Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Dwie wygrane Startu

Koszykarze lubelskiego Startu udanie rozpoczęli finałową rywalizację o awans do ligi zawodowej. Dwukrotnie pokonali w hali MOSiR chorzowską Albę i do osiągnięcia upragnionego celu brakuje podopiecznym trenera Arkadiusza Czarneckiego tylko jednego zwycięstwa. W najbliższą sobotę (20 kwietnia) rywalizacja przeniesie się do Chorzowa, gdzie w razie potrzeby rozegrany zostanie także czwarty mecz (21 kwietnia). Jeżeli i to spotkanie nie wyłoni triumfatora I-ligowych rozgrywek, gospodarzem piątego, decydującego, meczu ponownie będzie lubelski Start.
Koszykarze lubelskiego Startu stali się specjalistami od sportowych horrorów. Po zaciętych meczach w półfinale pierwszoligowego play off z Kotwicą Kołobrzeg, ponownie zafundowali swoim kibicom dużą dawkę emocji. W pierwszym spotkaniu finałowym o awans do ligi zawodowej \"czerwono-czarni” pokonali chorzowską Albę tylko dwoma punktami, a losy meczu ważyły się do ostatniej sekundy. Wspaniale dopingująca lubelska publiczność, która szczelnie wypełniła halę MOSiR, była świadkiem niezwykle wyrównanego meczu. Koszykarzom obydwu zespołów należą się brawa za wielką ambicję, za stworzenie widowiska, którego dramaturgia była godna finału. Malkontenci mogą oczywiście narzekać na sportowy poziom, brak płynnej gry, jednak należy pamiętać, że ogromna stawka spotkania musiała mieć wpływ na nerwowe poczynania zawodników. Poza tym obydwa zespoły zwracały szczególną uwagę na obronę. Chorzowianie jak zwykle grali presingiem niemal przez 40 minut, utrudniając lublinianom oddawanie rzutów z dystansu, a ten element gry był dotychczas atutem naszych koszykarzy. W sobotę pieczołowicie pilnowani snajperzy - Samo Plevnik i grający ze złamanym palcem lewej ręki Paweł Kosior, byli zdecydowanie mniej skuteczni. Siłą rzeczy lublinianie musieli przesunąć ciężar walki bliżej kosza, a tam znakomicie spisywał się Piotr Miś. Jacek Olejniczak, drugi center Startu, również pomógł w uzyskaniu przewagi w podkoszowej strefie, szkoda tylko, że tradycyjnie słabiej egzekwował rzuty wolne. Tak jak wspomnieliśmy, Alba nie pozostawiała naszym graczom wiele swobody. Trener chorzowian Zbigniew Mardoń bardzo często dokonywał zmian, nawet po dwóch zawodników jednocześnie. Goście okupili jednak twardą obronę wieloma faulami. W pierwszej kwarcie chorzowianie mieli na koncie 11 przewinień, po pierwszej połowie - 21. Lublinianom odgwizdano w ciągu 20 min 11 fauli. Goście poszli jednak na całość i mało brakowało, aby ich nieustępliwość przyniosła efekt. Dodajmy, że Start również przyjął twarde warunki gry podyktowane przez rywali. Czasami walczono o każdy centymetr boiska, rywalizując o piłkę nawet w parterze. W walce ucierpiało dwóch chorzowian. Jeden kończył mecz z rozciętą skórą na policzku, drugi z rozbitym nosem. O zaciętości meczu świadczy fakt, że aż 11 razy na tablicy świetlnej widniał wynik remisowy, w pierwszej połowie 8 razy. Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie, a żadnej ze stron nie udało się uzyskać większej przewagi. Na początku meczu, po niecelnych rzutach z obu stron, pierwsi nerwy opanowali gospodarze, obejmując prowadzenie 3:0. Goście szybko doprowadzili do remisu, a w 17 min nawet objęli prowadzenie 37:34, minutę później wygrywali 41:38. