Reklama
Pracowitsi niż Unia przewiduje
Lubelskie sądy może zalać fala pozwów od lekarzy, którzy uważają, że pracują za dużo.
- 12.02.2007 19:29
Doktor Krzysztof Szubartowski będzie się domagał 24,5 tys. zł rekompensaty od szpitala w Opolu Lubelskim.
Szubartowski wyliczył, że od wejścia Polski do Unii do opuszczenia szpitala przepracował tam 1300 godzin więcej, niż przewiduje unijny limit. Mało tego. Dostał - podobnie jak inni - za małą zapłatę. - Chcę 6,5 tysiąca złotych dopłaty - mówi. - I jeszcze 180 dni wolnego. Ponieważ nie pracuję już w szpitalu, dni wolne zamieniam na ekwiwalent urlopowy w wysokości 18 tys. zł.
Doktora zainspirowała precedensowa sprawa Czesława Misia, pediatry z Nowego Sącza. Domagał się on w sądzie urlopu za dyżury. Sąd w Krakowie, stosując się do unijnej dyrektywy zabraniającej pracy ponad 48 godzin tygodniowo, wydał orzeczenie po myśli lekarza.
W Polsce lekarze pracują 40 godzin na tydzień oraz mają 8 dyżurów w miesiącu. A to 50-70 godzin tygodniowo. Walka idzie także o zapłatę za dyżury. Dostają o około 15 zł mniej za godzinę, ponieważ dyżury nie są wliczone do czasu pracy i nie są traktowane jak godziny nadliczbowe.
Pozwy do sądu składają lekarze z całego kraju. Ale idą dalej. Uważają, że krakowski wyrok otwiera drogę także dla roszczeń finansowych. - Będzie lawina pozwów lekarzy domagających się, by ich dyżury wynagradzać jak pracę w godzinach nadliczbowych - uważa Krzysztof Bukiel, przewodniczący Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.
O podobnym kroku myślą byli koledzy dr. Szubartowskiego ze szpitali w Opolu Lubelskim oraz Poniatowej. Od związków zawodowych dostali już wzory pozwów. - Gdyby zażądali dni wolnych, szpital trzeba by zamknąć. Gdyby chcieli odszkodowań, byłby to jeszcze większy problem - komentuje Karol Stpiczyński, dyrektor obydwu szpitali.
W Bychawie i Lublinie jeszcze się zastanawiają. - Na razie nie podejmujemy żadnych działań jako związek, ale każdy lekarz decyduje indywidualnie - mówi Ewa Pidek, wiceprzewodnicząca ZZL w Bychawie.
Dr Leszek Buk, przewodniczący ZZL w szpitalu klinicznym nr 4 w Lublinie, organizował na ten temat zebranie. - Związek zadeklarował pomoc w przebrnięciu przez przepisy - mówi. - Część osób się zastanawia.
Jeden z lekarzy lubelskiego szpitala mówi, że u niego lekarze poszli na dżentelmeńską umowę z dyrekcją. - Odstąpiliśmy od pozwów w zamian za podwyżkę wynagrodzeń, która jest mniejszym obciążeniem dla szpitala niż odszkodowanie.
Reklama












Komentarze