Dla gości z Zamościa to była z kolei pierwsza wygrana na wyjeździe. Wcześniej beniaminek zanotował w delegacjach: dwa remisy i dwie porażki. Co więcej, stracił aż 11 goli.
Łukasz Gieresz (Hetman Zamość)
– Wygraliśmy w Ostrowcu jako pierwsi, zrealizowaliśmy swój cel, będąc przede wszystkim cierpliwym. Popełniliśmy błąd bramkowy, ale od dłuższego czasu pracujemy mocno nad naszym mentalem, żeby ten zamojski charakter nie był pustym sloganem, żeby zespół utożsamiał się z kibicami, którzy są zawsze z nami. Za to im dziękujemy, bo czuliśmy to wsparcie.
– Pierwsza połowa, zdecydowanie optyka po stornie gospodarzy. KSZO miał przewagę w posiadaniu, ale nieźle broniliśmy pola karnego. Nastawialiśmy się na stałe fragmenty i też byliśmy groźni w tym elemencie. Początek drugiej części zdecydowanie dla gospodarzy, którzy osiągnęli swój cel – objęli prowadzenie. Mieliśmy czarne myśli, że może być ciężko, że kwestią czasu będą kolejne bramki. Stały fragment dał nam jednak tlen, a w ostatniej akcji meczu Damian Lepiarz odpowiedział, że być może było miejsce dla niego w Ostrowcu. Mówię humorystycznie, ale pewnie bardzo mu zależało, żeby się pokazać. Został naszym bohaterem i bardzo się cieszymy.
– Chorowaliśmy na wyjazdach, mieliśmy swoje problemy, spotykaliśmy się z zasłużoną krytyką. Pracowaliśmy jednak cały tydzień nad tym, żeby zespół był cierpliwy w obronie niskiej, zmieniliśmy strukturę bronienia i uważam, że w wielu fragmentach dobrze to funkcjonowało. Zmiennicy też pomogli, żeby być groźnym. Już przy 1:1 mieliśmy dwie dobre sytuacje, żeby mecz zamknąć szybciej.
Łukasz Tarkowski (KSZO Ostrowiec Świętokrzyski)
– Gratuluję ważnego zwycięstwa rywalom. Taka jest piłka, dla nas niestety bardzo brutalna. Oceniając cały mecz już remis bardzo by nas bolał. Wyszliśmy na prowadzenie, wydawało się, że kolejne bramki będą kwestią czasu. Wchodziliśmy bardzo swobodnie do pola karnego, tworząc niezłe sytuacje. Ta piłka nie wpadła do bramki, a Hetman nas za to ukarał. Przy wyniku 1:1 rzuciliśmy wszystkie opcje na atak, poszliśmy va banque, a rywal nas skontrował. Na pewno to boli, chyba najbardziej jeżeli chodzi o dotychczasowe spotkania. To pierwsza porażka u siebie, zespół dał jednak z siebie wszystko. Zaangażowanie było duże, jest chwilowe załamanie, ale trzeba z tego wyjść, bo cały czas jesteśmy na drugim miejscu.
Czego brakuje? Czy presja robi swoje?
– Presja jest wkalkulowana, mówi się, że presja to przywilej takich ośrodków, gdzie jest dużo kibiców. Takiego wytłumaczenia nie przyjmuje. Byliśmy po prostu bardzo nieskuteczni, to musi się zmienić. Ciężko się przyczepić do elementów w poszczególnych fazach gry, jeżeli nie ma finalizacji, czyli elementu końcowego. Myślę, że to jest problem, wierzę jednak, że to się odmieni, bo taka jest piłka.

Komentarze