Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Szansa dla Nałęczowa

Rozmowa z Adamem Olkowiczem, wiceprezesem Lubelskiego Związku Piłki Nożnej, uczestnikiem projektu organizacji Euro 2012.
• Na wieść o tym, że Polska będzie współorganizatorem piłkarskich mistrzostw Europy w 2012 roku, w naszym kraju wybuchała euforia. Najbardziej cieszyli się mieszkańcy miast, które będą gościły uczestników ME. Spodziewają się szybkich inwestycji, później dużych zysków. Czy Lubelszczyzna, pozostająca na marginesie dużych projektów, też może skorzystać na organizacji Euro 2012? - Kiedyś myślałem, że Lublin będzie mocno popierał całe przedsięwzięcie i włączy się do prac. Dziś żałuję, że władze miasta nawet nie wyraziły chęci, aby ubiegać się o organizację meczów. Podchodzono do tego tematu sceptycznie. A przecież zgłoszenie kandydatury nic nie kosztowało. W trzynastu innych ośrodkach spróbowano. W Gdańsku, Poznaniu, Wrocławiu i Warszawie już mogą świętować, a Kraków i Chorzów wciąż mają szansę gościć najlepsze drużyny Starego Kontynentu. Jeżeli chodzi o Lubelszczyznę, to jest duża szansa, aby Zakład Leczniczy \"Uzdrowisko Nałęczów”, stał się miejscem pobytu dla jednej z reprezentacji, która swoje mecze będzie rozgrywała w Warszawie. Baza noclegowa już jest, podobnie z dostępem do odnowy biologicznej. Ale trzeba jeszcze dodatkowo wybudować boiska, jedno ze sztuczną nawierzchnią. Musi być też dobry dojazd. Wtedy Uzdrowisko trafi na listę ośrodków rekomendowanych przez UEFA. Wiele zależy od lokalnych inicjatyw. Szansa jest duża i można ją wykorzystać. Nałęczów byłby ważnym miejscem nie tylko leczniczym, ale także sportowym. Myślę też, że do 2012 roku znacznie poprawią się warunki na trasie Lublin - Warszawa. Nie będzie już problemów z korkami w Garwolinie. • Czy spróbowano wstępnie policzyć koszty organizacji ME i ewentualne wpływy? - Niestety, nie jest to projekt, który można oszacować co do złotówki. Portugalia zarobiła na organizacji mistrzostw około 800 milionów euro. Niektórzy oceniają, że sami turyści mogą zostawić w Polsce i na Ukrainie po miliardzie euro. Jeżeli chodzi o koszty, to obok stadionów musimy przede wszystkim zainwestować w infrastrukturę transportową, każdy jej rodzaj. Ale i tak musielibyśmy wybudować autostrady, lotniska, poprawić sieć kolejową. Organizacja Euro 2012 tylko przyspieszy te prace. Niezależnie od przedsięwzięć związanych z mistrzostwami, Polska będzie mogła wykorzystać na wspomnianą infrastrukturę 19 miliardów euro unijnych dotacji. 2 miliardy złotych zostanie przeznaczonych na sześć stadionów. Trzy z nich - w Poznaniu, Krakowie i Chorzowie trzeba dokończyć, natomiast obiekty w Gdańsku, Wrocławiu i Warszawie będą budowane od podstaw. I środki na te inwestycje są zarezerwowane. • Uczestnicząc w pracach związanych ze zgłoszeniem Polski i Ukrainy do organizacji mistrzostw Europy nie miał pan chwil zwątpienia. Zawsze pan wierzył w powodzenie tego projektu? - Byłem jednym z pierwszych, którzy o tym projekcie się dowiedzieli. Na pomysł wspólnej organizacji mistrzostw wpadł Hrihorij Surkis, szef piłkarskiej federacji na Ukrainie. Powiedział mi o tym, a ja przekazałem wiadomość Michałowi Listkiewiczowi, który początkowo niedowierzał. W końcu prezesi związków po raz pierwszy spotkali się w tej sprawie we wrześniu 2003 roku we Lwowie. Pamiętam, że w tych rozmowach uczestniczył tez Kazimierz Górski. Sporządziliśmy wtedy trzy dokumenty. W jednym z nich zwróciliśmy się do prezydentów obu krajów o poparcie naszej inicjatywy. Prezydent Aleksander Kwaśniewski nie miał żadnych wątpliwości. I tak się zaczęło. Przyznam, że od pierwszego dnia wierzyłem w powodzenie, chociaż nie mogłem przewidzieć, że nasze marzenia tak szybko się zrealizują. • Jak była atmosfera w Cardiff, gdzie ogłoszono organizatorów Euro 2012. Michał Listkiewicz powiedział w jednym z programów, że na pięć minut przed otwarciem koperty domyślał się, że Polska i Ukraina mogą wygrać. Otuchy nabrał w momencie, kiedy podszedł do niego przedstawiciel UEFA i zapytał, w jakim języku chce przemawiać... - Byłem przy tej rozmowie i powiem szczerze, że na jej podstawie nie mogłem wyciągnąć żadnych wniosków. Przedstawicieli wszystkich delegacji zapytano o to samo - w jakim języku będą przemawiali po ogłoszeniu wyników. Nie było mowy o przeciekach, pozostawała tylko intuicja. Jurek Dudek udzielając licznych wywiadów twierdził, że Cardiff zawsze było dla niego szczęśliwe i liczy na wygraną Polski właśnie w tym mieście. To były tylko życzenia, które w końcu się spełniły. • Jakie były najsłabsze strony naszej oferty? - Brak dobrych rozwiązań komunikacyjnych i słaba baza hotelowa. • A co przeważyło o wyborze Polski i Ukrainy? - Moim zdaniem silna delegacja, w której znaleźli się przedstawiciele rzędów, legendy sportu obu państw. Za projektem mocno opowiedzieli się prezydenci Lech Kaczyński i Wiktor Juszczenko. Poza tym Europa patrzy na wschód, gdzie są duże możliwości i rynek gdzie mieszka około 85 milionów ludzi. To też ważny argument. • Jak na wyniki zareagowali konkurenci? - Włosi byli w szoku, długo nie mogli uwierzyć, że odpadli. Z kolei dla Węgrów i Chorwatów, którzy nie dostali żadnego głosu, to była klęska. Po werdykcie szybko opuścili salę. • Premier Jarosław Kaczyński zapowiedział szybkie utworzenie Komitetu Organizacyjnego. Będzie w nim miejsce dla pana? - Tego nie wiem. Na pewno nadal chciałbym uczestniczyć przy tym projekcie. Pracy będzie dużo dla wielu osób. Zaangażować musza się przedstawiciele wielu resortów, samorządów, związków sportowych. Już zrobili dużo, a teraz zacznie się kolejny etap. W Cardiff wygraliśmy pierwszą odsłonę, przed nami druga połowa. Tak jak wszyscy cieszę się z prawa do organizacji wielkiej imprezy sportowej, trzeciej co do rangi. Mamy tylko pięć lat na dopięcie wszystkiego na ostatni guzik i jestem pewny, że nasze mistrzostwa będą zdecydowanie lepsze niż poprzednie. Rozmawiał Artur Toruń

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama