Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Krótki film o ekstraklasie

Piłkarze są na urlopach, czwarty sezon Górnika w ekstraklasie przeszedł już do historii, nowy wystartuje 27 lipca.
Czy z \"zielono-czarnymi” na pokładzie? Piłkarze zrobili swoje i uratowali dla Łęcznej pierwszą ligę. Rozwiązania są trzy - utrzymanie decyzji Wydziału Dyscypliny i degradacja do trzeciej ligi, złagodzenie sankcji i powrót do drugiej ligi po czterech sezonach lub uwzględnienie odwołania \"górników” i pozostanie w ekstraklasie. Wszystko powinno wyjaśnić się już w tym tygodniu, bo sprawą zajął się Związkowy Trybunał Piłkarski, powołany przez zarząd Polskiego Związku Piłki Nożnej. W tej chwili trudno wyrokować, czy Górnik ma szanse na pozostanie w pierwszej lidze. Choć w tabeli zajął 13 miejsce. Identyczne jak przed rokiem. Tylko że w ubiegłych rozgrywkach klub miał o wiele większy komfort. Mimo to na boisku nerwówka trwała aż do ostatniej kolejki. W sezonie 2005/06 łęcznianie zgromadzili 33 punkty, teraz o siedem mniej, zapewniając sobie ligowy byt o wiele wcześniej. Spokój zespołu został zmącony jeszcze przed inauguracją ligi, kiedy policja zatrzymała jednego z pracowników, zamieszanego w aferę korupcyjną. Dwa tygodnie później to samo spotkało wiceprezesa. Do tego w przerwie letniej zarząd klubu popełnił poważny błąd, zostawiając na trenerskim stanowisku Dariusza Kubickiego i pozwalając mu na kontynuowanie fatalnej polityki kadrowej. W efekcie po trzech kolejkach nieudolny szkoleniowiec wyleciał z pracy. W meczu z Arką, wygranym 1:0, drużynę poprowadził asystent Artur Płatek, ale po chwilowym rozwiązaniu nastały rządy Krzysztofa Chrobaka. Ale i tak niemal cała jesień była pasmem niepowodzeń. Gdyby nie udany finisz, można by mówić o prawdziwej katastrofie. Udało się gromadzić zaledwie 14 \"oczek”. Zimą Górnika przekształcono w spółkę akcyjną i Wiesława Sikorę na stanowisku prezesa zastąpił Marian Bulak. Niestety, w grze zespołu tak radykalne zmiany nie nastąpiły. Łęcznianie najczęściej prezentowali się słabo, bez stylu i charakteru. Przegrali aż 11 meczów, w tym kilka w kompromitujących rozmiarach. Wygrali cztery (dające 12 punktów), ale trzy bardzo istotne: z Wisłą Płock, Górnikiem Zabrze i Pogonią Szczecin. Deserem było skonsumowanie Zagłębia Lubin - mistrza kraju. I kto wie, czy już wkrótce nie będzie można powiedzieć: \"Cztery wesela i pogrzeb”. Wszystko w rękach ZPT. Poniżej przedstawiamy oceny wszystkich piłkarzy, każdego z nich kojarząc z tytułem filmu. Czy to już taka ostatnia w ekstraklasie? Piotr Leciejewski (17 meczów - 0 goli) i Przemysław Tytoń (15 - 0) O dwóch takich co ukradli księżyc. A kibicom spokój na trybunach. Nigdy nie można było mieć pewności, czy nie odwalą jakiegoś numeru. Po sezonie Krzysztof Chrobak przyznał, że bramkarze nie byli mocnym punktem zespołu. Mądry Polak po szkodzie. Trzeba było słuchać rad, że Górnikowi potrzebny jest doświadczony golkiper. Skorzystaliby na tym również Przemek i Piotrek. Bilans punktów i straconych goli byłby o wiele korzystniejszy. W całym sezonie łęcznianie wyjmowali aż 64 razy piłkę z siatki, najwięcej w lidze, z których spora część obciąża konto młodych bramkarzy. A kilka z nich było wręcz kuriozalnych, takie \"piłkarskie jaja”. Ekstraklasa na razie ich przerasta, choć po Tytonia zgłosił się... francuski Metz. Jednak chciał go wypożyczyć za darmo. O czymś to też świadczy. Krzysztof Żukowski (0 - 0) Oszukać przeznaczenie (Final Destination). Krzyśkowi się to nie udało, choć cały czas trenował z pierwszą kadrą. Jednak był zaledwie trzecim bramkarzem i niewiele mogło to zmienić. Czasem tylko usiadł w towarzystwie rezerwowych. Paweł Głowacki (12 - 0) Mission: Impossible. Miał być konkurencją dla Przemysława Kuliga i faktycznie, choć zdecydowanie na wyrost, tak było. Jednak równie dobrze można go umieścić w formacji pomocników, bo i tam ustawiał go Krzysztof Chrobak. Trener Górnika uznał widać, że to bardzo dobry i wszechstronny piłkarz. Niestety, dla szkoleniowca, sam zawodnik na boisku tego nie potwierdzał. Grał dużo, tylko nie wiadomo po co. Skromny w szatni i taki sam na boisku. Niewidoczny i zagubiony. Zawalił kilka goli. Przy zdobywanych nie asystował, nie dochodził również do sytuacji strzeleckich. Ekstraklasa, przynajmniej wiosną, to były zdecydowanie za wysokie progi. Toni Golem (20 - 0) Chłopaki nie płaczą. Ale Chorwat pewnie nie oglądał tego filmu, bo pod koniec sezonu wypłakiwał się w prezesowski mankiet, że chce wracać do domu. Nic dziwnego, kariery w Polsce nie zrobił, bo i nie mógł. Podobnie jak jego kompan Lek Kcira. Miał niezłe występy, przeplatane fatalnymi. Na przykład Groclinowi podarował dwa gole. Jeśli ktoś za niego zapłaci (może Dariusz Kubicki), będzie mógł odejść. Górnik raczej nie będzie się targował i zadowoli się symboliczną kwotą. Bartosz Jurkowski (14 - 0) Leon zawodowiec. Profesjonalista w najdrobniejszym calu. Doświadczony, więc w każdej sprawie ma własne zdanie. Mówi to, o czym niektórzy boją się pomyśleć. I nie wszystkim to się podoba. Kończy mu się kontrakt, ale nie widać ze strony klubu ochoty na jego przedłużenie. Wiosny na pewno nie miał najlepszej w swojej karierze, jednak trudno rezygnować z takiego zawodnika, tym bardziej z takiej przyczyny. Po przepracowaniu okresu przygotowawczego to były wciąż stary dobry Jurkowski. Ma się kto od niego uczyć. W ekstraklasie skompletował 265 meczów. Przemysław Kulig (28 - 2) Taxi. Poza boiskiem wyróżnia się mini cooperem, którym czasem przemyka z zawrotną szybkością. Na boisku też jest w ciągłym ruchu. Zagrał aż w 28 spotkaniach i nikt inny nie może pochwalić się w tym sezonie równie imponującą liczbą. Ale wiosną nie potrafił ustabilizować formy na równym poziomie. Jeszcze w trakcie rozgrywek pojawiły się informacje, że odejdzie do Cracovii bądź Jagiellonii. Tomasz Lisowski (18 - 1) Ja wam pokażę! W pierwszej rundzie słusznie był krytykowany, bo niczym się nie wyróżniał, a mimo to trener ciągnął \"Liska” za uszy. Wiosna była już lepsza, ale na pewno jeszcze nie dobra. Schematyczny piłkarz, bez błysku. Dysponuje mocnym uderzeniem, o czym niektórzy bramkarze boleśnie mogli się przekonać. W trakcie rundy przesunięty z obrony do pomocy. Więcej biegał i czasem pod własną bramkę wracał w żółwim tempie. Chce go sprowadzić łódzki Widzew, a sam zawodnik sprawia wrażanie uszczęśliwionego taką perspektywą. No cóż, do widzenia. Bez żalu. Tomasz Midzierski (1 - 0) Dzień próby. Najwięcej pociechy to miał z niego Tadeusz Łapa, prowadzący drużynę rezerw. W ekstraklasie zadebiutował dopiero w ostatnim meczu. Ale prawdziwą próbą były mecze pucharowe. W większości z nich wypadł dobrze, czym powinien otworzyć sobie drzwi do częstszego grania. Jego dużym atutem jest młody wiek. W tym miesiącu skoczył dopiero 22 lata. Mariusz Pawelec (20 - 0) Pieniądze to nie wszystko. Trener na niego stawiał i zaczął odpłacać się dobrą grą. Zrobił duże postępy, stąd na nim powinna opierać się gra w środku defensywy. Coraz pewniejszy, bardziej odpowiedzialny, ale jak sam Mariusz podkreśla, musi jeszcze popracować nad spokojem i wyprowadzaniem piłki. Górnik Łęczna otrzymał propozycję od Górnika Zabrze w sprawie pozyskania 21-letniego obrońcy, ale w odpowiedzi usłyszał, że ten piłkarz nie jest na sprzedaż. Walerij Sokolenko (15 - 0) Lepiej późno niż wcale. W niczym nie ustępuje Tomaszowi Lisowskiemu, poza wzrostem i wagą. Mimo to pozostawał w jego cieniu, bo to nie jego bardziej lubił trener. Ale w końcu dostał szansę, również ze względu na kłopoty kadrowe oraz słabszą formę Dariusza Jareckiego. Jak trzeba było, wychodził nawet na środku obrony. Artur Andruszczak (23 - 1) Kiler. Żywemu nie przepuści. Olbrzymi wkład w utrzymanie. Bardzo dobry piłkarz, którego za wszelką cenę trzeba zatrzymać w Łęcznej. Ogromną wolą walki zarażał innych górników. Ogranie Zagłębia Lubin, przyszłego mistrza, to głównie jego zasługa. W końcówce sezonu przejął opaskę kapitańską. Dariusz Jarecki (23 - 1) Rób swoje, ryzyko jest twoje. Nie przypominał tego pomocnika z jesieni, kiedy wprost ośmieszał przeciwników. Lubi kiwać, jednak czasami z tym przesadza. Ale warto na niego stawiać. Nie boi się ryzyka i lekko wariackich rozwiązań. Najbardziej powinien zapamiętać go Bogusław Baniak, bo to po golu Darka na 3:2, załamany szkoleniowiec Pogoni stwierdził: W Łęcznej przegraliśmy ekstraklasę. Aleksander Kwiek (12 - 0) Pół żartem, pół serio. Miał być poważnym wzmocnieniem i razem z Rafałem Niżnikiem kierować i regulować grę ofensywną. Jednak z szumnych zapowiedzi wyszło wielkie nic. Ma potencjał, bo przecież do Wisły Kraków nie idzie się na \"ładne oczy”. Ale w Górniku rozczarowywał, nie brał na siebie ciężaru i odpowiedzialności. Z drugiej strony to fajny gość, który lubi kawalerskie życie. Półroczne wypożyczenie z Korony Kielce dobiega końca. Michał Łabędzki (13 - 2) Zmiennicy. To miała być pasjonująca rywalizacja o pozycję defensywnego pomocnika pomiędzy Veljko Nikitoviciem i sprowadzonym z Pogoni Szczecin Michałem. Jednak kartki i wysoka forma Serba sprawiły, że wychowanek ŁKS Łódź wylądował na ławce. Wstał z niej w Zabrzu i cóż to było za wejście. Razem z Łukaszem Masłowskim poprowadził drużynę po trzy punkty. Potem już najczęściej wychodził w jedenastce. Trochę sprawę ułatwiły mu kontuzja Veljko oraz niskie loty Olka Kwieka. W środku odwalał kawał niezłej roboty. Dla \"zielono-czarnych” strzelił dwa gole, a wcześniej, choć zaliczył 74 spotkania, ani jednego. Dziś chcą go Widzew i Górnik Zabrze. Borce Manevski (15 - 0) Historia żółtej ciżemki albo Świat według Kiepskich. W całym sezonie aż piętnaście razy wychodził na boisko. Pytanie tylko: po co?! Dlaczego stawiali na niego trenerzy, dlaczego zajmował miejsce innym zawodnikom?! Niech to pozostanie ich słodką tajemnicą. Żółte buty, to jedyny element, którym rzucał się w oczy, gdy Macedończyk pojawiał się na murawie. Łukasz Masłowski (4 - 1) Pechowiec. Długo wracał do pełnej dyspozycji, a kiedy w końcu doszedł do zdrowia, znowu przegrał nierówny pojedynek z kontuzją. Na szczęście, pierwsze dramatyczne prognozy, mówiące o zerwaniu więzadeł krzyżowych w kolanie, nie znalazły potwierdzenia. Od początku okresu przygotowawczego powinien być już gotowy do zajęć. Wiosną grał mało, ale i tak można uznać go za jednego z architektów utrzymania. W Zabrzu, gdzie stawką była właśnie degradacja, zrobił fantastyczną zmianę. Jego wejście odwróciło losy meczu i zapewniło wygraną. Zdobył też prestiżowego gola, na stadionie krakowskiej Wisły. Sławomir Nazaruk (5 - 0) Szybcy i wściekli. Notorycznie pomijany przez trenera. Siedział na ławce, rozgrzewał się, ale na boisko wprowadzany nie był. Nie ukrywał irytacji, i słusznie. Za dużo ma lat i za dużo zrobił dla łęczyńskiego klubu, aby udawać, że nic się nie dzieje. Ulubieniec publiczności. Pograł dopiero w Pucharze Ekstraklasy i podkreślił swoją wartość. Wciąż szybki. Podobno Górnik jeszcze nie rozpoczął z nim rozmów na temat przedłużenia kontraktu. Bez komentarza. Veljko Nikitović (21 - 2) Legionista. Lider w każdym calu. Kontuzja nie pozwoliła mu dograć sezonu do końca. Może z tego powodu stracił szansę przejścia do dobrego klubu. Mimo to otrzymał kilka ofert, m.in. z Arki i Legii. Czy przeniesie się do stolicy? Mirosław Trzeciak, dyrektor sportowy, chce Serba, tylko co na to Jan Urban, nowy opiekun warszawian. Fajnie, gdyby został w Łęcznej, ale to raczej mało realne. Szacuneczek za wszystko, co zrobił dla Górnika. Rafał Niżnik (15 - 1) Kingsajz. Niski, ale Niżnik udowadnia, że środkowy pomocnik nie musi od razu mierzyć 185 centymetrów. Zresztą, wcześniej podobnego wzrostu byli Grzegorz Skwara i Rafał Kaczmarczyk, którzy też dobrze radzili sobie w roli playmakerów. Superwyszkolony technicznie, reżyser. Strzelał i podawał. Do tego inteligentny i kulturalny facet. Ale mimo wszystko oczekiwania związane z jego przyjściem były jeszcze bardziej rozbudzone. Czasem po prostu przepadał w mizerocie swojego zespołu. Nie potrafił wtedy poderwać kolegów, wrzasnąć na nich i zmienić oblicza. Tak było choćby w Bełchatowie. Gdyby miał charyzmę i cechy Piotra Świerczewskiego. Jednak, czy wtedy grałby w Łęcznej... Marcin Rogowski (10 - 0) Biegnij, Lola, biegnij. W Opolu płakali, że odchodzi. Ale trzecia liga to nie pierwsza. Na skrzydle zawsze zrobi kilka kilometrów, jednak niewiele z tego wynika. Zbyt bojaźliwy. Szkoda że mu się nie udało, bo to sympatyczny gość. Na pocieszenie strzelił bramkę przy Łazienkowskiej. A niektórzy marzą o tym latami. Szybko stracił miejsce w zespole, a nawet na ławie. Dawid Sołdecki (11 - 0) Daleko od noszy. Kontuzja, a potem rehabilitacja pozbawiły go możliwości występów w drugiej rundzie ekstraklasy. Wszyscy czekają na eksplozję jego talentu. Kamil Stachyra (9 - 1) Przyczajony tygrys, ukryty smok. Duży talent. Wkrótce będzie o nim głośno, choć nie imponuje posturą. Ma dynamit w nogach. Z przyjemnością patrzy się na jego rajdy prawą flanką. Przyszłość należy do Kamila. Oczywiście pod warunkiem, że ktoś nie będzie mu podcinał skrzydeł. Aleksandar Bajevski (8 - 1) CK: Dezerterzy. Na jego grę patrzyło się z ogromną przyjemnością. Tylko szkoda że tak krótko. Napastnik pełną gębą. Jeden z najlepszych, jeśli w ogóle nie najlepszy, w dziejach Górnika. Górnika, który niewiele skorzystał z tych ogromnych umiejętności. Już zdziwieniem było jego przyjście do Łęcznej z Ferencvarosu Budapeszt. Zachłysnął się stolicą Węgier, dlatego po przeprowadzce na Lubelszczyznę cały czas marudził. Nic mu się nie podobało i opowiadał bajeczki o tęsknocie za rodziną. A tak naprawdę w oczach miał petrodolary. Wyjechał do Kataru, bo z niewolnika nie ma pracownika. Ferdinand Chi-Fon (14 - 2) Matrix: Reaktywacja. Górnik ściągnął go w ostatniej chwili, aby zdobywał bramki. Tylko że to nie jest taki typ napastnika. Mimo to wiosną strzelił dwa gole, w tym jednego Pogoni Szczecin, swojemu byłemu klubowi, co było preludium do odniesienia zwycięstwa. Od 82 do 89 min \"zielono-czarni” wbili rywalom trzy gole, odrabiając z nawiązką straty z 0:2. Ależ to było dramatyczne spotkanie! Jesienią \"Ferdżi” był zapomniany, nie grał w żadnym zespole, ale rundę rewanżową miał naprawdę udaną. Pracowity, zasługiwał na więcej występów. Janusz Surdykowski (3 - 0) Bohater ostatniej akcji. O tym, że Jasiu nie pogra sobie za wiele, wiadomo było już zimą. Dopiero problemy kadrowe sprawiły, że w Pucharze Ekstraklasy wychodził w podstawowym składzie. I zrobił to w imponującym stylu. Wbił dwa gole Legii i jednego Groclinowi. Czapki z głów. Grzegorz Szymanek (6 - 1) Powrót do przyszłości. Do drużyny wchodził tylko pod koniec rund - jesiennej i wiosennej. Nie wiadomo z jakiego powodu. Zasługiwał na większe uznanie. Ale zaciskał zęby i robił swoje. Trenował, aby w końcu doczekać się przychylnego spojrzenia sztabu szkoleniowego. Trudno też zrozumieć z jakiego powodu trener permanentnie cofał go do środka pola. Przecież to napastnik! Tomasz Zahorski (13 - 4) S@motność w sieci. Jesienią objawieniem jedenastki był Dariusz Jarecki, a wiosną Tomasz Zahorski. Osamotniony w ataku - Górnik najczęściej grał z jednym napastnikiem - toczył walkę w obrońcami rywali i często wychodził z niej zwycięsko. Umie się zastawić i grać w powietrzu. Jego dobre mecze i strzelane gole nie mogły ujść uwagi innych trenerów. Dlatego w przyszłym sezonie będzie reprezentował Górnika Zabrze, choć ofertę miał także z Widzewa Łódź. Rosłego napastnika próbował również zatrzymać Górnik Łęczna i żal, że nie robił tego skuteczniej. Jakub Grzegorzewski (ale rozstrzelał się w Odrze Wodzisław), Andrzej Kubica, Grzegorz Wędzyński, Zbigniew Grzybowski (mistrz Polski z Zagłębiem Lubin), Paulinho, Lek Kcira, Cezary Czpak, Vladimir Sandulović, Piotr Bronowicki (wbrew niedowiarkom jednak pograł w Legii) David Topolski. Norbert Raczkiewicz, Dariusz Osuch i Krystian Michalak (a Krzysztof Chrobak tak miał stawiać na łęczyńską młodzież)

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

ReklamaNOWY LEXUS RZ Odkryj Steel-By-Wire | DNI OTWARTE 4-9 MAJA
Reklama
Reklama