Dla Wisły Annopol sobotni mecz był spotkaniem ostatniej szansy. Podopieczni Anatolija Ławryszyna, których celem jest awans do czwartej ligi, w rundzie wiosennej grają w kratkę i dobre mecze przeplatają słabszymi.
Od pierwszych minut na boisku rządzili miejscowi, którzy jednak atakowali bez pomysłu i nie potrafili zagrozić bramce Artura Kępki. Goście skupili się przede wszystkim na kontratakach. – Warunki do gry były bardzo ciężkie, na boisku zalegało błoto – tłumaczy Michał Walendziak, trener Czarnych.
Wynik meczu otworzył w 30 min Mariusz Frączek, który nie dał szans Maciejowi Jabłońskiemu. W 70 min ten sam piłkarz podwyższył na 2:0. – Mój bramkarz popełnił w tej akcji błąd. Źle wybił piłkę i w konsekwencji tej pomyłki dał się przelobować – wyjaśnia Ławryszyn.
Ukraiński szkoleniowiec w tym momencie zdecydował się postawić wszystko na jedną kartę i przeszedł na grę trzema obrońcami. Do tego w 75 min posłał do boju Damian Dudka, który, jak się później okazało, odmienił losy spotkania. – Miałem go nie wprowadzać, bo ma problemy z kolanem. Ryzyko jednak opłaciło się, bo Damian zagrał wyśmienicie – tłumaczy Ławryszyn.
Wisła kontaktowego gola zdobyła w 87 min, kiedy dobre podanie Dudka wykorzystał Damian Kwieciński. Chwilę potem był już remis – Paweł Sado uderzył z dystansu, do odbitej przez bramkarza piłki dopadł Dudek i zapewnił gospodarzom jeden punkt. – Ten wynik traktuję jako naszą porażkę. Uważam, że zasłużyliśmy na zwycięstwo, bo byliśmy lepszym zespołem. Wisła kontrolowała grę, ale to my stwarzaliśmy groźniejsze sytuacje – mówi Walendziak. – Nie będę narzekał, bo remis udało się uratować w szczęśliwych okolicznościach. Wydaje mi się jednak, że w naszej grze brakuje spokoju – dodaje Ławryszyn.
Komentarze