• Już drugi rok uczysz się i trenujesz w USA. Jak doszło do twojego wyjazdu?
– Wbrew pozorom wyjazd na studia do Stanów nie jest problemem. Wystarczy zdać odpowiednie egzaminy, coś na wzór naszej matury i po problemie. Pozostają tylko kwestie finansowe. Mnie udało się dzięki grze w tenisa otrzymać stypendium, więc nie pozostaje nic innego jak uczyć się i grać na coraz lepszym poziomie. Od tego zależy czy stypendium będzie przedłużane.
• Na jakim uniwersytecie studiujesz?
– Indiana Weseyan University, na ekonomii.
• Co zaskoczyło cię na plus, a co na minus?
– W zasadzie trudno mówić o minusach. Może dlatego, że miałem szczęście trafić do uniwersytetu bogatego. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik, a sport szkolny czy uniwersytecki jest w Stanach dużo bardziej ceniony niż klubowy, oczywiście oprócz zawodowstwa. Każdy bardzo mocno identyfikuje się z uczelnią.
• Są różnice w treningu?
– Tak. Tu trenerzy nastawiają nas na bardziej agresywną, ofensywną grę. Mniej jest grania zza kortu. Trzeba atakować, dominuje wolej. No i przede wszystkim jest większa konkurencja, rywalizacja. To sprzyja postępowi.
• Czym możesz się pochwalić?
– Awansowałem na pozycję drugiej uczelnianej rakiety. W meczach występuje sześciu zawodników. W tym sezonie wygrałem wszystko. W naszej szóstce jest dwóch Amerykanów, Szwed, Meksykanin, chłopak z Karaibów i ja.
• Kiedy awansujesz na pozycje nr 1?
– To dla mnie nie jest aż tak istotne, choć spaść z „dwójki” bym nie chciał. Ważne, żeby wygrywać z lepszymi od siebie w rankingach. A w drużynie też jest duża rywalizacja. Gdy ktoś uważa, że powinien grać na wyższej pozycji, może wyzwać na pojedynek tenisistę, którego chce zdetronizować. A ten z kolei nie może odmówić. Ja już raz podjąłem wyzwanie, z powodzeniem. W sumie gra na drugiej rakiecie to minimalnie mniejszy stres niż gra z nr 1, ale rywale nie są wiele słabsi niż ci z jedynki. Można się wiele uczyć, robić postępy.
• Twoja drużyna liczy się w rywalizacji?
– Wygraliśmy konferencję, czyli nie jest źle.
• Jaki cel stawiasz przed sobą na kolejny rok?
– Tak jak wspomniałem – awans w rankingu. Obecnie zajmuję szesnaste miejsce w swojej kategorii wiekowej w singlu i siódme w deblu, w parze ze Szwedem Jakubem Petersonem. Marzeniem byłoby wejście do dziesiątki, ale nie jest to proste zadanie. Nawet przesunięcie się do piętnastki potraktuję jako postęp. Rankingi układane są na podstawie punktów zdobywanych na rywalach z wyższych miejsc w rankingu. Zwycięstwa ze słabszymi od siebie, przynajmniej teoretycznie, to niejako obowiązek. Można wiele wygrywać, ale o rankingowe punkty się nie wzbogacić. Myślę, że to sprawiedliwy system.
• Obejrzałeś „na żywo” mecze znanych na świecie tenisistów?
– Tak, duże wrażenie zrobiły na mnie turniej ATP w Indianapolis. Zawody wysokiej rangi, ustawiane zaraz po turniejach Wielkiego Szlema. Miałem nawet okazje pogadać z takimi gwiazdami tenisa jak Bjoerkmann czy Norman.
• Przyzwyczaiłeś się do amerykańskiego stylu życia?
Trudno mówić o jakimś stylu życia w moim przypadku, choć przyznam, że podoba mi się. Czasu na rozrywkę za wiele nie ma, trzeba się uczyć, a przy tym grać jak najlepiej, czyli trenować, trenować i jeszcze raz trenować.
• Kiedy powrót za ocean
– Już 12 stycznia.
(mag)
Komentarze