie pieniędzy na wkład własny w wysokości zaledwie 5 procent wartości nowych projektów na lata 2027–2028. Choć sprawa była poważna, nikt na sali nie spodziewał się, że cały proces legislacyjny zostanie dosłownie postawiony na głowie.

Głosowanie w ciemno, czyli komisja po fakcie

Scenariusz wydarzeń w pewnym momencie przypominał polityczną komedię pomyłek. Po zwięzłym wystąpieniu pani skarbnik, przewodnicząca rady otworzyła dyskusję, w której nikt z obecnych nie zdążył lub nie chciał zabrać głosu. Zamiast jednak – zgodnie z prawem i wieloletnią tradycją – poprosić o przedstawienie oficjalnego stanowiska wypracowanego zaledwie chwilę wcześniej przez połączone komisje, przewodnicząca natychmiast uruchomiła procedurę głosowania.

Machina ruszyła błyskawicznie. Radni automatycznie oddali swoje głosy na tabletach a uchwała przeszła stosunkiem głosów: 12 radnych za, przy 8 wstrzymujących się. Przewodnicząca z satysfakcją podsumowała: „Zatem uchwała została podjęta. Dziękuję bardzo”.

Dopiero po ostatecznym zatwierdzeniu zmian w budżecie, na sali zapanowała kłopotliwa cisza. Przerwał ją zdezorientowany przewodniczący połączonych komisji, Longin Bożeński, pytając z rozbrajającą szczerością:

„A ja jakoś opinię komisji przedstawiałem czy nie?”

Apel o odrobinę powagi

Wpadka wywołała natychmiastowe zamieszanie. Prowadząca obrady próbowała obrócić sytuację w żart, tłumacząc swoje roztargnienie rutyną z poprzednich sesji. Ostatecznie, aby formalnościom w dokumentach stało się zadość, przewodniczący Bożeński odczytał pozytywną opinię komisji... na temat uchwały, która została już podjęta i prawnie zamknięta.

Zanim zdezorientowani radni przeszli do kolejnych punktów porządku obrad, z sali padło znamienne upomnienie: „trochę powagi proszę Państwa, powagi, powagi”.

Jak pokazuje szczegółowy przebieg wcześniejszego spotkania, połączone komisje rzeczywiście zebrały się rano i rzetelnie analizowały dokumenty finansowe. Fakt, że ich opinia i dyskusja zostały zauważone dopiero po fakcie, doskonale obrazuje systemowy grzech współczesnych samorządów. Gdy urzędnicy i radni działają pod presją uciekających terminów, szacunek do procedur i powaga instytucji schodzą na dalszy plan, ustępując miejsca organizacyjnemu chaosowi.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama