• Górnik rozczarował jesienią?
– Nie. Uważam, że zajęta przez nas trzecia pozycja jest w granicach błędu.
• To znaczy, że jest pan zadowolony?
– Nie jestem, bo chciałbym być pierwszy.
• Analizował pan już pierwszą rundę?
– Na to przyjdzie czas, ale na pewno brakowało nam odporności psychicznej. Niektórzy zawodnicy charakterologicznie nie pasują do tego zespołu. Nie są „tygrysami”. Duży wpływ pod tym kątem mieli wcześniej na drużynę Bronowiccy, ale jesienią zanotowali spadek formy.
• Czy w porównaniu z ubiegłym sezonem Górnik zrobił postęp?
– Chyba nie. Np. pod względem gry obronnej prezentowaliśmy się nawet gorzej, chociaż miałem lepszych i bardziej doświadczonych obrońców.
• I straciliście aż 23 gole. Może negatywny wpływ miało ciągłe eksperymentowanie ze składem?
– A ja ciągle powtarzam, że nie bronią tylko defensorzy. Już od Griszczenki zaczynają się zasieki. W dodatku rozpoczęło się dla nas nieciekawie, od porażki z Piotrcovią. Później nie potrafiliśmy wygrać z Bełchatowem. Szukałem nowego ustawienia. Wpadł Artur Wilk, a Nocoń przyszedł nieprzygotowany, niby uznany, ale nie wiem jak trenował w okresie zimowym. A mecze nie są już od sprawdzania.
• Może lepiej grać czwórką w linii?
– Mało kto gra tak w Polsce. Do tego trzeba mieć odpowiednich wykonawców. U nas piłkarz musi wiedzieć konkretnie, że odpowiada za danego zawodnika. Przy przejmowaniu zaraz byłyby wątpliwości kto kogo kryje. A tak 30 metrów od bramki każdy ma swego. Oczywiście przy odpowiedniej asekuracji. Dla Polaków lepszy jest system 3-5-2. My grywaliśmy czwórką, a rolę płynnego łącznika między defensywą i pomocą najczęściej pełnił Bartek Wilk.
• Czy Bratek Rachowski jest złym bramkarzem?
– A czy ja coś takiego powiedziałem?
• To dlaczego nie dostał ani jednej szansy? Nawet po porażce 2:6 w Radomsku.
– Ale w tym meczu Maciek Mielcarz nie zawalił ani jednego gola. Bramkarz musi być numerem jeden i czuć to.
• Jednak w ubiegłym sezonie Rachowski
z Mańką bronili tylko do popełnionego błędu.
– Bo prezentowali równorzędny poziom. A w tej rundzie Mielcarz był trochę lepszy. Z tego co wiem Bartek chyba nie miał pretensji, że nie bronił.
• Tylko że Mielcarz został wypożyczony
i najprawdopodobniej pożegna Łęczną po sezonie. A Rachowski w tym czasie mógłby się ogrywać, a nie siedzieć na ławce.
– Jeśli Mielcarz odejdzie, wówczas będziemy musieli rozejrzeć się za kimś nowym, ale z Bartkiem Rachowskim wiążemy duże nadzieje.
• Nie odniósł pan wrażenia, że piłkarze wychodzili na boisko ze spętanymi nogami?
– Górnikowi cały czas towarzyszy presja. Wiadomo czego chcą ludzie – pierwszego miejsca. Górnik zawsze był i jest faworytem, a czasami nie wychodzi tak jak byśmy tego chcieli.
• Dlaczego każde zwycięstwo Górnika było wymęczone? Brakowało widowiskowej gry...
– Dziś, z paroma wyjątkami, cały świat tworzy taką samą piłkę. Kto w Górniku potrafi grać widowiskowo? Skwara, Bugała jak jest w transie. Więcej ludzi nie ma, reszta potrzebna jest do walki.
• Praktycznie nie było zawodnika, który przez całą rundę prezentował równą formę.
