Od zachwytu do blokady, czyli zwrot o 180 stopni
Wywołany do tablicy szef resortu obrony narodowej odniósł się do mocnych słów prezesa PiS, które padły podczas Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa. Przypomnijmy – lider opozycji postawił sprawę jasno: jeśli Kijów nie skończy z kultem UPA i nie pozwoli na ekshumacje Polaków, Warszawa powinna zrobić wszystko, by zablokować wejście Ukrainy do Unii Europejskiej.
Dla obecnego wicepremiera takie stawianie sprawy to rażący przykład politycznej amnezji. Podczas poniedziałkowego wystąpienia w Różnowie Władysław Kosiniak-Kamysz nie przebierał w słowach, nazywając nową linię polityczną Prawa i Sprawiedliwości wprost: „festiwal obłudy i hipokryzji”.
Szef MON przypomniał, że to właśnie politycy dzisiejszej opozycji po wybuchu wojny w 2022 roku jako pierwsi manifestowali bezwarunkowe wsparcie dla Kijowa. Wskazał również, że obecna licytacja na antyukraińskie hasła to próba przejęcia skrajnego elektoralatu.
„Przyjęli dowództwo Grzegorza Brauna nad całą opozycją i się z nim ścigają. Dzisiaj PiS ma twarz pana Brauna” – stwierdził bez ogródek wicepremier.
Mroczne widmo roku 1939
Wicepremier poszedł w swojej krytyce znacznie dalej, ostrzegając przed namacalnymi, społecznymi skutkami radykalizacji języka debaty publicznej. Jego zdaniem bezpośrednią konsekwencją takich wypowiedzi może być wzrost agresji wobec obywateli Ukrainy mieszkających w Polsce, a w szczególności wobec najmłodszych.
„Dzisiaj dzieci będą atakowane, bo tak szczujecie” – grzmiał w stronę prawicy.
W wystąpieniu szefa MON pojawiło się także wyjątkowo mocne, historyczne porównanie. Kosiniak-Kamysz zestawił obecne zachowanie opozycji z postawą części polskich elit tuż przed wybuchem II wojny światowej:
Zarzucił politykom opozycji, że wzorem przedwojennych krzykaczy są „silni w gębie”, ale dbają wyłącznie o własny interes. Przypomniał hasło „zwarci, silni, gotowi”, które w 1939 roku skończyło się dla kraju tragicznie.
Prawda tak, ale bez nienawiści
Mimo frontalnego ataku na retorykę PiS-u i Konfederacji, lider ludowców zaznaczył, że obecny rząd nie zamierza chować głowy w piasek w kwestiach historycznych. Szef MON zadeklarował jednoznacznie: „będziemy się domagać prawdy o Ukrainie”.
Różnica polega jednak na metodach – tam, gdzie opozycja proponuje twarde, międzynarodowe weto i budowanie kapitału politycznego na wołyńskiej traumie, koalicja rządząca chce szukać rozwiązań dyplomatycznych, które nie rozsadzą wewnętrznego bezpieczeństwa kraju i nie zniszczą relacji z walczącym sąsiadem. Pytanie, czy w atmosferze tak głębokiego, krajowego konfliktu, wyważona dyskusja o historii jest jeszcze w ogóle możliwa.

Komentarze