Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Rezygnacja odłożona

Po niedzielnej przegranej TŻ Sipma z RKM Rybnik w parku maszyn lubelskich żużlowców panował grobowy nastrój.
Nie widział tego prezes klubu Jarosław Siwek, który opuścił stadion już po szóstym wyścigu, zapowiadając rezygnację ze stanowiska. Odejście prezesa nie jest jednak takie pewne (Jarosław Siwek już kilka razy deklarował swoją dymisję). Ostateczna decyzja została odłożona do dzisiaj. - Spotkamy się w gronie zarządu i niektórych sponsorów - powiedział Jarosław Siwek. - Nie ukrywam, że jestem namawiany do wstrzymania się z rezygnacją. Miałem telefon od szefa Centrochemu, który w tym sezonie wspiera nas finansowo i jeszcze ma nadzieję, że liga nie jest stracona. Ale po tym, co zaprezentowali nasi zawodnicy w spotkaniu z RKM, mam coraz mniej wiary. Podstawowe pytanie - za co mamy kontynuować rywalizację? Ostatni mecz to finansowa porażka, a przegrana na torze negatywnie odbije się na frekwencji przed następnymi konfrontacjami. W tej chwili jestem sceptycznie nastawiony, chyba że we wtorek ktoś mnie przekona i znajdzie sposób na dalsze finansowanie żużla w Lublinie. Innego zdania niż prezes Siwek jest Tomasz Piszcz, jeden z tych zawodników, którzy w niedzielę kompletnie zawiedli. Żużlowiec uważa, że właśnie teraz, kiedy jest tak trudna sytuacja, drużyna powinna się zmobilizować i walczyć do końca. A miejsce w tabeli najlepiej świadczy o tym, że lublinianie będą mieli ręce pełne roboty. TŻ Sipma zdobyło dotychczas tylko dwa punkty (jedno zwycięstwo nad PSŻ Poznań) i zajmuje ostatnie miejsce, tracąc trzy \"oczka” do przedostatniego Gniezna. Ze Startem zespół trenera Janusza Stachyry zmierzy się już w najbliższą niedzielę na własnym torze. - W niedzielę byliśmy słabsi od przeciwników i nic innego nie tłumaczy naszej porażki - stwierdził Tomasz Piszcz. - Nie możemy zganiać wszystkiego na tor, bo przecież jeździliśmy u siebie i jeżeli coś nie pasowało, to z naszej winy. Przegraliśmy mecz, ale jeszcze nie przegraliśmy ligi. Mówię to jako zawodnik, z pełną odpowiedzialnością. Nie wolno nam rezygnować z walki. Od początku sezonu było wiadomo, że naszym celem jest przetrwanie, utrzymanie I-ligowego zespołu, a nie rywalizacja o czołowe lokaty. Było do przewidzenia, że nie będziemy odgrywali jakiejś znaczącej roli. Mimo wszystko, jestem dobrej myśli. Nie wiem jak inni, ale ja przygotowuję się do meczu ze Startem Gniezno. Rezygnacji z dalszej walki nie wyobraża sobie także Dariusz Śledź, w tym roku niekwestionowany lider lubelskiej ekipy. - Jestem zdecydowanym przeciwnikiem składania broni - dodał Dariusz Śledź, przebywający od wczoraj w Rosji. - Kiedy trwają rozgrywki, trzeba robić wszystko, aby utrzymać pierwszą ligę. I nie jesteśmy bez szans. Do końca sezonu pozostało trochę meczów, również z przeciwnikami, z którymi nie jesteśmy bez szans. Ja na pewno przyjadę na mecz z Gnieznem. Z kolei trener Janusz Stachyra bardzo żałował, że składu TŻ nie mógł zasilić w niedzielę Fin Kauko Nieminen. Szkoleniowiec lublinian zaznaczył, że w kadrze powinno dojść do roszad.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

ReklamaNOWY LEXUS RZ: Rewolucja totalna! | DNI OTWARTE 4-9 MAJA
Reklama
Reklama