Gorzki smak awansu
Awans Motoru do II ligi po jedenastu latach, powinien być piłkarskim świętem. Zawodnicy owszem cieszyli się, ale ich entuzjazm był raczej na pokaz.
- 14.06.2007 17:14
W szatni jak bumerang powracał nastrój przygnębienia, ponieważ w drużynie panowało i nadal panuje przekonanie, że nikt nie interesuje się jej kłopotami, które narastały przez cały sezon.
Frustracja piłkarzy narastała przez wiele miesięcy. Wybuch niezadowolenia nastąpił tydzień temu, ale sami zawodnicy uznali, że należy dać zarządowi klubu jeszcze jedną szansę. Sytuacja jednak się nie zmieniła, dlatego przed meczem z Orlętami Spomlek zespół Motoru wyszedł do prezentacji w koszulkach z napisem \"dość obietnic i kłamstw”. Jeszcze gorszy nastrój panował po środowym spotkaniu z rezerwami Wisły Kraków.
- Nasza cierpliwość już się skoczyła- mówi jeden z piłkarzy (w rozmowie uczestniczyła cała drużyna Motoru - red.). Klub zalega nam trzymiesięczne pobory, o premiach nie wspomnę. Od stycznia słyszeliśmy zapewnienia, że niedługo wszystko zmieni się na lepsze, a po awansie to będzie bajka. Karmieni tymi obietnicami robiliśmy swoje i wywalczyliśmy drugą ligę - praktycznie bez pieniędzy. A teraz zostaliśmy sami, bo prezes Waldemar Paszkiewicz jest obrażony, że śmiemy upominać się o swoje. Dziś pytam - gdzie jest nasz prezes? - W najważniejszym momencie wziął urlop. A nie tak dawno powiedział w telewizji, że na fetowanie awansu nie ma czasu, ponieważ trzeba wziąć się do roboty. Właśnie widzimy jak prezes zakasał rękawy. W klubie najczęściej widzimy tylko wiceprezesa Andrzeja Skubisa, który sam musi borykać się ze wszystkimi problemami.
- Koledzy z innych klubów pytają mnie gdzie spędzę krótki urlop, a ja nie mam z czego żyć - dodaje inny zawodnik. - My nie myślimy o wakacjach, tylko jak przetrwać do następnego dnia, od kogo pożyczyć pieniądze.
Zaległości finansowe i nieobecność prezesa nie zamykają listy zarzutów. - Mecz z Wisłą II graliśmy w trawie po kostki. Zastanawiamy się, czy w 400-tysięcznym mieście nie można pożyczyć kosiarki - żali się kolejny z zawodników Motoru. - Boisko często było zaniedbane i w takich warunkach rywalizowaliśmy o awans. I nie ważne czyja to wina, kto odpowiada za zaniedbania. Zarząd ogląda się na miasto, miasto na zarząd, a my cierpimy. Jednak pretensje kierujemy pod adresem władz klubu, bo to one obiecywały złote góry.
- Gramy beznadziejnymi piłkami. Nowe klub kupuje od dawana - twierdzi następny z graczy. - Widząc taką organizację czujemy zmęczenie i zniechęcenie. Trenujemy tylko dlatego, że razem stworzyliśmy dobrą i zgraną drużynę. Ale prądu zaczyna brakować. A jeżeli zarząd nie daje sobie rady, jego możliwości są ograniczone, to powinien ustąpić.
W tej chwili zawodnicy nie wyobrażają sobie spotkania 26 czerwca, kiedy mają rozpocząć się przygotowania do nowego sezonu. Piłkarze już teraz deklarują, że zaczną szukać nowych klubów. Wczoraj zastanawiali się też, czy jechać do Stróż na ostatni mecz sezonu z Kolejarzem.
Reklama













Komentarze