Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Człowiek na widelcu

Żyjemy w czasach wyrafinowanych i wymagających. W Japonii można już kupić kwadratowe jaja kurze, w Ameryce po śmierci zamrozić własne członki i mieć nadzieję na drugie życie. Można też sobie polecieć w Kosmos i sklonować własne potomstwo. Teraz popularność zdobywa system „namierzania” człowieka do niedawna znany z filmów sf. Otóż opracowano urządzenie wielkości ziarnka grochu, które umożliwia lokalizację obiektu z precyzją do 10 metrów. Miniaturowy nadajnik wysyła sygnał radiowy drogą satelitarną, przekazywany nawet z kontynentu na kontynent. Skoro naukowcy się głowili nad jego skonstruowaniem, to przemysł musi zarobić. Chip reklamowany jest jako idealny produkt zapewniający bezpieczeństwo psu, dziecku, samochodowi w którym się znajduje. Teraz każdego więźnia można wytropić, zagubione dziecko znaleźć, wszystkich zidentyfikować. Problem w tym, że takie ziarnko grochu trzeba sobie (dziecku, psu) dać wszczepić pod skórę. No i wyobraźmy sobie, że rodzice, ze względów bezpieczeństwa, wszczepią go małemu synkowi. A synek rośnie i przestaje słuchać mamusi, a słucha innej pani. Ale mama zawsze go ma „na widelcu”. Albo – podczas usuwania wyrostka robaczkowego chip wszczepia się panu X i zazdrosna małżonka już wie, że nie wyjechał on bynajmniej w delegację, a znajduje się na parterze bloku przy sąsiedniej ulicy. Naturalnie gdyby taki Saddam lub Osama mieli wszczepione te nadajniki, problemu chyba by dziś nie było...

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama