Przekuć ten sukces
Rozmowa z Damianem Wleklakiem, rozgrywającym Wisły Płock, wicemistrzem świata
- 09.02.2007 19:03
• Jak pan ocenia boom na marginalizowaną dotąd dyscyplinę - piłkę ręczną?
- Cieszę się niezmiernie, że sprawiliśmy kibicom w kraju tyle radości, ale ta popularność zaczyna być już... męcząca. Odnieśliśmy sukces, jednak łatwo będzie go zaprzepaścić. Jeśli teraz, w idealnym momencie, fala popularności i zainteresowania nie przekuje się na rozwój dyscypliny. Nie mam na myśli jedynie popularyzacji szczypiorniaka, bo co z tego, że do hal sportowych będą walić drzwiami i oknami młodzi adepci, skoro przyjdzie im trenować na zniszczonych parkietach i przy kapiącej z sufitu wodzie. Polska piłka ręczna potrzebuje młodych, ambitnych i prężnych ludzi, menedżerów. Przez tyle lat tkwiliśmy w marazmie i nie wyjdziemy z niego, jeśli najważniejsi decydenci będą pracować tak jak do tej pory.
• Czyżby niemiecki sukces i wicemistrzostwo świata były na wyrost?
- Jak patrzę na nasze hale, szkolenie i pracę z młodzieżą, poziom organizacyjny klubów, przychodzi mi do głowy jedno - to był prawdziwy cud. Jeśli wyjeżdża się z takich sportowych przybytków, w których gramy na co dzień i widzi się, jak wyglądają choćby niemieckie hale, to proszę mi wierzyć - zapiera dech w piersiach. Nie mamy obiektów na europejskim poziomie, choćby tym najniższym. To dotyczy wszystkich sportów halowych w kraju.
• Zgodnie z prawidłami obserwowanymi w innych odnoszących sukces dyscyplinach, teraz powinien zapanować popyt na polskich szczypiornistów.
- Pojawiają się pierwsze propozycje transferowe. Nie zawracam sobie nimi głowy. To nie te czasy, że na zagranicznych wojażach zarabiało się kokosy. Eldorado dawno się skończyło. Duże pieniądze zarabiają największe gwiazdy w czołowych klubach. W przeciętnych zespołach, lokujących się zwykle w ogonie Bundesligi, albo rozgrywkach hiszpańskich, zarobki nie są oszałamiające na tyle, żeby emigrować z kraju. Lepiej grać nad Wisłą i przyczynić się do wzrostu poziomu tej dyscypliny.
• Po dłuższej przerwie liga wznawia rozgrywki. Wisła Płock zajmuje trzecie miejsce w stawce. Jesteście w stanie przeskoczyć Vive Kielce i wywalczyć tytuł mistrzowski?
- Będzie bardzo ciężko. Nasz skład się nieco posypał, ale na pewno nie odpuścimy. Będziemy walczyć do ostatniej kolejki. Myślę, że Vive pogubi punkty na parkietach teoretycznie słabszych rywali i nasze szanse na końcowy sukces pójdą w górę.
• Spogląda pan na dół tabeli? Jak ocenia pan puławskie Azoty?
- W Puławach od dawna jest tworzony bardzo fajny ośrodek szczypiorniaka. Przyznam, bez kokieterii, że bardzo lubię przyjeżdżać na mecze do Puław. Imponuje mi zwłaszcza hala pełna ludzi. Sam obiekt nie jest najlepszy, ale nie wolno narzekać. Przecież my mamy jeszcze gorszy.
Reklama













Komentarze