Reklama
Awans lepszy niż krytyka
Rozmowa z Dorotą Malczewską, rozgrywającą reprezentacji Polski i Safo ICom
- 12.06.2007 23:10
Trzeci z rzędu awans reprezentacji Polski do grudniowych finałów mistrzostw świata piłkarek ręcznych zdecydowanie podnosi popularność tej dyscypliny w kraju. Sławę zyskuje również Dorota Malczewska, rozgrywająca \"biało-czerwonych” na co dzień broniąca barw Safo ICom. Lublinianka była najskuteczniejszą zawodniczką obu meczów eliminacyjnych z Serbią i nic dziwnego, że jej wartość wzrosła kilkakrotnie! - Ale to kwestia... gustu - komentuje tak nagłą popularność Dorota Malczewska.
• Ma pani menedżera?
- Nie, nie mam.
• A gdybym tak złożył swoje CV?
- Proszę bardzo...
• Ale wie pani, że przy \"sprzyjających wiatrach” mógłbym nieźle zarobić?
- Nie myślałam o tym. Zresztą nie wiem, skąd wzięły się te wszelki kwoty i spekulacje wokół mojej osoby?
• Może z niezwykle udanego sezonu?
- Faktycznie był udany, jednak pamiętajmy że w grach zespołowych o wyniku decyduje kolektyw, a nie pojedyncza osoba. Tak było zarówno w przypadku Safo ICom, jak i reprezentacji. Owszem, w dwumeczu z Serbią zagrałam skutecznie, ale po pierwsze, to... wina rywalek, a po drugie, nie mogłabym sobie darować, gdybyśmy nie awansowały po jednej bramce, którą miałam okazję rzucić w Lublinie, ale szansy nie wykorzystałam.
• Serbki najwyraźniej nie wyciągnęły wniosków z pierwszego meczu.
- Raczej tak, ale to wyszło z korzyścią dla nas. Ja wiedziałam, że mam rzucać górą i to się opłaciło.
• Ale dla statystyki, mogłyście pokusić się o dwa zwycięstwa.
- I wszystko było dobrze do 50 min. Wówczas kontuzji uległ nasz trener. Zawsze biegał wzdłuż linii, krzyczał, pokazywał jak grać. Tym razem go zabrakło. Wtedy siedziałam na ławce i wiedziałam, że szkoleniowiec zerwał ścięgno Achillesa, ale dziewczyny na parkiecie były przerażone. Nie wiedziały, co się dzieje, przez moment pomyślały nawet o tym, że trener przeszedł zawał serca!
• W Niszu miało być piekło, ale okazało się, że nie było tak gorąco.
- Ale tak to wyglądało w telewizyjnej transmisji. Proszę mi uwierzyć, że tam była gorąca atmosfera. Co prawda żaden z kibiców nie rzucał słonecznikiem, ale tłum ludzi w hali i tak robił wrażenie. Na szczęście, większa wrzawa towarzyszyła spotkaniu męskiej reprezentacji z Islandią. Tam to się dopiero działo...
• Nie miałyście konkretnych planów na grudzień?
- Powiedzmy (śmiech). Nawet po meczu, w szatni, siadłyśmy i zaczęłyśmy się śmiać, że ponownie czekają nas wyczerpujące przygotowania. Wolałam jednak wywalczyć awans, niż przyjąć fale krytyki.
• Ale teraz ma pani zasłużone wakacje...
- Które spędzę w Cetniewie. Związek Piłki Ręcznej zafundował nam wczasy za wyniki, więc dlaczego miałybyśmy z tego nie skorzystać?
• Wiele ostatnio mówiło się, że Lublin zamieni pani na Lubin.
- Kiedy zadzwoniłam do Lubina i powiedziałam, że jednak nie skorzystam z ich propozycji, oni... powiększyli ofertę. Nawet nie spodziewałam się, że w polskiej piłce można tyle zarabiać. Porozumiałam się jednak z prezesem Andrzejem Wilczkiem i raczej zostanę w Safo ICom.
Reklama













Komentarze