d Na półmetku rozgrywek Ligi Mistrzyń Pol-Skone Lublin zajmuje ostatnie miejsce w grupie C, z jednym punktem na koncie. To dorobek poniżej oczekiwań kibiców, jednak chyba realnie oddający obecną siłę drużyny. Mistrzynie Polski, obok norweskiego Nordstrand 2000 Olslo, nie wygrały jeszcze meczu w pierwszej fazie rozgrywek. Awans do ćwierćfinału znacznie się wydłużył, choć droga nie jest ostatecznie zamknięta. Znając charakter lubelskich piłkarek na pewno nie odpuściły w tej rywalizacji.
• Jak oceni pan pierwszą rundę Ligi Mistrzyń w wykonaniu Pol-Skone?
- Zdobyliśmy jeden punkt, choć trzeba pamiętać o sytuacji w jakiej znalazł się klub. Sport nie znosi dnia marazmu, a my przez ostatnie osiem miesięcy staraliśmy się zwyczajnie przetrwać. Zresztą sytuacja w klubie do dzisiaj w pełni się nie wyklarowała. Doszły do tego inne okoliczności i efekt jest jaki jest. Awansować do ćwierćfinału będzie teraz bardzo trudno, ale my się nie poddajemy. Dopóki jest szansa wyjścia z grupy to jej nie odpuścimy. Cel się nie zmienił, chcemy grać w ćwierćfinale. Szkoda tylko, że równocześnie z pucharami musimy grać ligę. Tak nie robi się nigdzie na świecie, bo oznacza to męczące podróże i kosztuje wiele sił.
• Czy drużyna w obecnym składzie może nawiązać równorzędną walkę z czołowymi klubami Europy?
- Nie mamy armat, to prawda. Obecny skład jest słabszy niż te z poprzednich lat, co ma bezpośredni związek z kłopotami finansowymi klubu. Ponadto na pewien okres wypadły Sabina Włodek i Monika Marzec, a takie zawodniczki trudno jest zastąpić. Kontuzja Moniki wiąże się ze słabszą grą w obronie i kontrataku, i właśnie te elementy szwankowały w ostatnich dwóch meczach. Zawiodły mnie niektóre zmienniczki, po prostu liczyłem na więcej z ich strony, a ławka jest na dodatek bardzo krótka. Jednak nie ma co rozdzierać szat. Przegrać z Ikastem to żaden wstyd, nie takie kluby jak Pol-Skone traciły tam punkty. Do wysokiej porażki z Hypo w dużym stopniu przyczynili się rumuńscy sędziowie, a z Larvikiem zremisowaliśmy, a powinniśmy wygrać.
• Rewanżowy mecz z Larvikiem może okazać się kluczowy dla walki o ćwierćfinał?
- Zakładam, że z Hypo i Ikastem wygramy w Lublinie, choć być może nie dużą ilością bramek. I wtedy rzeczywiście spotkanie w Norwegii będzie miało bardzo duże znaczenie. Liczę na lepsze sędziowanie w kolejnych meczach, takie jakie było w Danii. Hypo przekonało się w ostatniej kolejce, że samym biciem nie wygrywa się spotkań. Szesnastobramkowa porażka to przecież pogrom. My również przegrywaliśmy, ale nie tak i wciąż z nami się liczą. W Danii zostaliśmy przyjęci z dużymi honorami. Ikast obawiał się meczu z nami, mieliśmy przecież korzystniejszy bilans bezpośrednich spotkań. Uważam, że to powód do dumy, bo przecież polska piłka ręczna ma słabe notowania na świecie.
• Przez trzy tygodnie będziecie odpoczywać od Ligi Mistrzyń. Będzie czas na treningi i poprawę gry.
- Przede mną i zawodniczkami jest bardzo dużo pracy. Musimy zmienniczki lepiej wprowadzić do drużyny. Musimy poprawić naszą grę w składzie jaki obecnie mamy. Nie rezygnujemy z Ligi Mistrzyń, chcemy zdobyć mistrzostwo Polski i dobrze przygotować reprezentację do baraży mistrzostw świata z Hiszpanią. Trudno jest pogodzić te cele, ale dopóki starczy mi zapału i zdrowia będą konsekwentnie dążył do celu. Firma Pol-Skone pozwoliła nam przetrwać i jeśli teraz razem z zarządem klubu będziemy szli w jedną stronę, to wierzę, że do przyszłego sezonu przystąpimy silniejsi.
• Czy zaskoczyły pana wyniki w innych grupach Ligi Mistrzyń?
- Vibrog i Krim są bardzo mocne w tym sezonie. Zwraca uwagę dobra forma Łady Togliatti i słabsza Kometalu. Ktoś będzie musiał odpaść i sądzę, że będzie to Kometal. Moim zdaniem najsłabsza jest grupa D.
Rozmawiał Jarosław Klukowski
Reklama













Komentarze