Niewykorzystany potencjał
Rozmowa z Jackiem Olejniczakiem, 32-letnim centrem lubelskiego Startu AZS, powołanym na mecz I-ligowych gwiazd
- 02.03.2007 10:32
• Tuż po nominacji do I-ligowej kadry, powołanej na mecz gwiazd, zastanawiał się pan czy przyjąć zaproszenie do Wrocławia, gdzie dojdzie do koszykarskiej gali…
- Po namyśle postanowiłem wystąpić w tym spotkaniu, a moje wcześniejsze wątpliwości dotyczyły spraw technicznych. Chodziło o długą podróż. Ponieważ we Wrocławiu muszę stawić się już w piątek o godzinie 12.30, a wolny byłbym w sobotę wieczorem, miałem w perspektywie dwie noce spędzone w pociągu. Taki scenariusz nie był najlepszy, zwłaszcza że w środę mamy bardzo ważny mecz ligowy z Sokołem Łańcut. Ale jakoś udało mi się rozwiązać problem transportu. Nie będę korzystał z kolejowych usług. A sam udział w koszykarskiej gali na pewno jest dużym wyróżnieniem, zwłaszcza że będę jedynym reprezentantem lubelskiego klubu. To zaważyło na mojej decyzji.
• Był pan też zawiedziony, że powołania nie dostał Michał Sikora, kolega z drużyny.
- Myślę, że ktoś, kto ustalał kadrę, skrzywdził Michała. Jest czołowym rozgrywającym w pierwszej lidze, cały czas plasuje się bardzo wysoko na liście najlepiej podających. Moim zdaniem, w składzie \"Południa” znaleźli się gorsi od Michała zawodnicy.
• Organizacja meczu pierwszoligowych gwiazd, poprzedzająca spotkanie zawodników ekstraklasy, to dobry pomysł?
- Jest jakimś sposobem na promocję pierwszoligowej koszykówki i przypomnieniem, że polski basket to nie tylko ekstraklasa.
• Wspomniał pan, że chce być jak najlepiej przygotowany do ligowej konfrontacji z Sokołem Łańcut. To kolejny mecz, którzy może zaważyć na waszym ostatecznym miejscu w tabeli. Wierzy pan w awans do czołowej \"ósemki”, która systemem play-off będzie walczyła na awans do ekstraklasy?
- Matematycznie wszystko jest możliwe. Do końca sezonu zasadniczego pozostały trzy spotkania. Gramy z Sokołem u siebie, na wyjeździe z Politechniką Poznań i ponownie we własnej hali z Siarką Tarnobrzeg. Każdy z tych meczów możemy wygrać. Zwycięstwa zapewnią nam pierwszoligowy byt, ale nie dają żadnej gwarancji awansu do \"ósemki”. Wiele zależy od wyników spotkań naszych rywali. Lepiej jednak mierzyć w \"ósemkę” i w najgorszym przypadku zająć dziewiątą lokatę. Osobiście wolałbym zagrać w play-off.
• Przed sezonem przypuszczał pan, że Start AZS będzie miał duże problemy w lidze, okupując dolne rejony tabeli.
- Nie spodziewałem się takiego rozwoju wydarzeń. Sądziłem, że naszą drużynę stać na czołową lokatę. Ale podobnych opinii było więcej. Niektórzy widzieli w nas \"czarnego konia” rozgrywek.
• Dlaczego gracie poniżej oczekiwań?
- To wymaga głębszej analizy. Generalnie przegraliśmy zbyt dużo meczów na własnym parkiecie, w dodatku niektóre porażki ponieśliśmy na własne życzenie. W końcówkach spotkań popełnialiśmy proste błędy, które rywale bezwzględnie, a czasami szczęśliwie, wykorzystali. Z kolei na wyjazdach nie było tak źle.
• W lubelskiej drużynie jest kilku doświadczonych zawodników, mających
za sobą występy w ekstraklasie.
Pan również spędził wiele sezonów w koszykarskiej elicie. Może jesteście przereklamowani albo już wypaleni?
- Obserwując pierwszą ligę jestem pewny, że możemy w niej pokonać każdego. Moim zdaniem, rywale nie mają większych umiejętności, nie są poza zasięgiem. Jednak byli skuteczniejsi.
• Potencjał Startu AZS nie został wykorzystany?
- Myślę, że tak. Sami też wielokrotnie, z różnych przyczyn, graliśmy poniżej możliwości.
• Długo potrwa pańska przygoda z koszykówką?
- Na razie chciałbym z honorem zakończyć ten sezon, a później zastanowię się nad dalszymi krokami. Nie jest łatwo łączyć granie z zawodową pracą, ale o tym pomyślę po rozgrywkach. W tej chwili decyzje byłyby zbyt emocjonalne.
Reklama













Komentarze