Co się dzieje w szkolnej bursie? Dyrektor odpiera zarzuty
Dostawianie do pokoi kolejnych łóżek, ciągłe imprezy i żadnej reakcji ze strony wychowawców. To tylko niektóre zarzuty pod adresem puławskiej bursy jednej z jej byłych mieszkanek.
- 01.04.2014 15:30
- To co się dzieje ostatnio przeszło moje najśmielsze oczekiwania - czytamy w liście, jaki przyszedł do naszej redakcji. - Z relacji dziewczyny, która nadal tam mieszka (bursa szkolna przy ul. Wojska Polskiego w Puławach - red.) wiem, że styczeń-luty był prawdziwą katorgą. W bursie zorganizowano zakwaterowanie dla grup spędzających w Puławach ferie zimowe. Szkoda tylko, że jak zwykle odbyło się to kosztem mieszkańców. Do ciasnych pokoi podostawiano dodatkowo jedno, dwa łóżka. Dlaczego nikt nie interweniuje?
- Młodzież często jest zmuszana do wykwaterowywania się na weekendy. Nikt nie pyta czy ktoś ma możliwość wyniesienia się w czwartek, czy w piątek przed szkołą. Jak zostało powiedziane, tak musiało być - opowiada.
Dziewczyna ma też pretensje o pity w pokojach alkohol i kompletny brak zainteresowania podopiecznymi ze strony wychowawców.
Dyrektor placówki przekonuje, że wszystkie te oskarżenia są bezpodstawne. - Jestem oburzony, że ktoś może wypisywać takie bzdury. Uważam, że trudno byłoby znaleźć drugą tego typu placówkę, w której dba się aż tak o wychowanków - zapewnia Wiesław Smyrgała, dyrektor Regionalnego Centrum Kształcenia Ustawicznego w Puławach.
Przyznaje jednak, że ze względu na trudną sytuację finansową pokoje w bursie rzeczywiście były dzielone. - Taka sytuacja miała miejsce, ale tylko w czasie gdy w woj. mazowieckim były ferie. Musieliśmy na to przystać, z powodu naszych finansów - tłumaczy dyrektor.Zapewnia też, że za picie w bursie alkoholu grożą surowe kary. - Jeżeli słyszymy, że jest głośno w pokojach, albo dostajemy inne sygnały, to sprawdzamy uczniów alkomatem. Kiedyś taki uczeń był usuwany z pokoju na miesiąc. Dziś nie ma już możliwości powrotu. Sporo osób wydaliliśmy z powodu alkoholu - mówi Smyrgała.
Czy mieszkańcy innych szkolnych burs też musza się na weekend wykwaterowywać? Sprawdziliśmy jak sytuacja wygląda w Lublinie.
W bursie nr 1 (ul. Popiełuszki) uczniowie mogą zostać na sobotę i niedzielę, ale bez wyżywienia. Wracać na weekendy do domów nie muszą też mieszkańcy bursy przy ul. Weteranów.
- Jeżeli dzieci zostaje przynajmniej 30 wtedy mają również zapewnione posiłki. - mówi z kolei Jerzy Kursa, dyrektor bursy szkolnej nr 3. I dodaje: - Wiem, że mniejsze placówki mają problem z weekendami. Wynika to z faktu, że brakuje im pracowników, przez co w sobotę i niedzielę nie ma się kto zająć wychowankami.
Reklama
















Komentarze