Reklama
Australia piękna jak na pocztówce
Rozmowa z Iwoną Lefanowicz, pływaczką lubelskiej Skarpy, najmłodszą, niespełna 15-letnią reprezentantką Polski, uczestniczką mistrzostw świata w Melbourne
- 10.04.2007 10:22
• Czy to, co zobaczyłaś i przeżyłaś na mistrzostwach świata w Australii było zgodne z twoimi wyobrażeniami?
- Początkowo przygniotła mnie niesamowita atmosfera tak dużej imprezy. Tłumy sportowców, kibiców, kamery telewizyjne - to robiło duże wrażenie i było dla mnie czymś nowym. Musiałam się z tym oswoić.
• Miałaś okazję zwiedzić nowe miejsca.
- Tylko trochę, ponieważ większość czasu, jak zawsze, spędzałam na treningach w basenie. Ale mieliśmy też wolne chwile. W Brisbane, gdzie przebywaliśmy na ostatnim zgrupowaniu oraz w samym Melbourne było bardzo dużo zieleni. Niesamowity widok, dokładnie taki, jak na pocztówkach czy filmach. Piękne miejsca, które zawsze będę mile wspominała. Miałam też okazję z bliska przyglądać się kangurom.
• Pływałaś tylko w basenie, czy także w oceanie?
- Na plaży w Brisbane byliśmy tylko przez godzinę. Nie mogliśmy dłużej przebywać na słońcu, bo opalanie osłabia. Skorzystałam z okazji i wykąpałam się w oceanie. Woda była świetna, bardzo ciepła, cieplejsza niż w basenie. Aż nie chciało się wychodzić.
• W drodze do Australii mieliście postój w Los Angeles…
- I była okazja zobaczyć Hollywood, które prawdę powiedziawszy, rozczarowało mnie. Poza aleją gwiazd reszta nie była zbyt ciekawa, w przeciwieństwie do Beverly Hills. Miejsce rzeczywiście jest magiczne.
• Na mistrzostwa pojechałaś po naukę. Nikt nie wymagał od ciebie konkretnych lokat, wyników. Mimo to, twoim występom towarzyszyła olbrzymia trema.
- Była silniejsza od moich chęci. Pamiętam, że przed pierwszym startem trener Paweł Słomiński kazał mi wyciągnąć przed siebie ręce. Bardzo się trzęsły, dużo bardziej niż przed innymi występami. Trudno było mi powstrzymać lęk.
• Byłaś spokojniejsza, kiedy wyścig już się rozpoczął?
- Tak. Nie myślałam o rywalkach, tylko skupiłam się na swoim tempie. Chciałam jak najlepiej rozłożyć siły.
• Byłaś blisko rekordu życiowego…
- I bardzo żałuję, że go nie poprawiłam, właśnie na 100 metrów stylem grzbietowym. To mój ulubiony dystans i wiem, że byłam przygotowana do uzyskania lepszego czasu.
• Chyba nikt nie miał do ciebie pretensji?
- Nie.
• Miałaś lepszą sytuację niż ukraińska grzbiecistka, którą zaatakował ojciec i trener (został zawieszony w prawach szkoleniowca - red.) za to, że nie awansowała do finału.
- Szokująca sytuacja. Ten incydent był szeroko i bardzo długo omawiany w australijskiej prasie i telewizji. Tuż przed powrotem do domu widziałam na lotnisku, jak ojciec i córka jeszcze udzielali wywiadów.
• Na 100 i 50 metrów popłynęłaś na miarę możliwości, natomiast na 200 metrów znacznie poprawiłaś swój najlepszy wynik i przy okazji rekordy Polski w kategoriach młodzieżowych. Świadczy to o dobrym przygotowaniu…
- To był mój ostatni indywidualny start. Wcześniej rozmawiałam z klubowym trenerem Andrzejem Świtkowskim, który powiedział, abym dała z siebie wszystko. Solidnie trenowałam i czułam, że mogę zrobić wynik.
• W naszej reprezentacji zawiedli ci, na których najbardziej liczono, a zawodnicy pozostający wcześniej w cieniu sięgnęli po medale…
- Nie wiem z czego to wynikało. Długo trenowałam przy kadrze i widziałam, że wszyscy pracują bardzo rzetelnie. Trener Słomiński tłumaczył, że wiele czynników składa się na udany występ. Bywa, że decyduje dyspozycja dnia, samopoczucie.
• Trudno powiedzieć jakie będą dalsze losy szkoleniowca reprezentacji.
- Dochodzą mnie różne głosy. Być może skupi się tylko na zajęciach z Otylią Jędrzejczak.
• Jest duża różnica pomiędzy treningami z kadrą i w klubie?
- W przepłyniętych kilometrach jest podobnie, ale intensywność zajęć w kadrze jest większa, a przerwy między poszczególnymi zadaniami krótsze. Poza tym, poznałam dużo nowych terminów pływackich. Na początku starsze zawodniczki musiały mi wszystko tłumaczyć.
• Poznałaś też smak mistrzostw świata seniorów. Czas pomyśleć o olimpiadzie…
- Najpierw chciałabym zakwalifikować się na przyszłoroczne młodzieżowe mistrzostwa świata w Meksyku. A jeżeli chodzi o najbliższą olimpiadę, to będzie bardzo ciężko uzyskać minimum. W Melbourne było widać, jaki postęp robi światowa czołówka. Chyba że dostanę szansę startu w sztafecie, która teoretycznie ma jeszcze możliwość zakwalifikowania się do Pekinu.
• Smakowały ci potrawy serwowane w Australii?
- W Melbourne były fatalne, przynajmniej mnie nie smakowały. Przeważały makarony z różnymi sosami. W Brisbane dostawaliśmy kieszonkowe i żywiliśmy się we własnym zakresie. Sami chodziliśmy do restauracji.
• I nikt nie kontrolował waszej diety?
- Nie i trochę mnie to zdziwiło. Widocznie uznano, że każdy z nas wie, jak się odżywiać, co jest korzystne dla organizmu przed zawodami. W sumie takie rozwiązanie było dla mnie lepsze od jedzenia w Melbourne.
• Twoje ulubione danie?
- Przez cały czas marzyłam o ruskich pierogach, które rodzice zafundowali mi zaraz po moim powrocie do Polski.
• Za kilka dni rozpoczynają się główne mistrzostwa Polski. Teraz jesteś już poważną kandydatką do medali…
- Tylko nie wiem, czy będę mogła wystartować. Tuż po przyjeździe do Lublina przeziębiłam się. Mam gorączkę i lekarz zalecił leżenie w łóżku. Treningi może wznowię we wtorek i wtedy trener zdecyduje, czy mam jechać na mistrzostwa Polski.
• W maju skończysz 15 lat. Co chciałabyś dostać na urodziny?
- Zawsze cieszę się z każdego upominku. Liczy się pamięć.
Reklama













Komentarze