Rozmowa z Rafałem Niżnikiem, pomocnikiem Górnika Łęczna.
Artur Ogórek
07.03.2007 19:25
• Mecz z ŁKS będzie najważniejszy dla pana w rundzie wiosennej?
- Chyba tak, a już na pewno jednym z ważniejszych. Po pierwsze, do Górnika przyszedłem właśnie z tego klubu i po drugie, musimy zrewanżować się za ostatni występ w Bełchatowie. A do tego potrzebne jest nam zwycięstwo.
• Łodzianie również doznali wysokiej porażki - 0:5 - z BOT GKS w Pucharze Ekstraklasy.
- Tylko że oni nie byli karani czerwonymi kartkami. Choć, oczywiście, nie jest to dla nas żadnym usprawiedliwieniem lub pocieszeniem.
• W dwóch następnych meczach zespół Marka Chojnackiego odniósł już dwie wygrane - 1:0 z Pogonią w Szczecinie,
na inaugurację ligi oraz 3:1 z Wisłą Płock w PE.
- Zwyciężyli z drużynami, które trudno zaliczyć do krajowej czołówki. Jednak słabszych rywali też trzeba umieć pokonać. A nie zawsze jest to takie proste, bo mecz meczowi nierówny. Dzięki wygranej z Pogonią ŁKS już na starcie rundy znalazł się w komfortowej sytuacji.
• ŁKS jest mocniejszy wiosną niż jesienią?
- Ciężko w tej chwili to stwierdzić, bo za mało meczów zostało rozegranych. Wszystko okaże się na zakończenie rundy.
• Przeciwnicy przyjadą
do Łęcznej chyba na dużym luzie. Spadek im nie grozi, europejskie puchary też nie. W sobotę to będzie atut piłkarzy ŁKS?
- W pewnym sensie tak, bo bez presji może grać się lepiej i łatwiej. Ale z drugiej strony, ciężko zdobywa się punkty przy zbyt dużym rozluźnieniu. My na pewno wyjedziemy na boisko umotywowani, z ogromną chęcią rehabilitacji.
• \"Otrzepaliście” się już po wizycie u lidera?
- Nie przyszło to tak od razu. Piłkarz żyje od meczu do meczu. Jeśli wygramy w sobotę, to na pewno nikt już nie będzie myślał o nieudanej wiosennej inauguracji. Ale staramy się o tym nie pamiętać. Najważniejszy jest teraz ŁKS, a nie to, co było kilka dni temu.
• Nie poznawałem pana w Bełchatowie?
- Ja siebie też nie poznawałem.
• Więc co się stało?
- Szybko straciliśmy bramkę, a zaraz potem sędzia pokazał czerwoną kartkę. I po kwadransie było już praktycznie po meczu. Niestety.
• Był rachunek sumienia?
- Można tak powiedzieć. Każdy z nas musiał indywidualnie odpowiedzieć na pytanie: Co się stało w Bełchatowie? Przecież wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę z tego, jak zagraliśmy.
• Będzie pan podpowiadał trenerowi przed sobotnim meczem?
- Jeśli tylko będzie tego chciał. Ale ja myślę, że nasi szkoleniowcy doskonale znają łódzką drużynę.
• Rafał Niżnik również. Jak trzeba zagrać z ŁKS?
- Przede wszystkim musimy pokazać to co w sparingach, grać piłką. Nikt nie może się bać. Wszyscy musimy brać na siebie odpowiedzialność. Musimy też uważać w obronie, aby nie stracić bramki. ŁKS na pewno groźny będzie w kontrataku, dlatego nie możemy do tego dopuścić. Niebezpieczne są też dalekie wrzuty z autu i zagrania z boku Tomasza Hajty.
• Zagrałby pan z jednym napastnikiem, czy dwoma?
- Najwięcej pracowaliśmy nad wariantem z jednym napastnikiem i dwoma ofensywnymi pomocnikami. Dzięki temu czasem z przodu grało nawet trzech napastników. Wszystko zależy od przeciwnika i taktyki ustawionej pod niego. Ale ja przeciwko ŁKS wyszedłbym z jednym wysuniętym zawodnikiem.
Komentarze