Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Lekarze nie dawali jej szans, a ona wyzdrowiała. "Najwidoczniej dostałam drugą szansę"

Lekarze powiedzieli rodzinie Eweliny, żeby się zastanowili nad oddaniem jej organów do przeszczepu. Dziś dziewczyna studiuje, prowadzi nawet samochód
Lekarze nie dawali jej szans, a ona wyzdrowiała. "Najwidoczniej dostałam drugą szansę"
Jedni mówią o cudzie. Drudzy przyznają, że to, co się stało, trudno racjonalnie wytłumaczyć. - Wypadku ani poprzedzającego go wieczoru nie pamiętam - mówi 21-letnia Ewelina Zalewa z Gruszki Zaporskiej koło Szczebrzeszyna. - Obudziłam się w szpitalu. Nie wiedziałem, dlaczego. 14 listopada 2010 r. Ewelina wracała z bratem z mszy w kościele w Radecznicy. Znajduje się tam sanktuarium św. Antoniego Padewskiego. Miejscem słynącym z objawień opiekują się ojcowie bernardyni. Doszło do wypadku. Samochód uderzył w przepust, siła uderzenia wyrzuciła Ewelinę na zewnątrz. - Na w szpitalu lekarz stwierdził, że stan córki jest beznadziejny - mówi ze łzami w oczach Elżbieta Zalewa, mama 21-latki. - Zero szans na przeżycie. Córka doznała m.in. urazu czaszkowo-mózgowego. Do dziś pamiętam, jak lekarze powiedzieli, żebyśmy zastanowili się nad oddaniem jej organów do przeszczepu. Mimo to rodzina nie traciła wiary. - Jeszcze kiedy jechaliśmy do szpitala poprosiłam koleżankę, żeby dała na "Si quaeris” (z łaciny: jeśli cudów szukasz - red.) - opowiada Elżbieta Zalewa. - Po pierwszej modlitwie za Ewelinę przyszły następne. W sumie nabożeństw z prośbą do św. Antoniego było kilka. Ewelina przeżyła. - Najwidoczniej dostałam drugą szansę - mówi. - Pierwsze oznaki życia córka zaczęła dawać pod koniec stycznia 2011 r. - mówi jej mama. - Pierwsze słowo powiedziała w marcu. Ewelina od września ub. roku uczy się w studium informatycznym w Zamościu. - Nie ma problemów z nauką - cieszy się jej mama. - Zaczęła nawet jeździć samochodem. Prawo jazdy zrobiła jeszcze przez wypadkiem. - Przypadek Eweliny z punktu widzenia medycyny jest niezrozumiały - przyznaje dr Krystyna Abramowicz, chirurg z SPSK nr 1 w Lublinie. - U nas Ewelina miała operowaną żuchwę. Leżała na intensywnej terapii. Pamiętam ją doskonale. Rodzice prosili o pomoc, ale co można zrobić, kiedy w człowieku tli się życie, a resztę obsługują urządzenia. To, że wraca do zdrowia cieszy nie tylko jej bliskich ale i lekarzy. - W ciągu trzech lat mieliśmy trzy przypadki uzdrowień - mówi ojciec Oskar Poździk, gwardian, proboszcz klasztoru oo. Bernardynów w Radecznicy. Tylko w ub. roku dotarło tu 267 grup pielgrzymów. Wszyscy z prośbami do św. Antoniego. - Poza Eweliną, której mózg obumierał, wyzdrowiały też dwie dziewczynki. Jedna z chorobą nowotworową - mówi zakonnik i pokazuje dokumentację medyczną 6-latki z wrodzoną posocznicą i toksoplazmozą. Bernardyni chcą opisać te przypadki. - Dla świadectwa - tłumaczy gwardian.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama