Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Słodko gorzki

Taki smak miała wygrana Górnika w 23 kolejce Orange Ekstraklasy. Gospodarze zdobyli komplet punktów, strzelając trzy bramki w ostatnich minutach.
Jednak radość z sukcesu popsuły chuligańskie zajścia w przerwie meczu... Z kim, jeśli nie z Pogonią, kiedy, jeśli nie teraz - zastanawiali się prawdziwi łęczyńscy kibice, których coraz mniej pojawia się na pierwszoligowych spotkaniach. \"Portowcy” to w tej chwili jeden z najsłabszych, o ile nie najsłabszy, zespół ekstraklasy, który po raz ostatni zwyciężył 30 września ubiegłego roku. Od tamtej pory szczecinianie rozegrali dziewiętnaście ligowych i pucharowych meczów. To przy Al. Jana Pawła II było dwudzieste. Po spotkaniach z Koroną Kielce i Wisłą Kraków, które wcale nie musiały zakończyć się porażkami, wydawało się, że tym razem podopieczni Krzysztofa Chrobaka łatwo poradzą sobie z rywalem. Ale nic z tych rzeczy. Górnik nie potrafił narzucić własnego stylu gry, ani zepchnąć przyjezdnych do defensywy. Zamiast tego wdał się chaotyczną szarpaninę, a z niej nic dobrego wyniknąć nie mogło. W dodatku już w 7 min, po błędzie Pawła Głowackiego, Elton mógł pokonać Piotra Leciejewskiego (Przemysław Tytoń w Krakowie nabawił się urazu dłoni). Pierwszą, naprawdę groźną akcję, \"zielono-czarni” stworzyli dopiero w 34 min. Rafał Niżnik dośrodkował z rzutu wolnego do Tomasza Zahorskiego, ale Radosław Majdan popisał się skuteczną paradą. Za chwilę znowu centrował Niżnik i Przemysław Kulig był bliski powodzenia. Jednak zamiast 1:0, nieoczekiwanie zrobiło się 0:1. Tym razem, w 40 min, rzutu wolny wykonywał Kamil Grosicki. Do wrzutki wyskoczyli Piotr Celeban oraz Kulig i to właśnie po głowie łęczyńskiego defensora piłka wpadła do siatki. Na drugą połowę miejscowi wyszli bez zmian. Ceną tego była utrata drugiego gola. Edi Andradina podał na wolne pole do Grosickiego, który w obrębie szesnastki został powalony przez Kuliga. Jacek Granat nie miał wątpliwości i Edi podwyższył prowadzenie. Na kolejna zmianę rezultatu Krzysztof Chrobak zareagował już w sposób prawidłowy. Na boisku pojawili się Kamil Stachyra, Dariusz Jarecki i Ferdinand Chi-Fon. W linii ataku wreszcie znalazło się dwóch napastników. Ataki Górnika nabrały tempa i kolorytu. Niestabilna defensywa Pogoni szybko zaczęła się sypać. W 82 min w pole karne zacentrował Niżnik, Walerij Sokolenko - rozgrywający niezły mecz - przedłużył piłkę głową i Chi-Fon z najbliższej odległości pokonał Majdana. Dwie minuty potem znowu w jednej z głównych ról wystąpił Niżnik, odbierając futbolówkę rywalowi. Natychmiast uruchomiony Stachyra podał przed bramkę i Zahorski, rehabilitując się za Kraków, doprowadził głową do wyrównania. Odważna gra mogła strasznie się zemścić. Po jednym ze sporadycznych kontrataków Grosicki objechał dwóch defensorów, położył Leciejewskiego, ale zamiast do siatki, kopnął obok słupka. Uff... Riposta Górnika okazała się zabójcza. Ponownie dokładnym dośrodkowaniem błysnął Niżnik, a najwyżej do piłki wyskoczył Jarecki, umieszczając ją głową w siatce. Niebywałe emocje udzieliły się także graczom Pogoni, którzy nie mogli pogodzić się z takim obrotem sprawy. W efekcie, za uderzenie Chi-Fiona, Marcelo Barbosa wyleciał z boiska, a \"awanturujący” się na ławce Tiago Leite ujrzał żółty kartonik.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama