Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Szczęśliwy kask Roberta

Czy będę mógł wystartować w Grand Prix USA? To pierwsze słowa, jakie Robert Kubica wypowiedział do lekarzy w szpitalu, gdzie znalazł się po groźnym wypadku
na torze Montreal. Polak, nie dość, że cudem ocalał, to wyszedł z kraksy praktycznie bez szwanku! Był dziewiąty zakręt 27 okrążenia wyścigu o Grand Prix Kanady na torze imienia Gillesa Villeneuve\'a. Kubica próbując wyprzedzić Jarno Trulliego, uderzył o jego bolid, po czym z prędkością przekraczającą 230 km/h wypadł z toru i prawym bokiem uderzył w bandę. Jego BMW jeszcze kilka razy przekoziołkowało, zanim zatrzymało się po przeciwnej stronie toru. To był makabryczny widok! Wszyscy wstrzymali oddech, obserwując choćby najdrobniejszy ruch uwięzionego w bolidzie kierowcy. Bezskutecznie... Szybko przy wraku bolidu znalazły się służby medyczne. Nieprzytomnego zawodnika natychmiast przetransportowano helikopterem do kliniki w Montrealu. W opinii wielu, to właśnie dzięki szybkiej i sprawnej reakcji służb medycznych Polak zawdzięcza życie. Nie da się jednak ukryć, że najważniejszym powodem tego, że Kubica zachował życie były zabezpieczenia stosowane w pojazdach Formuły 1. Szefowie FIA (organizator cyklu GP) wymusił, nawet wbrew woli kierowców, zastosowanie najnowocześniejszych rozwiązań chroniących ciało kierowcy. Gwarancją przeżycia Polaka był kokpit wykonany z włókna węglowego i nie bez przyczyny nazywany \"celą przetrwania”. Mimo że bolid Kubicy w ułamku sekundy roztrzaskał się na tysiące kawałków, to krakowianin wyszedł z wypadku cało. Kwadrans po zajściu wszyscy mogli odetchnąć z ulgą. Kubica przeżył, a niewiadomą stanowiły jedynie obrażenia. Uszkodzony kręgosłup, poważne wstrząśnienie mózgu, złamana noga? Wszyscy prześcigali się w ferowaniu wyroków. Na szczęście, skończyło się na lekkim wstrząśnieniu mózgu oraz zwichnięciu kostki prawej nogi. Nic więc dziwnego, że od razu zaczęto mówić o cudzie. Ale nie bez przyczyny, bo wypadek na torze Montreal był jednym z najpoważniejszych w ostatnich latach. Kto wie czy nie najpoważniejszy od 1 maja 1994 r, kiedy na torze Imola w San Marino zginął trzykrotny mistrz świata Brazylijczyk Ayrton Senna. Włosi, którzy podobnie jak Polacy mocno przeżyli kraksę - od kilku lat Kubica mieszka i trenuje w Italii - uważają, że szczęście naszemu kierowcy przyniósł kask, a raczej napis na nim Jan Paweł II. Czy musiało dojść do wypadku? Już w trakcie treningów i kwalifikacji pojawiły się problemy z bolidem Polaka. Na tyle poważne, że przed GP nie zdołał on przejechać nawet... jednej symulacji wyścigu! Niewykluczone, że jeszcze w tym tygodniu poznamy oficjalny raport. Jak tylko 22-letni krakowianin doszedł do sił, od razu zaczął myśleć o najbliższym starcie. A ten zaplanowany jest już na niedzielę. Na torze Indianapolis odbędzie się GP USA, w którym Polak ma ochotę rywalizować. W stajni BMW-Sauber nikt jednak nie podejmował tego tematu, zgodnie argumentując, że za wcześnie, żeby o tym mówić. Decyzja zapadnie w czwartek, ale już spekuluje się, że Kubica wyścig obejrzy z trybun, a BMW-Sauber, obok Nicka Heidfelda, reprezentować ma 19-letni Sebastian Vettel.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama