Chybione rzuty, chybione transfery
W kolejnym meczu ligi zawodowej koszykarzy lubelski start doznał kolejnej porażki, tym razem ulegając we własnej hali Komfortowi Stargard Szczeciński. W zespole gości po raz pierwszy wystąpił amerykański rozgrywający Kiwane Garris. Jego debiut wypadł okazale. Zdobył 28 pkt i miał 9 asyst. Szkoda, że jego rodak grający od dwóch tygodni w Starcie nie może pochwalić się takim dorobkiem. Earl Brown - bo o nim mowa - ponownie wypadł \"blado”.
- 14.11.2002 11:51

Komfort, mający więcej pieniędzy od Startu, mógł sobie pozwolić na wartościowszego gracza. Garrisa, który w poprzednim sezonie występował w II lidze włoskiej, zgłoszono do rozgrywek PLK w ostatniej chwili, tuż przed niedzielnym meczem, a zawodnik zaliczył z nowym zespołem tylko trzy treningi. Jak się okazało, była to wystarczająca dawka przed konfrontacją z lublinianami. Garris, zastępujący Kevina Turnera, okazał się dobrym reżyserem gry. Start nie miał takiego szczęścia. Brown nadal zawodzi. Zamiast kierować poczynaniami kolegów, woli rzucać, często pudłując. Wiele wskazuje na to, że pozyskanie Amerykanina także było \"pudłem”.
Goście mieli w składzie jeszcze dwóch zawodników, którzy mieli ogromny wpływ na grę zespołu - Shawna Resperta i Rafała Bigusa, rządzącego pod tablicami. Do ich poziomu dostosował się krytykowany ostatnio Mindaugas Jarosevicius. Mecz w Lublinie miał być dla niego ostatnią szansą, podobnie jak dla trenera komfortu Jerzego Binkowskiego. Szkoleniowiec na pewno uratował posadę, chociaż po meczu stwierdził, że nie wie na jak długo.
W składzie Startu zabrakło Pawła Kosiora, który na razie jest największym pechowcem. Po wyleczeniu kontuzji łokcia na jednym z treningów doznał urazu kolana. Z kolei Michał Sikora grał z zaleczoną kontuzją kciuka. Lubelski rozgrywający starał się jak mógł, jednak nie zawsze mógł pomóc drużynie. Generalnie gospodarze byli słabsi od Komfortu w każdym elemencie gry. Przegrali dużo pojedynków i nie byli tak skuteczni jak przeciwnicy. Goście uzyskali aż 58-procentową skuteczność w rzutach za 3 pkt, lublinianie - 36-procentową.
Start nawiązał walkę tylko w pierwszej kwarcie, chociaż po dwóch akcjach Bigusa goście prowadzili 4:0. Michał Marciniak odpowiedział \"trójką”, ale kolejne punkty zdobyli Garris i Respert (za 3). W tym momencie lepiej zaczęli grać nasi wysocy - Piotr Miś i Jacek Olejniczak, którzy doprowadzili do remisu 11:11. Po trafieniach zza linii 6,25 m Resperta i Samo Plevnika było 14:14 w 6 min, i był to ostatni korzystny wynik dla Startu. Kiedy Bigus zdobył kolejne punkty Komfort ponownie objął prowadzenie, którego nie oddał do końca spotkania.
Druga kwarta zaczęła się od celnych rzutów Jaruseviciusa (2 razy za 3 pkt), udanej akcji Arkadiusza Soczewskiego i przewaga gości wzrosła do 11 pkt (21:32 w 13 min). W trzeciej odsłonie Respert i Barris nadal \"demolowali” lubelską obronę, nie tylko rzutami za 3 pkt. Po 30 min Komfort wygrywał różnicą 19 pkt (50:69) i w pełni kontrolował przebieg spotkania. Wcześniej lublinianom udało się zniwelować przewagę rywali do 10 pkt, ale był to tylko krótki fragment lepszej gry naszego zespołu. Na więcej nie było stać zupełnie rozbitej drużyny Startu.
Dużym uproszczeniem byłoby zrzucanie winy za porażkę tylko na Browna. Okazało się, że obok niego jest jeszcze kilku zawodników, wśród nich Brahima Konare, którzy nic nie wnoszą do gry Startu. Czy biedny klub stać na utrzymywanie takich koszykarzy?
Reklama













Komentarze