Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama NOWY LEXUS RZ Odkryj Steel-By-Wire | DNI OTWARTE 4-9 MAJA

W siodle i na siodełku

Dariusz Śledź jest kolejnym żużlowcem, który zasilił skład I-ligowego TŻ Sipma. Darek, wychowanek lubelskiego Motoru, powrócił do rodzinnego miasta po jedenastu latach
W siodle i na siodełku
Dariusz Śledź
• Bardzo zmienił się Lublin? - Niektórych ulic zupełnie nie poznaję. Wcześniej byłem tylko raz na deptaku, ponieważ przez Lublin przeważnie tylko przejeżdżałem, a jeżeli mogłem się zatrzymać, to najwyżej na kilka godzin. Generalnie miasto zmieniło się na korzyść, stało się przyjazne. • Po podpisaniu rocznego kontraktu z TŻ Sipma przeniesiesz się do Lublina, czy będziesz dojeżdżał z Wrocławia na treningi i mecze? - Jeszcze nie wiem jak rozwiążę ten problem. Z Wrocławia jest dosyć daleko, dlatego dojazdy wolałbym ograniczyć do minimum. Nie wykluczam także powrotu do Lublina na stałe, ale to zależy, jak zaprezentuję się w najbliższym sezonie. Na razie jestem wypożyczony do TŻ na rok i nie mogę niczego dalej planować. • Miałeś długą przerwę w startach. Ponad rok nie jeździłeś na żużlowym motocyklu. Niektórzy kibice obawiają się, że nie odzyskasz formy... - Myślę, że będę w dobrej dyspozycji. • Nie jesteś pewny? - W żużlu jest wiele czynników składających się na końcowy wynik, stąd moja ostrożność. Ale skoro nalegasz. Muszę być w dobrej formie i wykorzystać szansę, jaką daje mi TŻ Sipma. Nie chcę zawieść kibiców. • Jak będziesz się przygotowywał do sezonu? - Początkowo indywidualnie. Zamierzam biegać, chodzić do siłowni, jeździć motocyklem crossowym. Pomoc obiecali mi koledzy z Lublina, Darek Piątek i Piotrek Więckowski. Crossowa jazda będzie najważniejszym etapem przygotowań. • Kiedy odszedłeś z lubelskiego Motoru, w 1992 roku, w twoim życiu zaczął się kolejny, bardzo owocny etap. Z Aspro Wrocław zdobyłeś trzy tytuły drużynowego mistrza Polski. Triumfowałeś także w turnieju o Złoty Kask. Wszystkie twoje dotychczasowe decyzje były trafne? - Miałem kilka wpadek i gdybym mógł cofnąć czas, wprowadziłbym korekty. Może byłbym oszczędniejszy, ale nie chcę o tym rozmawiać. Na pewno nie żałuję przenosin do Wrocławia. W Motorze już zaczynało się źle dziać, a we Wrocławiu otrzymałem kolejną sportową szansę i myślę, że z niej skorzystałem. • Wrocławski klub nie miał kłopotów finansowych... - Żadnych. Zawodnikom niczego nie brakowało. Pamiętam, że przeżyłem szok, kiedy zobaczyłem tira wypełnionego kompletnymi motocyklami dla dwóch drużyn. Olbrzymia ciężarówka przywiozła także silniki, zapasowe części, kaski, stroje, wszystko, czego potrzebowaliśmy do startów. • Kontrakty też musieliście mieć satysfakcjonujące. Po roku startów w Aspro przyjechałeś do Lublina nowiutkim BMW 316, wzbudzając zazdrość niektórych kolegów... - Kupno BMW było spełnieniem moich dziecięcych marzeń. Później już nie przywiązywałem szczególnej uwagi do samochodów. • Czym teraz jeździsz? - Siedmioletnim mercedesem. • A co się stało z BMW? - Miałem pecha. Kiedy do Wrocławia zbliżała się fala powodziowa, postanowiłem zaparkować go na wałach. Później wyjechałem na zawody. Po powrocie okazało się, że uchroniłem samochód przed zalaniem, ale... nie przed złodziejami. Był kompletnie zdewastowany. Skradziono niemal wszystko, z reflektorami włącznie. Na domiar złego, przed wyjazdem skończyło się ubezpieczenie, którego w porę nie przedłużyłem. • Jednak nie do końca przestałeś lubić samochody... - Uwielbiam jeździć \"terenówkami”. Kiedyś miałem okazję startować w Rajdzie Mercedesa. Jechałem autem pożyczonym od kolegi i mocno \"zaszczepiłem się” terenowymi rajdami. Chciałbym kiedyś zawodowo spróbować sił w tej konkurencji. • Twoją pasją są także konie. Zająłeś się nawet ich hodowlą... - Stawiam pierwsze kroki. Z żoną postanowiliśmy przenieść się na wieś. Kupiliśmy 25-hektarowe gospodarstwo, położone sto kilometrów od Wrocławia. W tej chwili mamy dziesięć koni, trzy pełniej krwi angielskiej, pozostałe angloaraby. Myślimy też o założeniu szkółki jazdy konnej. • Skończyłeś remont domu... - Czeka mnie jeszcze sporo pracy. To typowe poniemieckie gospodarstwo i wszystkie zabudowania są stare i