Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama NOWY LEXUS RZ Odkryj Steel-By-Wire | DNI OTWARTE 4-9 MAJA

Dwa grzechy główne

Trudno myśleć o zwycięstwie jeśli nie wykorzystuje się dogodnych sytuacji oraz popełnia gafy w defensywie.
A w sobotę piłkarze Górnika dopuścili się obu tych grzechów. Dlatego z trzech punktów cieszyła się Korona. Dopiero w czwartkowe popołudnie okazało się, że mecz w Łęcznej dojdzie do skutku. I to był jedyny powód do radości. Więcej były przyczyn do zmartwień. Po pierwsze - Wydział Dyscypliny ukarał Górnika degradacją aż o dwie klasy, odjęciem 10 punktów na początku przyszłego sezonu oraz grzywną 270 tys. Nawet Górnik Polkowice, który miał trzykrotnie cięższe zarzuty, został potraktowany łagodniej... Po drugie - Komisja Ligi nałożyła na łęcznian kolejny walkower, darując trzy punkty słabiutkiej Wiśle Płock. I po trzecie zjazd delegatów PZPN wymyślił, że do niższej ligi spadną tylko Arka i Górnik. Dużo tych ciemnych chmur, a jeszcze jedna miała nadciągnąć w sobotni wieczór. Do spotkania z Koroną gospodarze przystąpili po prawie miesięcznej przerwie i nikt nie był w stanie przewidzieć w jakiej dyspozycji będą podopieczni Krzysztofa Chrobaka. Tym bardziej, że w składzie nie mogli pojawić się, etatowi do tej pory - Veljko Nikitović (kartki) oraz Tomasza Zahorski (choroba). Mimo to \"zielono-czarni” nie ulękli się wyżej notowanego rywala, aspirującego do mistrzowskiej - nomen omen - korony. Już w 8 min powinno być 1:0 na miejscowych. Tomasz Lisowski dośrodkował do Ferdinanda Chi Fona, ale uderzenie głową czarnoskórego napastnika obronił Maciej Mielcarz. Po chwili Łukasz Masłowski przedarł się lewą stroną, podał do Aleksandra Kwieka, jednak były kielczanin nie trafił w bramkę. Podobnie jak Lisowski, któremu futbolówkę wyłożył Rafał Niżnik, jeden z najlepszych w łęczyńskich szeregach. Te sytuacje szybko zemściły się na Górniku. W 36 min, po szybko rozegranym rzucie rożnym, defensorzy wykazali się wyjątkowym gapiostwem, co strzałem głową wykorzystał Krzysztof Gajtkowski. To ostudziło zapędy \"zielono-czarnych” i rozgrzało przyjezdnych. W 43 min Marcin Robak wypuścił na wolne pole Macieja Kowalczyka, a ten w wymarzonej sytuacji - spudłował. Uczucie ulgi minęło tuż przed przerwą. Piotr Leciejewski zapuścił się pod linię boczną - tak przecież grają nowocześni golkiperowie - próbując wybić futbolówkę na drugą połowę boiska. Ale zamiast tego trafił w Kowalczyka i piłkę przejął Robak, który z około 40 metrów nie zmarnował szansy. Po zmianie stron Górnik próbował zmniejszyć straty, a najbliżej kontaktowej bramki był Niżnik. Jednak jego kopnięcie z woleja w kapitalnym stylu obronił Mielcarz. To co nie udało się gospodarzom, wyszło Koronie. Po kolejnym błędzie Leciejewskiego skuteczną główką popisał się rezerwowy Michał Trzeciakiewicz. Na otarcie łęczyńskich łez pozostał gol ambitnego Chi Fona. Górnik Łęczna - Kolporter Korona Kielce 1:3 (0:2) 0:1 - Gajtkowski (36), 0:2 - Robak (45), 0:3 - Trzeciakiewicz (72), 1:3 - Chi Fon (85). SKŁADY Górnik: Leciejewski - Głowacki (76 Nazaruk), Jurkowski, Pawelec, Lisowski - Łabędzki - Rogowski (46 Kulig), Niżnik, Kwiek, Masłowski (71 Jarecki) - Chi Fon. Korona: Mielcarz - Golański, Szyndrowski, Kiciński, Kuś - Bonin (75 Sasin), Zganiacz, Hermes, Kowalczyk (67 Brzyski) - Gajtkowski (70 Trzeciakiewicz), Robak. Żółte kartki: Pawelec, Kwiek, Nazaruk (G) - Szyndrowski (K). Sędziował: Marek Mikołajewski (Warszawa). Widzów: 2 000.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama