Reklama
Tragiczny skok
29-latek spod Ryk ma uszkodzony kręgosłup i stłuczony rdzeń kręgowy. Skoczył z mostu do Wieprza.
- 30.05.2007 19:06
Mężczyzna trafił do Kliniki Ortopedii I Traumatologii przy ul. Jaczewskiego w Lublinie. To pierwsza tegoroczna ofiara płytkiej wyobraźni.
29-latek wraz z kolegami pił nad Wieprzem w Bobrownikach alkohol. Nagle skoczył z mostu do rzeki. Prawdopodobnie uderzył głową o kamień albo konar. Z wody wyciągnęli go koledzy. Wezwali pogotowie z Ryk. Lekarz zdecydował o natychmiastowym transporcie rannego śmigłowcem do szpitala przy ul. Jaczewskiego w Lublinie. Tutaj okazało się, że mężczyzna ma uszkodzony kręgosłup i stłuczony rdzeń kręgowy.
- Jego stan jest bardzo poważny - mówi prof. Tomasz Mazurkiewicz, kierownik kliniki Ortopedii i Traumatologii w PSK 4. Czy wróci do normalnego zdrowia? - Za wcześnie na prognozy - ucina spekulacje profesor. I dodaje, że takie sytuacje powtarzają się co roku. Scenariusz jest zawsze podobny: alkohol, brawura, a potem czarna rozpacz. - Bo wielu z tych, którzy trafiają do nas z urazami spowodowanymi skokiem do wody, nie wraca już do normalnego życia.
- Ludzie skaczą tam, gdzie w ubiegłym roku było bezpiecznie - mówi Agata Szczepłek, ze Stowarzyszenia Przyjaciół Integracji, które od siedmiu lat realizuje kampanię \"Płytka wyobraźnia to kalectwo”. - Nie biorą pod uwagę, że w czasie zimy dno zbiornika mogło się całkowicie zmienić. To zupełny brak wyobraźni. Przyczyną wypadków jest też przecenianie własnych umiejętności
Nie pomagają spoty telewizyjne czy billboardy. - Skoki do wody są jedną z trzech najczęstszych przyczyn urazów kręgosłupa. Rocznie pod opiekę naszej fundacji trafia 30-35 nowych osób z takimi urazami - szacuje Adam Orzeł, pełnomocnik Fundacji Aktywnej Rehabilitacji na terenie Lubelszczyzny.
Fundacja dociera do poszkodowanych na oddziałach rehabilitacyjnych i oferuje pomoc w powrocie do aktywnego życia. - Bardzo ciężko dotrzeć do takiej osoby. Sporo czasu mija, zanim człowiek pogodzi się z tym, że już nigdy nie będzie chodził, otrząśnie się i nabierze chęci do życia. Dlatego staramy się przede wszystkim pokazywać im, że nadal można być samodzielnym i aktywnym - dodaje A. Orzeł.
Reklama












Komentarze