Weronikę Sosnowską, prezeskę stadniny w Janowie Podlaskim, zewsząd otaczają klacze i ogiery. Lgną do niej. Kładą głowy na jej ramieniu. Wpatrują się w nią. Z bliska i daleka. Zwierzęta to piękne, dostojne, ufne.
- Hodowla koni w Janowie Podlaskim jest unikatowa w skali światowej. Wyróżnia ją wieloletnia tradycja, trwająca od 1817 roku. Polskie konie arabskie mają specyficzny odchów. Staramy się trzymać je na wolnym powietrzu tak długo, jak to tylko możliwe. Maksymalnie korzystają z sezonu pastwiskowego, gdzie nawiązują między sobą relacje i dzięki stałemu kontaktowi są bardzo przyjazne wobec człowieka – opowiada Sosnowska.
W stadninie w Janowie Podlaskim pełniła wcześniej funkcję głównej hodowczyni. Mówi, że cechą wyróżniającą polską myśl hodowlaną są „próby dzielności”, które tutejsze konie arabskie przechodzą na torze wyścigowym.
- W porównaniu z końmi, które nie są poddawane takim próbom, rozwijają się zupełnie inaczej: mają mocniejszy kościec, silniejsze stawy, lepiej rozbudowaną muskulaturę. Najistotniejszy jest jednak fakt, że w Janowie Podlaskim pieczołowicie utrzymujemy i chronimy rodzime linie żeńskie. Dbamy o to, żeby każda z nich była zachowana na bezpiecznym poziomie. Praktycznie nikt inny na świecie tego nie robi. Prywatny hodowca zazwyczaj rezygnuje z danej rodziny, jeśli w określonym czasie zalicza ona regres i staje się nierentowna. Natomiast zadaniem i strategią stadniny państwowej jest bezwzględne utrzymanie tych linii, co zdecydowanie wyróżnia nas na tle globalnym.
Najważniejsze wydarzenie
Wokół stajni i koni przechadza się też Henryk Smolarz, poseł na Sejm i dyrektor generalny Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Polityk PSL ma ręce pełne roboty. KOWR jest współorganizatorem Dni Konia Arabskiego. Te odbędą się między 7 a 11 sierpnia 2026 roku na terenie stadniny w Janowie Podlaskim. Ich program obejmuje oczywiście Narodowy Pokaz Koni Arabskich Czystej Krwi i aukcję Pride of Poland. Przygotowania trwają od dawna. I właśnie wchodzą na ostatnią prostą.
- Samo wydarzenie jest jednym z najważniejszych tego typu punktów w kalendarzu nie tylko w Europie, ale i na całym świecie. Po raz kolejny organizujemy Dni Konia Arabskiego i aukcję Pride of Poland. Rozpoczynamy w piątek, 7 sierpnia, pokazami sportowymi, podczas których zaprezentują się choćby zawodnicy w strojach z epoki. Tego samego dnia rusza Narodowy Pokaz Koni Arabskich, który potrwa przez cały weekend. Zwieńczeniem tych prezentacji będzie niedzielna, wieczorna aukcja Pride of Poland. Z kolei poniedziałek i wtorek upłyną pod znakiem parad hodowlanych: najpierw w Janowie Podlaskim, kolejnego dnia w stadninach w Michałowie i w Białce – informuje Smolarz.
- Dni Konia Arabskiego to rzeczywiście najważniejsze wydarzenie w naszym kalendarzu. Najtrudniejszym zadaniem dla każdego hodowcy jest oczywiście wybór koni na aukcję. To zawsze ogromny dylemat. Jeśli natomiast chodzi o przygotowania techniczne, są one realizowane zgodnie z założonym harmonogramem. Na ten moment nie mamy żadnych opóźnień, więc liczymy na to, że wszystko wypadnie co najmniej tak dobrze, jak w zeszłym roku – dodaje Sosnowska.

Gruba kreska
Stadnina koni w Janowie Podlaskim odbudowuje się po chudych latach, które zapoczątkowały polityczne decyzje z 2016 roku, kiedy odwołano wieloletnie, doświadczone kierownictwo. W ciągu kolejnych ośmiu lat instytucją wstrząsała kadrowa karuzela. Aż dziewięciokrotnie wymieniano prezesa. W konsekwencji brak stabilnego i kompetentnego zarządzania doprowadził do wieloobszarowej degradacji ośrodka.
