Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Kubica ostatni na mecie

Hiszpan Fernando Alonso (Mclaren-Mercedes) wygrał Grand Prix Malezji drugą rundę mistrzostw świata Formuły 1,
zapewniając tym samym pierwsze zwycięstwo dla McLarena od 2005 roku. Drugi był jego partner z zespołu, debiutujący w tym sezonie Brytyjczyk Lewis Hamilton. Na trzeciej pozycji uplasował się zwycięzca poprzedniego wyścigu Fin Kimi Raikkonen (Ferrari). Nasz rodak Robert Kubica (BMW-Sauber) po kłopotach z aerodynamiką i kołami ukończył wyścig na końcu stawki. Druga runda mistrzostw świata Formuły 1 miała odpowiedzieć na kilka ważnych pytań. Po pierwsze, czy Ferrari utrzyma wysoką formę z pierwszego wyścigu, w którym klasą dla siebie był Raikkonen wygrywając z dużą przewagą nad głównym rywalem Alonso. Po drugie czy szumne zapowiedzi szefa McLarena Rona Denisa o postępie, który uczynił kierowany przez niego zespół znajdą pokrycie w wydarzeniach na torze. Po trzecie czy niezgodna z przepisami podłoga Farrari, którą włoski zespół musiał przekonstruować przed dzisiejszym wyścigiem, a która jak twierdzili konkurenci była przyczyną tak dużej przewagi Farrari nad innymi zespołami faktycznie osłabi włoski zespół. Dla nas najważniejsze było oczywiście czy Robert Kubica zdobędzie pierwsze punkty w tym sezonie. Ustawienie na starcie sugerowało, że o zwycięstwo będą walczyć dwa zespoły: Ferrari i McLaren, których samochody zajmowały dwie pierwsze linie startowe. Za nimi na kwalifikacjach uplasowali się dwaj Niemcy: zespołowy partner Kubicy, Nick Heidfeld oraz młody syn byłego mistrza świata Nico Rosberg (Williams-Toyota). Tuż za nimi znajdował się właśnie Kubica. Start wygrały McLareny, pierwszy był Alonso przed Hamiltonem, za nimi uplasowali się kierowcy Ferrari: Brazylijczyk Fellipe Massa, który przez niektórych fachowców był uznawany za głównego pretendenta do zdobycia mistrzostwa i Raikkonen. Piątą i szóstą pozycję okupowali zawodnicy BMW Heidfeld i Kubica, który na starcie dość zgrabnie uporał się z Rosbergiem i awansował z siódmego na szóste miejsce. Jednak kierowcy Ferrari nie dawali za wygraną i bardzo ostro atakowali Hamiltona przez kilka pierwszych okrążeń. Ten jednak mimo braku doświadczenia nie dawał się wyprzedzić, natomiast Massa jeden ze swoich agresywnych ataków przypłacił wycieczką na pobocze, w wyniku czego stracił dwie pozycje i znalazł się za Heidfeldem a przed Kubicą. Natomiast Kubica nie był w stanie utrzymać tempa jazdy swojego partnera z BMW tracąc do niego kilka sekund w ciągu pierwszych kilku okrążeń, co sugerowało problemy z samochodem. Kubica jechał tak wolno że dogonił go i wyprzedził Rosberg, z którym nasz rodak uporał się na starcie. Zaraz po tym został wezwany na przedwczesny zjazd do boksu. Niestety pech nadal trzyma się Polaka. Po problemach ze skrzynią biegów w pierwszym wyścigu, tym razem mechanicy Roberta mieli problem ze zdjęciem jednego z kuł w bolidzie Polaka, przez co Kubica stracił sporo cennego czasu i spadł na jedno z ostatnich miejsc w stawce. Po dwudziestu dwóch okrążeniach wszyscy kierowcy z czołówki zmienili ogumienie i zatankowali paliwo. Jednak postoje w boksach nie zmieniły układu sił w czołówce. Nadal prowadził Alonso, przed Hamiltonem, trzeci był Raikkonen, za nim podążali Heidfeld, Massa i Rosberg. Robert Kubica odrobił nieco strat, awansował na 13 miejsce w stawce, jednak szczęście nie sprzyja Polakowi. Okazało się bowiem, że najprawdopodobniej w trakcie walki na starcie o pozycje uszkodzeniu uległy elementy odpowiadające za aerodynamikę auta. Z tego powodu Robert na dwudziestym ósmym okrążeniu ponownie został wezwany do strefy serwisowej przedwcześnie. Okazało się, że wymiany wymaga przednie skrzydło aerodynamiczne. Przedwczesny zjazd do boksu i dłuższy od planowanego pobyt w strefie serwisowej były równoznaczne z kolejnymi stratami czasowymi i tym samym Kubica przestał się liczyć w walce o punkty w dzisiejszym wyścigu. Pomiędzy trzydziestym ósmym a czterdziestym drugim okrążeniem cała czołówka ponownie zjechała do strefy serwisowej. Na pierwszych pięciu miejscach nie spowodowało to żadnych zmian. Prowadził Alonso, przed Hamiltonem, Raikkonenem, Heidfeldem i Massą. Szóstą pozycję stracił natomiast Rosberg na rzecz Włoskiego kierowcy Giancarlo Fisichelli (Renault). Przyczyną tej zmiany w kolejności były problemy techniczne Rosberga, którego bolid na czterdziestym drugim okrążeniu uległ awarii, w wyniku której Niemiec nie ukończył wyścigu. Tymczasem Kubica sprawnym już samochodem wyprzedził kilku rywali i awansował na piętnaste miejsce w stawce. Polak chcąc odrobić stracony w boksach czas jechał bardzo agresywnie i nieco zbyt ryzykownie. Na czterdziestym szóstym okrążeniu nie zapanował nad bolidem znalazł się na poboczu i spadł na koniec stawki. Do ostatniego pięćdziesiątego szóstego okrążenia kolejność w czołówce nie uległa zmianie. Wygrali kierowcy McLarena: Alonso przed Hamiltonem, czym udowodnili, że Ferrari bez niedozwolonego elementu technicznego jest do pokonania. Zwycięzca poprzedniego wyścigu Raikkonen musiał zadowolić się trzecim miejscem, i wydaje się, że przed następną eliminacją jego ekipa będzie miała duży problem, bo bez niezgodnego z regulaminem elementu podłogi nie będzie już tak łatwo o zwycięstwa jak podczas pierwszego wyścigu. W dodatku oczekiwania odnoście Massy, który dzień wcześniej wywalczył najlepsze pole startowe i miał w tym roku być głównym faworytem do zwycięstwa w każdym z wyścigów z perspektywy dzisiejszej eliminacji mogą wydawać się nieco przesadzone. Wszak nie sprostał nawet Heidfeldowi, prowadzącemu BMW, które powszechnie uważane jest za nieco słabsze auto od Ferrari. Zwycięstwo McLarena nad faworyzowanym Ferrari pokazuje, że walka o mistrzostwo może być w tym sezonie bardzo zacięta. Dodatkowo znakomite czwarte miejsce Heidfelda, który dysponuje tym samym autem co Robert Kubica pokazuje, że jeśli tylko Polaka opuści pech, będzie miał szansę powalczyć przynajmniej w niektórych wyścigach nawet z bolidami Ferrari. Czeka nas zatem prawdopodobnie bardzo emocjonujący sezon być może nawet z Polakiem w jednej z głównych ról. A a następny wyścig już za tydzień.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama