d Prawie dwa miesiące czekaliśmy na kolejną wygraną koszykarzy lubelskiego Startu. W minioną sobotę \"Czerwono-czarni” wreszcie przerwali pasmo sześciu porażek, pokonując w Tarnowie tamtejszą Unię 76:64. Poprzednie zwycięstwo lublinianie odnieśli 19 lutego, także nad Unią.
Zła passa nie mogła trwać wiecznie. Lublinianie po nagłym załamaniu formy podczas meczu w Warszawie, z Legią, długo nie mogli powrócić do równowagi. Następne mecze z Czarnymi Słupsk i Komfortem Stargard Szczeciński przegrali na własne życzenie. Z niepokojem obserwowaliśmy fatalne poczynania naszych zawodników, ale wciąż wierzyliśmy, że Start stać na utrzymanie się w ekstraklasie, nawet w obecnym składzie. Ostatnie spotkanie tylko potwierdziło nasze przypuszczenia. Lublinianie mogą wygrywać, ponieważ rywale także mają problemy finansowe i też nie zawsze dysponują najsilniejszymi składami. Problem polegał na tym, że Start rzadko wykorzystywał słabość przeciwnika. W Tarnowie nie popełnił tego błędu.
Unia przystąpiła do spotkania bez centra Kasparsa Ciprussa, który wyjechał na Łotwę i kontuzjowanego Tomasza Celeja, kapitana tarnowskiego zespołu, wychowanka Startu. Przed meczem mówiło się o możliwości absencji innych zawodników gospodarzy, którym klub zalega z wypłatą pensji, ale ostatecznie Unia skompletowała skład, w którym znaleźli się także dwaj Amerykanie - Brandun Hughes i Lewis Lofton. W Starcie ponownie zabrakło Przemysława Łuszczewskiego kończącego leczenie kontuzjowanego kolana.
Start grał z werwą od pierwszej minuty. 6 pkt z rzędu zdobył Michał Marciniak, który ponownie należał do wyróżniających się zawodników lubelskiej drużyny. Jednak najlepszy dzień miał Paweł Kosior, grający dużo lepiej przed... tarnowską publicznością. W połowie drugiej kwarty \"czerwono-czarni” wygrywali już różnicą 10 pkt (41:31), ale gospodarze dzięki akcjom amerykańskich koszykarzy zmniejszyli przewagę do 2 pkt. Wynik tej części meczu ustalił celnym rzutem zza linii 6,25 m Kosior.
Przebieg trzeciej kwarty zadecydował o końcowym sukcesie lublinian. Na początku odsłony punkty zdobywali gospodarze, dziesięć z rzędu w ciągu 4 min. Później do kosza trafiali już tylko goście, którzy przez sześć kolejnych minut zdobyli 15 pkt, nie pozwalając rywalom na skuteczną odpowiedź. Po 30 min było 49:60 i w kolejnej kwarcie Start mógł spokojnie kontrolować grę. Dodajmy, że po czterech meczach Startu z Unią w tym sezonie, zespoły mają na koncie po dwa zwycięstwa.
(tor)
Unia Tarnów - Start Lublin 64:76 (21:22, 18:22, 10:16, 15:16)
SKŁADY I PUNKTY
Unia: Hughes 24, Lofton 13 (1 x 3), Golański 6, Marculewicz 6, Doliński 0 oraz Wichniarz 11 (1 x 3), Chromicz 4.
Start: Kosior 25 (5 x 3), Marciniak 17 (3 x 3), Olejniczak 8, Brown 7, Konare 7 oraz Miś 7, Sikora 5, Pelczar 0.
Paweł Kosior (Start)
- W Tarnowie grało mi się wyjątkowo dobrze. W poprzednich meczach czułem większą tremę, teraz postanowiłem podejść do sprawy trochę spokojniej. Muszę też powiedzieć, że w Lublinie niektórzy kibice nie bardzo nam pomagali. Wiem, że nie rozegraliśmy słabe spotkania i można nas było za to krytykować, ale szyderstwa i obraźliwe słowa skierowane pod naszym adresem były przesadą. W Tarnowie kibice dopingowali Unię do ostatniej minuty, nawet wtedy, kiedy wiadomo było, że gospodarze przegrają. Byli z drużyną na dobre i na złe.
Samo Plevnik znów w Lublinie
Wiele wskazuje na to, że w kolejnym meczu skład Startu ponownie zasili Samo Plevnik, który w sobotę powrócił do Lublina i zamieszkał (na koszt klubu) w hotelu Victoria. W poprzednim sezonie Plevnik walnie przyczynił się do awansu Startu do ekstraklasy, teraz chce pomóc kolegom w walce o pozostanie w tej klasie rozgrywkowej. - Jestem gotowy do gry - stwierdził Samo Plevnik. - W Słowenii trenowałem i moim zdaniem mogę przydać się drużynie.
Samo nie może liczyć na taki sam kontrakt jak przed wyjazdem do Słowenii. Warunki zapewne będą skromniejsze, na miarę... coraz mniejszych możliwości finansowych klubu, który i tak zalega Plevnikowi z wypłatą poprzednich pensji. Ponowne zatrudnienie nie oznacza także rezygnacji Startu, przynajmniej w tej chwili, z usług Erla Browna, który okazał się gorszym od Słoweńca snajperem.
Komentarze