Polacy piją więcej niż mieszkańcy większości krajów Europy. Przeciętny obywatel naszego kraju spożywa od jedenastu do dwunastu litrów czystego alkoholu etylowego rocznie, przy unijnej średniej wynoszącej niecałe dziesięć litrów. Z danych WHO wynika, że około dziewięćset tysięcy rodaków zmaga się z uzależnieniem. Kolejne dwa i pół miliona balansuje na granicy nałogu.
Zajmujemy drugie miejsce w Unii Europejskiej pod względem liczby zgonów spowodowanych skutkami niekontrolowanego picia wódki, wina, whisky, piwa i innych napojów procentowych. To dziewięć przypadków na sto tysięcy mieszkańców. Rokrocznie. Z sondażu UCE Research dla Onetu wynika, że osiemdziesiąt sześć procent badanych uważa, że alkoholizm jest w Polsce poważnym problemem społecznym, a sześćdziesiąt cztery procent zna osobę w swoim otoczeniu, która ma realny problem z alkoholem.
Sondaż IBRiS dla PAP wykazuje, że aż sześćdziesiąt osiem procent respondentów, w tym osiemdziesiąt procent kobiet i piędziesiąt siedem procent mężczyzn, popiera koncepcję ogólnopolskiej nocnej prohibicji. O wprowadzenie ogólnokrajowego zakazu nocnej sprzedaży alkoholu od dawna apeluje prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej, powołując się na troskę o bezpieczeństwo pacjentów i odciążenie szpitalnych SOR-ów. Eksperci podkreślają jednak, że prohibicja nie leczy alkoholizmu, a ograniczenie dostępności alkoholu z legalnego obrotu wiąże się z pewnymi zagrożeniami.
Powstają meliny. Budżet państwa traci na tym miliardy złotych rocznie. Portal Bankier.pl opisywał, jak przedsiębiorcy z wielu polskich miast nauczyli się obchodzić przepisy o nocnej prohibicji. W Szczecinie sklepy monopolowe po 23:00 zaczęły działać jako bary lub „lokale degustacyjne”, w których alkohol można spożywać tylko na miejscu. W Olsztynie sklep zamieniono w „imprezę zamkniętą” z symbolicznym biletem wstępu. W Mielnie wystarczyło wywiesić kartkę „Lokal gastronomiczny. Alkohol otwieramy!”. Klienci nie zniknęli. Wszystko odbywało się zgodnie z prawem.
Nie wszędzie też restrykcje przyniosły oczekiwane efekty. W Krośnie i Szprotawie zakaz cofnięto po kilkudziesięciu dniach. W Kartuzach awantury i pijaństwo przeniosły się z ulic do barów. W Poznaniu i Białej Podlaskiej mieszkańcy jeździli po trunki do sąsiednich gmin. Nie da się więc stworzyć systemu idealnego. Tym bardziej że alkohol jest cholernie silnie wpisany w polską kulturę.
Natomiast, choć nie ma jeszcze na to przesądzających badań, ze wszelkich analiz socjologicznych wynika, że generacja Z, do której sam należę, pije znacznie, ale to znacznie mniej niż poprzednie pokolenia. W wielu wielkomiejskich kręgach alkohol uważa się za obciach. Za coś passé. Oczywiście, jest druga strona medalu, uzależnienie do scrollowania, telefonu, mediów społecznościowych, śmieciowej rozrywki internetowej, miękkie narkotyki.
Natura nie znosi próżni.
Ale tak, my młodzi pijemy mniej. I to postawa nas, młodych sprawiła, że wobec wprowadzania nocnej prohibicji w Lublinie nie ma zbyt wielu protestów. W trzecim odcinku „Strychu Mazurka” rozrysowuję więc kontekst tej decyzji rady miasta i jej skutku.













Komentarze