duże. Dom wybudowano w 1892 roku. • Koledzy z Wrocławia mówili mi, że niedługo powiększy ci się rodzina... - Już mi się powiększyła. Przed miesiącem urodził nam się syn, Maksymilian. • Drugi syn... - Starszy, Robert, ma 14 lat. • Będzie żużlowcem? - Nie ciągnie go do motocykli. Jego największą pasją jest komputer. • Wspomniałeś wcześniej o planach przygotowań do najbliższego sezonu. Czy zamierzasz wzbogacić park maszyn? - Teraz dysponuję dwiema kompletnymi jawami i trzecim silnikiem tej samej marki. Kiedy startowałem w Rybniku motocykle spisywały się dobrze, ale w tym roku chciałbym spróbować jazdy na GM. We Wrocławiu zaczynałem właśnie na GM, na których ścigałem się do 1996 roku. Później, tak jak większość, przesiadłem się na jawy. • Który z silników jest lepszy? - GM jest bardziej przyjazny dla zawodnika, ale odpowiednio przygotowana jawa też jest dobra. Dzisiaj wszyscy idą śladem Tony Rickardssona, który jeździ na GM. Wcześniej Hans Nielsen ponownie rozreklamował jawę. Najlepsi dyktują warunki. Sądzę, że Rickardsson wygrywałby także na jawie. To rewelacyjny zawodnik, bezapelacyjnie najlepszy. • Przed laty wszyscy podziwiali wspomnianego przez ciebie Nielsena, który w 1990 roku po raz pierwszy wyjechał na tor w plastronie Motoru. Ty byłeś zawodnikiem, najczęściej jeżdżącym w parze z mistrzem... - Starty Hansa Nielsena w Motorze były wielkim wydarzeniem, nie tylko dla kibiców, ale również dla zawodników. Mogliśmy oglądać na żywo najlepszego wówczas na świecie zawodnika. Nielsen był dla nas wielkim autorytetem. Pamiętam, że jak gąbki pochłanialiśmy wszystkie jego uwagi. Nielsen chętnie dzielił się doświadczeniem, a my podpatrywaliśmy mistrza. • Nie korciło cię, aby zajrzeć do silnika w jego motocyklu? Mówiło się, że jeździ na fabrycznych jawach, bez żadnych poprawek... - Nie miałem okazji przyjrzeć się bliżej tym silnikom, ale nie wierzę, aby nie były odpowiednio przygotowane. • Z którym z zawodników Motoru miałeś najlepszy kontakt? - Z Markiem Kępą. Dużo mi pomagał, kiedy zaczynałem jeździć. • W Motorze i Aspro miałeś okazję startować pod wodzą trenera Witolda Zwierzchowskiego... - Był doskonałym szkoleniowcem, wspaniałym człowiekiem. Sam polecałem go we Wrocławiu, gdzie do dziś jest wspominany bardzo ciepło. Takich ludzi się nie zapomina. • Jeździłeś na wielu torach. Który z nich był najdziwniejszy? - Greg Hancock zaprosił mnie do USA na turniej. Kiedy przyjechałem na tor w Costa Mesa, niedaleko Los Angeles, okazało się, że ma tylko 150 metrów długości. Właściwie nie było na nim prostych. Tuż po starcie, wiraż. Podczas wyścigu nie było chwili wytchnienia, ciągła walka. Niesamowite wrażenie. Z kolei we Francji jeździłem na najdłuższym torze, trawiastym. Miał 800 metrów. To tylko wzbogaciło moje doświadczenie. Krótkie tory są świetną szkołą techniki, długie oswajają z szybkością. • Startowałeś nie tylko w polskiej lidze, ale także w Danii... - Miałem też epizod w lidze rosyjskiej. Jestem nawet drużynowym mistrzem Rosji. Dostałem zaproszenie od zespołu Lukoil na jeden mecz, który decydował o mistrzowskim tytule. Zdobyłem 11 pkt, a moja drużyna wygrała. W następnym sezonie pojechałem na jeszcze jedno spotkanie, ale upadłem w pierwszym wyścigu i tak zakończyły się moje starty w Rosji. • Przynajmniej dobrze ci zapłacili? - Dobrze. • Nie myślisz o zakończeniu kariery? - Jeżeli w tym roku nie dostałbym propozycji, to rozważyłbym taką możliwość. Z drugiej strony, w porównaniu z Andrzejem Huszczą, jestem młodym zawodnikiem. Teraz i tak czuję się jak junior, ponieważ po rocznej karencji muszę ponownie zdawać egzamin na żużlową licencję. • Jak oceniasz szanse TŻ Sipma w pierwszoligowej rywalizacji? Kto jest faworytem rozgrywek? - Trudno powiedzieć. O rezultacie decydują nie tylko zawodnicy, ale także jakość sprzętu, sytuacja finansowa klubu. W ligach nie brakowało gigantów na papierze. Poczekajmy do rozpoczęcia sezonu. Wierzę, że nasz zespół będzie odgrywał znaczącą rolę, ale nie należy nikogo lekceważyć. Każdy przeciwnik na torze jest groźny. Zawsze powtarzam, że urok sportu polega na tym, iż trudno przewidzieć wynik rywalizacji.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama