Mamy zielone światło
W niedzielę fetowaliśmy awans Motoru do II ligi, wczoraj wzięliśmy udział w zorganizowanej pod egidą KUL konferencji poświęconej kondycji lubelskiego sportu.
- 11.06.2007 18:02
Na liście zaproszonych figurowało blisko 70 znanych szerokiemu kręgowi odbiorców osobistości. W końcu sport ma w Lublinie zielone światło...
Od dłuższego czasu słyszymy deklarację władz o zaangażowaniu i przychylnym spojrzeniu w kierunku klubów i sportowców. W jakim stanie jest więc lubelski sport? Sądząc po frekwencji w Auli Kardynała Wyszyńskiego, ma się na piątkę! W przybliżeniu właśnie tyle osób związanych ze sportem, nie licząc dziennikarzy, zdecydowało się poświęcić swój czas i podyskutować z przedstawicielami miasta i województwa o swoich problemach i bolączkach. Niestety, większość pytań, lub zgoła wszystkie, pozostała bez odpowiedzi. Z prozaicznego powodu. Instytucje, które mogłyby zaspokoić ciekawość zgromadzonych, oddelegowały do udziału osoby, które jak same przyznawały, ze względu na zbyt szczupłe kompetencje, mimo szczerych chęci, udzielić odpowiedzi - lub wypowiedzi - zwyczajnie nie mogły. Urząd Miasta reprezentował zastępca dyrektora działu społecznego Henryk Pidek oraz pracownik inspektoratu sportu Lucjan Szajnocha. Urząd Wojewódzki znalazł ostoję w osobie Jacka Olejniczaka, pracownika departamentu edukacji, kultury i sportu, nota bene koszykarza lubelskiego Startu AZS. Osób podejmujących decyzje, cennych w dyskusji nad kondycją i przyszłością lubelskiego sportu, zabrakło.
Z ust obecnych dało się za to posłyszeć o szczupłości miejskich środków, zaszłościach po poprzednikach, odbudowie od podstaw skreślonych niegdyś lekką ręką klas sportowych, czy trudnościach legislacyjno-organizacyjnych. W skrócie mówiąc: \"Tu na razie jest ściernisko, ale będzie San Francisco”, a reasumując całość przesłania: Sport ma w Lublinie zielone światło, tylko nie wiedzieć czemu dalej stoi przed przejściem i nie chce zrobić kroku do przodu.
Reklama













Komentarze