Kluczowe linie męskie znalazły się na granicy wygaszenia. Poprzez bezrefleksyjną wyprzedaż elitarnego materiału w celu ratowania bieżącego bilansu, udział tak zwanej „starej krwi” w stadzie spadł z czterdziestu do zaledwie dziesięciu procent. Stadnina straciła dawną renomę, na chwilę zniknęła z najważniejszych światowych pokazów. Prestiżową dotąd aukcję Pride of Poland dotknęły skandale organizacyjne, nieprzejrzyste transakcje, licytacje bez pokrycia.
Nietrafiona polityka handlowa i zarządcza poskutkowały pasmem strat. Krytycznym momentem okazał się 2024 rok, który spółka zamknęła minusem netto na poziomie około czterech milionów złotych. Zaniedbania dotknęły stan zabytkowych obiektów i produkcję pasz. Towarzyszył im głęboki spadek morale i apatia skłóconej załogi. Dopiero w 2025 roku wdrożono kompleksowy plan naprawczy, ale proces pełnej odbudowy zniszczonego potencjału hodowlanego będzie trwał latami.
Henryk Smolarz jest dobrej myśli.
- Za nami kilka naprawdę trudnych lat dla krajowej hodowli i dla samej stadniny w Janowie Podlaskim. Odcinamy się jednak grubą kreską od tego, co było złe, i skupiamy na odbudowie dobrego imienia polskiej hodowli. Robimy to poprzez rzetelne prowadzenie samej pracy hodowlanej, ale również poprzez odbudowę zaufania, zarówno u wielkich kupców i profesjonalnych hodowców, jak i u zwykłych miłośników i pasjonatów koni. Nasze państwowe stadniny w Janowie Podlaskim i Michałowie są szeroko otwarte dla każdego. Chcemy, aby ludzie mogli tu przyjechać, dotknąć tej wspaniałej tradycji, zanurzyć się w historii, która stanowi integralną część naszej narodowej kultury – mówi polityk.
Przekonuje, że konie zawsze odgrywały ważną rolę w dziejach Polski.
- Wyjątkowość Janowa Podlaskiego i aukcji Pride of Poland wynika z wielowiekowej, bo ponad 500-letniej historii hodowli koni w naszym kraju, z ogromnego wysiłku wielu pokoleń hodowców. Dla wielu obcokrajowców Polska kojarzy się wręcz wyłącznie z końmi arabskimi. Przyjeżdżają tutaj specjalnie na Narodowy Pokaz, który jest największym czempionatem narodowym w Europie i jednym z największych na świecie: co roku gromadzi około stu koni ze stadnin państwowych i prywatnych. To świetna okazja dla hodowców, żeby ocenić efekty swojej pracy. A dla kupców, by zobaczyć te zwierzęta na żywo, w ich naturalnym środowisku. Tam, gdzie się urodziły, wychowały, trenowały. Tworzy się niepowtarzalny klimat. Serdecznie zapraszamy do Janowa przez cały rok. Gościmy tysiące turystów. A w te wyjątkowe sierpniowe dni przygotowaliśmy wiele wydarzeń towarzyszących: pokazy artystyczne, tradycyjną kuchnię regionalną, dodatkowe atrakcje, tak aby całe rodziny mogły miło spędzić u nas czas – uśmiecha się Smolarz.

Duma
Na tegorocznej aukcji Pride of Poland wystawiono szesnaście koni: osiem z Janowa Podlaskiego, siedem z Michałowa i jednego z Białki. Każdy z nich niewątpliwie może być wart kilkaset tysięcy euro, rok temu gwiazdą edycji była Adelita sprzedana do Szwajcarii za czterysta trzydzieści tysięcy w europejskiej walucie. Dotąd niepobity rekord pochodzi za to z 2015 roku, kiedy do tego samego kraju znanego z zegarków i dziurawego sera za kwotę w wysokości miliona euro czterystu tysięcy z Janowa Podlaskiego przewędrowała Pepita.
