Reklama
Festiwal chyba wyciągnął kopyta
Polski Festiwal Koni w Bełżycach może się w tym roku nie odbyć. Wczoraj radni poskąpili pieniędzy na imprezę.
- 14.03.2007 17:06
Za sumę zapisana w budżecie gminy festiwalu nie uda się zorganizować. Koniarze są zrozpaczeni.
Bełżycki festiwal to jeszcze młoda impreza. Po raz pierwszy odbył się w 2004 roku. Od tamtej pory miłośnicy koni spotykają się tu co czerwiec. Rok temu w programie imprezy był m.in. czempionat koni arabskich, zawody w skokach przez przeszkody, pokazy koni użytkowych, koncerty bluesowe i parada harleyowców.
Festiwal organizuje burmistrz, a za wszystko odpowiada miejskie Centrum Kultury Fizycznej i Sportu. Pieniądze wykłada Rada Miejska. W tym roku wyłożyła za mało. Zamiast potrzebnych 60 tys. złotych radni dali zaledwie jedną szóstą tej kwoty.
- 10 tysięcy złotych nie wystarczy nawet na rozpoczęcie festiwalu. To w praktyce oznacza likwidację tej imprezy - stwierdza Bogdan Czuryszkiewicz, burmistrz Bełżyc.
Na wczorajszej sesji prosił radnych, żeby dołożyli więcej pieniędzy. Ale radni się na to nie zgodzili. - Burmistrz nie potrafił nas do tego przekonać. Po prostu nas lekceważył - mówi Witold Wójtowicz, który głosował przeciw przyznaniu dodatkowych pieniędzy.
- Całkowity koszt bełżyckiego festiwalu to jakieś 120 tysięcy złotych. Od sponsorów, z wpisowego od uczestników i z opłat za prowadzenie punktów gastronomicznych można zdobyć tylko połowę tej sumy - mówi Ryszard Góra, dyrektor festiwalu.
- To byłaby wielka strata, gdyby odwołano festiwal - mówi Izabella Pawelec-Zawadzka, prezes Polskiego Związku Hodowców Koni Arabskich. - Przecież przyjeżdżały tam tysiące ludzi. Dla promocji koni i konnej rekreacji utrzymanie tej imprezy jest sprawą kluczową.
Mieszkańcy też są zawiedzeni. - Bełżyce straciłyby swą atrakcję - komentuje Marzena Skorupska sprzedawczyni w jednym ze sklepów w centrum miasta. - Choć w trakcie ubiegłorocznego festiwalu tłumów klientów raczej nie było. Koncerty były mało ciekawe, nie to co w Radawcu.
Teraz ruch jest po stronie burmistrza, który jako organizator musi zadecydować czy mając 10 tysięcy złotych zabiera się za przygotowywanie festiwalu. - Czekam na jego decyzję. Ale za takie pieniądze nic nie da się zrobić - przyznaje Góra.
- Do piątku muszę mieć te 60 tysięcy. Inaczej festiwalu nie będzie - mówi Artur Rumiński, zastępca burmistrza myśląc o sponsorach.
Reklama












Komentarze