Dożywocie dla zbrodniarza
Mieczysław C. śmiał się, gdy jego córka opowiadała podczas przesłuchania o tym, jak wymordował swoją rodzinę. Sąd Okręgowy w Lublinie nie znalazł dla niego żadnych okoliczności
łagodzących. Za zamordowanie żony i teściów skazał go wczoraj
na dożywocie.
- 03.03.2005 21:27
– Nie wiem, kto zabił moich teściów i żonę, nie byłem przy tym – do końca wypierał się zabójca przed sądem. Nie wykazał żadnej skruchy.
Tragedia wydarzyła się 18 grudnia 2000 roku. Morderca przyjechał ciągnikiem do Bazanowa Starego pod Rykami. Mieszkali tam
teściowie, do których uciekła jego żona z dziećmi. Kobieta nie wytrzymała bicia i poniżania.
Mieczysław C. zaraz po przekroczeniu progu wpadł w szał. Chwycił nóż. Teściom i żonie Henryce zadał po kilkanaście ciosów. 4-letnia córeczka uciekła do sąsiadów. – Tata pozabijał mamę, dziadka i babcię – wykrzyczało przerażone dziecko.
Zakrwawioną teściową znaleziono obok domu. Jeszcze żyła. Zmarła po dwóch tygodniach w szpitalu. Przed śmiercią zdążyła jednak powiedzieć, że zabójcą jest jej zięć. Kilka metrów od matki leżały zwłoki Henryki C. Ciało teścia było w domu.
Morderca został zatrzymany przez policję jeszcze tego samego wieczora. W prokuraturze twierdził,
że 18 grudnia rzeczywiście był u teściów, ale nie pamięta, jak wyglądała wizyta, bo ma lukę w pamięci. Na rozprawie nie przyznał się do zabójstwa. Mówił, że teściów i żonę zostawił w dobrym zdrowiu.
Prokurator od początku domagał się dla zabójcy dożywocia. Lubelski sąd za pierwszym razem skazał go na
25 lat więzienia. Wyrok został uchylony. Wczorajsze orzeczenie
nie jest prawomocne.
Reklama













Komentarze