- Naszym głównym celem nie jest ślepa maksymalizacja przychodów z aukcji, ale zachowanie rozsądnej polityki hodowlanej. Przygotowując ofertę, każdorazowo bierzemy pod uwagę wiele czynników. Zależy nam na tym, aby była ona atrakcyjna dla klientów. Sama aukcja ma w nazwie „Pride”. Powinna kojarzyć się z czymś, z czego każdy może być dumny. Trafiają na nią starannie wyselekcjonowane konie, zarówno pod względem rodowodowym, jak i ich dotychczasowej kariery pokazowej. Każdy koń ma swoją historię. No i z jednej strony podczas codziennej pracy nawiązujemy z tymi zwierzętami więź, bardzo się do nich przywiązujemy. Ale z drugiej wypracowany przez konia dorobek sprawia, że staje się on niezwykle atrakcyjną pozycją na liście licytacyjnej – opowiada Sosnowska.
Pytamy o konie, z którymi przed nadchodzącą aukcją wiąże największe nadzieje.
- Bardzo duże nadzieje wiążemy ze sprzedażą klaczy Pila. To brązowa czempionka Europy, która ma na swoim koncie również wiele innych prestiżowych tytułów i wspaniale zaprezentowała się na ringach pokazowych. Jest to klacz niezwykle urodziwa, poprawnie zbudowana, prezentująca najwyższą jakość, dodatkowo wyróżniająca się atrakcyjnym umaszczeniem. Jej ogromnym atutem jest wartość rodowodowa, pochodzi ze słynnej na całym świecie rodziny klaczy Szamrajówka – mówi prezeska stadniny w Janowie Podlaskim.
- Od jakiej kwoty rozpocznie się licytacja tej klaczy? Czy istnieje dolna granica, czy po prostu pozwolicie kupcom swobodnie ze sobą rywalizować? – dopytujemy.
- W przypadku każdego wystawianego konia ustalamy cenę minimalną, poniżej której nie możemy go sprzedać. Jeśli natomiast chodzi o konkretne ceny wywoławcze, to na ten moment nie zostały one jeszcze ostatecznie określone.
- Czy może pani zdradzić chociaż przybliżony przedział cenowy w przypadku wspomnianej klaczy?
- Niestety, nie zdradzamy cen minimalnych przed aukcją. Ale przykłady Adelity sprzed roku czy Pepity sprzed jedenastu lat pokazują, że Janów Podlaski potrafił i wciąż potrafi sprzedawać konie za naprawdę zawrotne sumy.

Geopolityczny niepokój
Weronika Sosnowska na każdym kroku podkreśla, że prymarnym celem stadniny wcale nie jest bicie rekordów finansowych.
- Zależy nam przede wszystkim na udanej sprzedaży. Chcielibyśmy, aby jak największa liczba oferowanych przez nas koni znalazła nowe, dobre domy. Janów Podlaski na głównej aukcji Pride of Poland wystawi osiem koni i dokładnie tyle samo na towarzyszącej jej aukcji Summer Sale. Jeśli uda nam się sprzedać wszystkie szesnaście koni, będziemy w pełni zadowoleni.
- Z jakich krajów przyjadą potencjalni kupcy?
- Tradycyjnie zapowiadają się klienci z krajów arabskich. Niemniej jednak obecna sytuacja geopolityczna na świecie nie napawa nas wielkim optymizmem. Nie ukrywamy, że trochę się martwimy, czy napięcia i działania prowadzone na Bliskim Wschodzie nie przełożą się negatywnie na ostateczny wynik sprzedaży.
Tajemnice licytacji
Sytuację geopolityczną w kontekście powodzenia aukcji Pride of Poland uważnie śledzi również Henryk Smolarz.
- Bardzo nas cieszy powrót i stała obecność kupców z całego świata. Ale faktycznie trudno przewidzieć, jak ze względu na napięcia geopolityczne i konflikty zbrojne zachowają się klienci z Bliskiego Wschodu. Pocieszamy się przy tym, że ubiegłoroczna aukcja przyniosła nam wiele powodów do radości. Nasze konie trafiły do wielu znakomitych stadnin w Europie. Rozwój europejskiego rynku koni arabskich jest niezwykle budujący – stwierdza.