– Rzeczywiście. Były momenty, że dobrze grał Skwara, czy „Buła”, ale tylko momenty. „Bronki” muszą sobie odpowiedzieć na pytanie: co dalej? Wcześniej ciągnęli cały zespół, ale teraz chcą grać fajną piłkę. Tylko, że zostali stworzeni do czego innego, do ciężkiej roboty. Nie muszą szukać efektownych zagrań, bo to często prowadzi do nonszalancji. Dzisiejszy futbol to walka wręcz, która często kończy się podbitym okiem, złamanym nosem, czy stratą zębów.
• Dlaczego Bugała nie mógł – pańskim zdaniem – grać ze Skwarą?
– Bo obaj nie odbierają piłki. A jeśli dodać, że nie robią tego Griszczenko, który tylko traci piłkę, Wójcik z Szałachowskim tak samo, a predestynowani do tego Bronowiccy są bez formy, to okazuje się, że cała druga linia jest bez odbioru. A dziś gra jeden na jeden jest najważniejsza.
• Nie żałuje pan żadnego z zawodników, którzy odeszli z Górnika po poprzednim sezonie?
– Poza Bosowskim chyba nie, ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.
• A patrząc na formę napastników, nie szkoda, że odszedł Darek Solnica?
– Trudno powiedzieć. Im bliżej odejścia Darka tym prezentował się lepiej. Kto wie, może do niego powrócimy.
• Za pana kadencji doszło do wielkiej rotacji w zespole. Przed tym sezonem przyszło prawie dziesięciu nowych ludzi. Nie lepiej było sięgnąć po dwóch, trzech choć droższych, ale rzeczywiście najlepszych. Zimą znowu będzie podobny zaciąg, bo kilku piłkarzy przecież się nie sprawdziło?
– Nie przyjdzie więcej niż trzech i myślę wyłącznie o konkretnych nazwiskach. Im więcej przychodzi nowych, tym dłużej trwa budowa zespołu. Zwłaszcza, gdy brakuje mu szkieletu.
• No właśnie, ciągle nie ma stopera, skrzydeł, napastnika...
– I na te pozycje będę poszukiwał ludzi. Jednak w Polsce jest tylko jeden dobry stoper – Jacek Zieliński...
• Nie chce pan mówić kto może przyjść, więc proszę powiedzieć kto odejdzie.
– Czarniecki, Nocoń i raczej Cetnarowicz, któremu 30 listopada skończyła się umowa.
• Nieprzygotowany „Cetnar” zdobył cztery gole i prezentował się lepiej od pozostałych napastników.
– Byłem za tym, żeby Piotrek do nas przyszedł, choć z zaległościami treningowymi. I nie pomyliłem się. Swoją grą zaskarbił sobie szacunek u rywali. Obrońcy się go boją, bo on wychodzi na boisko bez bojaźni. To defensorzy zwykle powalają napastników, ale w przypadku „Cetnara” jest odwrotnie – to on powala.
• Co z Bańskim, który jesienią nie zdobył ani jednego gola?
– Zostaje i jestem przekonany, iż udowodni, że potrafi grać w piłkę. Dobrze, że zajęcia wznowili już Iwanicki, Korzan i Artur Wilk.
• W Górniku nie widać też lidera.
– I na boisku, i w szatni. Takiego na dobre i na złe. Jeden Skwara tryska energią, ale jeden nie poderwie pozostałych spokojnych.
• Zmienił się prezes, ale cel chyba nie?
– Ciągle chcemy wejść do ekstraklasy, ale żaden trener nie powie, że zrobi to na pewno. Do prowadzącego Świtu mamy sporą stratę dziesięciu punktów, ale nie jest do dystans nie do nadrobienia. Zresztą bardziej obawiam się Polkowic, a w dalszej kolejności Arki Gdynia.
Reklama













Komentarze