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 45:45. Po trzech odsłonach było 64:61, dzięki akcji 2+1 Olejniczaka. W 34 min Start uzyskał największą, sześciopunktową przewagę (71:65) i wydawało się, że gospodarze wreszcie złapali oddech. W tym czasie na parkiecie przebywało dwóch środkowych Startu, którzy zdominowali podkoszową walkę. Chorzowianie jednak nie rezygnowali. W 37 min doprowadzili do remisu (75:75) po rzucie Grzegorza Radwana. Na szczęście koszykarz Alby nie trafił dodatkowego rzutu wolnego. Na 39 s przed końcem meczu było 77:77. W kolejnej akcji Plevnik spudłował zza linii 6,25 i goście mieli 15 s na zmianę rezultatu. Na szczęście Radwan pospieszył się z rzutem, niecelnym, a chwilę później sfaulował Michała Sikorę. Lublinianin, który może zaliczyć sobotni mecz do udanych, trafił dwa \"osobiste”. Gościom pozostało jeszcze 5 s. Na rzut za 3 pkt zdecydował się Radosław Basiński, ale piłka wytoczyła się z obręczy, co wywołało euforię lubelskich kibiców. Dodajmy, że Alba kończyła spotkanie bez trzech koszykarzy - Romana Bruździńskiego, Krzysztofa Roszyka, Łukasza Bąka, którzy opuścili parkiet za pięć przewinień. W lubelskim zespole limit fauli wyczerpali Michał Marciniak i Olejniczak. SKŁADY I PUNKTY Start: Plevnik 14 (3 x 3), Kosior 14 (1 x 3), Olejniczak 9, Marciniak 8, Łuszczewski 7 oraz Miś 17, Sikora 8, Bielak 2, Ostrowski 0. Alba: Partyka 15 (1 x 3), Bąk 15, Basiński 11, Roszyk 8, Bruździński 5 (1 x 3) oraz Pawlik 9 (1 x 3), Dygutowicz 6, Radwan 4, Juskowiak 4. Sędziowali: Adrian Lis (Gdańsk) i Tomasz Cesnowski (Białystok). Podczas niedzielnej konfrontacji Startu z Albą nie było takich emocji jak dzień wcześniej. Lublinianie grali zdecydowanie lepiej (poza Michałem Marciniakiem), przede wszystkim skuteczniej. Być może sobotnie zwycięstwo uspokoiło podopiecznych trenera Arkadiusza Czarneckiego. Drugim powodem innego przebiegu meczu była słabsza postawa, zwłaszcza w obronie, koszykarzy z Chorzowa, którym najwyraźniej zabrakło sił. Goście próbowali nawiązać wyrównaną walkę, ale sztuka udała im się tylko w pierwszej kwarcie. Spotkanie zaczęło się od dwóch akcji Samo Plevnika, który mając więcej swobody poownie dał próbkę snajperskich umiejętności. Goście także odpowiedzieli celnymi rzutami i w 7 min prowadzili 17:11. Była to największa przewaga Alby, która wygrała pierwszą kwartę 23:19. Kolejna kwarta zadecydowała o dalszym przebiegu meczu. \"Czerwono-czarni” znokautowali przeciwników aplikując im w tym fragmencie spotkania aż 33 pkt. Plevnik, trafiał do kosza nawet z ośmiu metrów. Piotr Miś tak jak dzień wcześniej królował pod tablicami. Do akcji ofensywnych włączył się Paweł Kosior. Przewaga lublinian systematycznie rosła i tylko raz stopniała do 3 pkt - 61:58 w 28 min. W tym momencie Piotr Ostrowski trafił zza linii 6,25 m i sytuacja powróciła do normy. Goście próbowali podkoszowymi wejściami nadrobić brak skuteczności w rzutach z dystansu, ale ciasno ustawiona obrona Startu często powstrzymywała rywali. Na 3 min przed końcową syreną chorzowianie jeszcze raz poderwali się do walki, doprowadzili do wyniku 90:80, jednak na więcej już nie było ich stać. Gospodarze odpowiedzieli skutecznymi akcjami, a Samo Plevnik z linii rzutów wolnych zdobył setny punkt dla swojej drużyny. Dodajmy, że w obydwu spotkaniach dobrze spisywał się Michał Sikora, który popisał się kilkoma bardzo dobrymi akcjami w obronie, a w ataku dobrze wspierał Plevnika.(tor) SKŁADY I PUNKTY Start: Plevnik 29 (5 x 3), Kosior 19, Łuszczewski 7, Olejniczak 4, Marciniak 0 oraz Miś 20, Ostrowski 12 (2 x 3), Sikora 7, Bielak 5 (1 x 3), Pelczar 0. Alba: Roszyk 23 (3 x 3), Partyka 21 (3 x 3), Bąk 13, Basiński 10, Bruździński 10 (1 x 3) oraz Dygutowicz 5, Juskowiak 3 (1 x 3), Pawlik 2. Sędziowali: Dariusz Kowalczyk (Wrocław) i Marek Maliszewski (Warszawa). Widzów - 1800.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

ReklamaNOWY LEXUS RZ Odkryj Steel-By-Wire | DNI OTWARTE 4-9 MAJA
Reklama
Reklama