W 2025 roku po raz pierwszy na tak dużą skalę zadziałał w Janowie Podlaskim system licytacji online.
- To przyniosło ogromne, dodatkowe emocje. Osoby zgromadzone przy stolikach licytowały „ramię w ramię” z kimś niewidocznym, kto przebywał na drugim końcu świata, a system pokazywał jedynie kraj pochodzenia oferty. Co ciekawe, ubiegłoroczna rekordzistka, klacz Adelita, wylicytowana za ponad czterysta trzydzieści tysięcy euro, została zakupiona właśnie przez internet przez Naylę Hayek. Na początku wiedzieliśmy tylko, że nabywca pochodzi ze Szwajcarii. To pokazuje, jak wielkim zaufaniem cieszy się nasza marka. Choć system licytacji online istniał już wcześniej, to dopiero teraz klienci w pełni się do niego przekonali. Kupują w ciemno, bo doskonale wiedzą, jak wysokiej klasy konie oferujemy, znają ich rodowody, warunki utrzymania, historię wielu pokoleń wstecz – relacjonuje polityk.
I zgadza się z Sosnowską, że aspekt finansowy nie jest w tej grze najważniejszy.
- Najistotniejsza pozostaje odpowiedzialna, racjonalna hodowla. Konie na aukcję dobieramy tak, żeby nie uszczuplić najcenniejszych zasobów genetycznych i starej, dobrej krwi, która musi pozostać w państwowych stadninach. Łączymy w ten sposób biznesową opłacalność z dbałością o dziedzictwo narodowe. Jednocześnie obserwujemy, jak do grona pasjonatów i hodowców nieustannie dołączają nowe osoby. Oczywiście, żeby wejść w ten świat, trzeba dysponować odpowiednim budżetem. I czasem. A już przede wszystkim oddać tym zwierzętom serce. Jest taki żart, który najlepiej oddaje specyfikę tej branży. Jak zostać milionerem, hodując konie arabskie? Być wcześniej miliarderem! – śmieje się.
Głaszcze jednego z koni spacerujących po pastwisku.
- Araby to przede wszystkim konie pokazowe, choć polskie konie słyną z tego, że łączą niesamowitą urodę z dzielnością użytkową. Dlatego KOWR współfinansuje między innymi wyścigi na warszawskim Służewcu, żeby promować ich wszechstronność. Zainteresowanie rynkiem bywa zmienne, ale nasz janowski pokaz na tle innych państw europejskich jest absolutnie wyjątkowy. Brałem udział w pokazach w Niemczech czy Belgii. Tam na trybunach siedzą praktycznie sami sędziowie, trenerzy i hodowcy. U nas z kolei te dni gromadzą tysiące widzów i tętnią niesamowitym życiem. Atmosfery Janowa Podlaskiego i licytacji Pride of Poland nie da się opisać ani porównać do oglądania transmisji w telewizji. To trzeba po prostu przeżyć osobiście, poczuć te emocje na żywo. Choćby raz w życiu trzeba tu przyjechać, a być może ta wizyta zainspiruje kogoś do rozpoczęcia własnej przygody z hodowlą tych pięknych zwierząt – reklamuje dyrektor generalny KOWR.

Koło zamachowe
Henryk Smolarz uważa, że Dni Konia Arabskiego w Janowie Podlaskim stanowią najlepszą formę promocji Lubelszczyzny.
- To są naczynia połączone i kwestie absolutnie nierozłączne. Słysząc „Janów Podlaski”, każdy na świecie automatycznie kojarzy tę nazwę z naszą stadniną koni czystej krwi arabskiej. Władze samorządowe, zarówno na szczeblu gminnym, powiatowym, jak i wojewódzkim, doskonale zdają sobie sprawę, że to wydarzenie jest genialną wizytówką reklamową nie tylko dla kraju, ale przede wszystkim dla całego regionu lubelskiego na arenie międzynarodowej. Dzięki turystom z całego globu niesamowicie rozwija się tu lokalna infrastruktura: hotelarstwo, gastronomia, agroturystyka, liczne szkółki jeździeckie, które powstają wokół stadniny. To potężne koło zamachowe i znakomita promocja dla całego województwa lubelskiego.

Komentarze