Głowa słaba do piłki
Król trzecioligowych strzelców, talent z Zamościa - to tylko niektóre słowa opisujące Tomasza Albingiera.
- 13.06.2007 12:28
Po zupełnie nieudanym epizodzie w wodzisławskiej Odrze miał wzmocnić ofensywę Hetmana, odbudować sportową formę i dalej ruszyć na podbój piłkarskich aren. Tylko w teorii, bo w praktyce, na dobre wzmocnił... ławkę rezerwowych.
Początek był obiecujący. Albingier zdobywał bramki, a Hetman zbierał cenne punkty. Po okresie wypożyczenia z Wodzisławia działacze z Zamościa zdecydowali się wykupić jego kartę zawodniczą. Teraz z tego transferu cieszą się tylko wodzisławianie. - Szkoda go. Podaliśmy mu rękę, a on na początku dużo nam pomógł. W kilku spotkaniach mogliśmy na niego liczyć, bo już później... - mówi prezes KS Hetman Krzysztof Krasucki. Z każdym kolejnym meczem zawód gonił zawód. Albingier statystował na boisku, a działacze coraz głośniej zaczynali żałować złotówek wydanych na jego pozyskanie. W końcu popularny \"Albin” zniknął z pierwszego składu Hetmana. Oficjalnym powodem była kontuzja łydki. Nieoficjalnym - znaczna obniżka formy sportowej. Byłego króla strzelców III ligi próżno szukać wśród zawodników pierwszego składu. Dlaczego? - Trener Czesław Palik mnie odsunął. Jakoś tak wyszło - mówi Tomasz Albingier, który zastanawia się nad dalszym reprezentowaniem barw Hetmana. - Kwestię mojego pozostania oceniam na 50 procent. Mam inne propozycje, skąd? Nie powiem - zdradza zawodnik. W klubowych kuluarach również słychać o możliwym pożegnaniu się z utalentowanym zamościaninem. - Decyzja w jego sprawie należy do sztabu szkoleniowego. Nie mogę decydować za nich. Odbyłem rozmowę z Tomkiem - mówi prezes zamościan. - Podchodzę do wszystkich z sercem, ale czasami ręce opadają. Jak to jest, że niektórym piłkarzom z Zamościa jakby mniej zależy na losie tego klubu niż mnie, krakusowi? - podejmuje rozmowę trener Czesław Palik, który doskonale zna możliwości swojego podopiecznego i ma spore zastrzeżenia do jego postawy - \"Albin” jest niesamowitym talentem. Jak to się mówi, ma papiery na grę, ale najpierw musi poradzić sobie sam ze sobą. W jakiej materii? Niech sam odpowie - kończy doświadczony szkoleniowiec. Spadając z \"hetmańskiego” piedestału zawodnik otrzymał pierwsze poważne \"chińskie” ostrzeżenie, ale czy będzie chciał zrobić dostatecznie dużo, by to zmienić?
Reklama













Komentarze