Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama NOWY LEXUS RZ Odkryj Steel-By-Wire | DNI OTWARTE 4-9 MAJA

Dramat na skoczni

Nie tak wyobrażali sobie dwa konkursy w Zakopanem kibice, zawodnicy, trenerzy i organizatorzy.
Zamiast sportowych emocji oraz wspaniałego spektaklu, był strach o życie i bezradność wobec nieprzychylnej pogody... Tłumy pod Wielką Krokwią jak zwykle przyszły wspierać wszystkich skoczków, choć oczywiście na największy doping mogli liczyć Polacy, z Adamem Małyszem na czele. Jednak tym razem, zamiast głośnego tumultu, w uszach kibiców dźwięczała cisza - po upadku Czecha Jana Mazocha. W sobotnim konkursie o przebiegu zawodów decydował wiatr. Jednym pomagał, innych pogrążał. To była loteria. Jej zwycięzcą okazał się Rok Urbanc, który wcześniej w Pucharach Świata tylko trzykrotnie zdobywał punkty. Słoweniec osiągnął 136 m. Tylko o 4 m bliżej lądował równie \"znany” Norweg Tom Hilde. Na piątym miejscu plasował się Małysz (129,5), zachowując ogromne szanse na zwycięstwo. Oczywiście pod warunkiem, że konkurs udałoby się doprowadzić do końca. Jednak pogoda nie zamierzała się poprawiać. A ponieważ w znaczny sposób również się nie pogorszyła, organizatorzy nakazali przystąpić do drugiej serii. Pomimo że o płynności rywalizacji nie mogło być mowy, wydawało się, że wszystko uda się dociągnąć do szczęśliwego finału. Tak było do czasu, gdy na rozbiegu stanął 15 w klasyfikacji Mazoch. Tuż po wyjściu z progu czeski skoczek dostał silny podmuch wiatru z tyłu i spadł pionowo na zeskok. Kilkakrotnie odbijając się od niego, stracił przytomność. Natychmiast podbiegli do niego lekarze. Chwilę potem został przewieziony do szpitala w Zakopanem, a później przetransportowany do Krakowa. Po tomografii komputerowej okazało się, że 22-letni zawodnik ma uraz mózgowo-czaszkowy. - Jan Mazoch jest utrzymywany w stanie sztucznej śpiączki. Jego stan jest stabilny. Prawdopodobnie w poniedziałek lekarze podejmą próbę wybudzenia go. Jakie konsekwencje będzie miał wypadek, będzie można orzec dopiero po przebudzeniu zawodnika i po przeprowadzeniu badań neurologicznych - powiedziała rzeczniczka prasowa szpitala Anna Niedźwiedzka. Mimo rozgrywającego się dramatu, w sobotę sędziowie usiłowali jeszcze dokończyć konkurs. Ale udało się skoczyć tylko czterem zawodnikom. Chwilę później jury podjęło decyzję o odwołaniu drugiej serii. Wielkie sportowe święto kończyło się w ciszy. - Skoro dało się w takich samych warunkach przeprowadzić pierwszą serię, to dałoby się też drugą. Z przerwami, ale dałoby się. My chcieliśmy skakać. Austriacy krzyczeli nawet do dyrektora Waltera Hofera, żeby dał dokończyć zawody. Nie poskutkowało. Szkoda, bo chciałem walczyć o zwycięstwo - powiedział po zakończeniu zawodów Małysz. W niedzielę pod Wielką Krokwią zgromadziło się od 20 do 25 tys. osób, mając nadzieję na rozpoczęcie zawodów PŚ. Przyszli na próżno. Wiatr w dalszym ciągu rozdawał karty. Wczoraj na belce nie zasiadł już ani jeden zawodnik.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama