Reklama
Deszczowa aura popsuła święto
W sobotnie popołudnie piłkarze Motoru mieli przypieczętować awans do II ligi.
- 04.06.2007 14:42
W zaplanowanym na godz. 16 meczu z rezerwami krakowskiej Wisły wystarczyło zdobyć tylko punkt. Niestety, po silnych opadach deszczu część boiska przy Al. Zygmuntowskich została zalana wodą i świętowanie trzeba było przełożyć.
Kibiców idących na stadion spotkała przykra niespodzianka - zamknięte bramy. W tym czasie zawodnicy i sędziowie z troską spoglądali na murawę boiska. Jego prawa strona w znacznej części była zalana. Na pomoc wezwano strażaków, którzy początkowo nie widzieli możliwości interwencji. Jednak później podjęto próbę wypompowania wody. Przywieziono dłuższy wąż, aby nadmiar deszczówki skierować na ulicę. Ale i te wysiłki nie przyniosły skutku, ponieważ opady nie ustawały, a wyższy poziom Bystrzycy tradycyjnie w takich okolicznościach, utrudniał odpływ wody studzienkami. Rafał Sawicki, arbiter z Tarnobrzega, postanowił wstrzymać się z decyzją o odwołaniu spotkania do godz. 16.30. Widząc jednak, że nie ma szans na poprawę sytuacji, skrócił oczekiwanie zawodników, chociaż lublinianie byli gotowi grać w każdych warunkach.
- Myślę, że wszyscy chcieliśmy mieć ten najważniejszy moment za sobą - powiedział Ryszard Kuźma, trener Motoru. Każdy szykował się na ten dzień, kiedy awans zostanie przypieczętowany. Pogoda pokrzyżowała nasze plany. Nie ma sensu robić czegoś na siłę. Myślę, że zespół i widzowie zasługują na spotkanie rozgrywane w normalnych warunkach. A na świętowanie przyjdzie jeszcze czas, oczywiście, po zdobyciu przez nas tego brakującego punktu, lub przy stracie Kolejarza Stróże.
- My byliśmy gotowi do występu i szkoda że wydarzenia tak się potoczyły - dodał Paweł Maziarz, piłkarz Motoru.
Gospodarzy nawet nie zrażał fakt, że w sobotę trener Kuźma miał do dyspozycji tylko 13 zdrowych zawodników. Do kontuzjowanych dołączył Karol Drej, który w jednym ze starć w Wieliczce został kopnięty w nogę. - Mam spuchnięty staw skokowy i mecz z Wisłą oglądałbym z trybun - stwierdził pomocnik lubelskiej ekipy.
Zawodnicy wyszli jednak na murawę, aby pozdrowić najwierniejszych sympatyków, którzy po decyzji odwołania meczu, zostali wpuszczeni na stadion. Piłkarze zdobyli się nawet na heroiczny wyczyn. Cała drużyna rzuciła się do największej kałuży.
Reklama













Komentarze