Strajk beniaminka
Ponad trzymiesięczne zaległości finansowe, brak stadionu i bazy treningowej, brak sprzętu sportowego, nieobecność dyrektora klubu i kierownika drużyny
- 11.07.2007 18:08
w gorącym okresie przygotowań do sezonu. To tylko niektóre zarzuty zawarte w liście otwartym lubelskich piłkarzy.
Namacalną formą protestu była odmowa rozegrania meczu kontrolnego ze Stalą Stalowa Wola. Do sparingu miało dojść dziś , w drodze powrotnej ze zgrupowania w Gorlicach. Drużyna postanowiła jednak zwrócić uwagę na piętrzące się problemy.
W liście zamieszczonym na stronie internetowej Motoru czytamy: \"Mając na uwadze dobro Naszego klubu pragniemy poinformować opinię publiczną o jego sytuacji. Po 11 latach zespół powrócił do II ligi, mimo wielu kłopotów organizacyjnych i finansowych. Głodni sukcesu postawiliśmy wszystko na jedną kartę i na przekór wszelkim trudnościom wywalczyliśmy awans. Do dzisiaj cierpliwie czekaliśmy na spełnienie obietnic Zarządu. Permanentnie zapewniano Nas o rychłej poprawie, zrzucając wszelkie niepowodzenia na inne podmioty, zwłaszcza na władze miasta Lublin. Pragniemy zapewnić, iż ze swojej strony nie mamy nic do zarzucenia włodarzom Lublina i według Nas pełną odpowiedzialność za dramatyczną sytuację klubu ponosi urzędujący Zarząd LKP Motor”.
W wyliczance zarzutów, obok zaległych pensji piłkarzy i trenerów, są też zaległe premie za sezon 2006-2007. Poza tym, na organizacyjne zabezpieczenie obozu zarząd II-ligowego klubu przeznaczył... 50 zł i tylko dzięki życzliwości kibiców zawodnicy otrzymali pieniądze na zakup odżywek. W najważniejszym momencie (pod koniec minionego sezonu) prezes, a następnie dyrektor i kierownik drużyny, udali się na wakacje. Rolę szefa ekipy pełnił masażysta Siergiej Michajłow. Zdaniem zawodników jedyną osobą zasiadającą w zarządzie, a wykazującą zaangażowanie w bieżącą działalność klubu, jest Andrzej Skubis. Zwrócono też uwagę, że większości piłkarzy 30 czerwca wygasły kontrakty.
\"Zarządzanie klubem w powyższy sposób nieuchronnie prowadzi do kompromitacji na arenie ogólnopolskiej. W związku z tym postanowiliśmy nie rozgrywać oficjalnych spotkań jako LKP Motor Lublin, począwszy od spotkania ze Stalą Stalowa Wola. Pragniemy jednocześnie zapewnić, iż trenerom i wszystkim zawodnikom zależy na dalszej egzystencji klubu, czego wyrazem jest nasza postawa w minionym sezonie. Ze sportowym pozdrowieniem trenerzy i zawodnicy LKP Motor Lublin” - czytamy na zakończenie listu.
Jego treści nie chcieli komentować piłkarze i szkoleniowcy. Z obozu drużyny docierają tylko sygnały, że kilku zawodników prowadzi rozmowy z innymi klubami. Na razie nikt nie wykonuje desperackich kroków, jednak należy liczyć się z tym, że w ostateczności ekonomia wygra z lokalnym patriotyzmem. - Mogę ocenić tylko zgrupowanie - powiedział trener Ryszard Kuźma. - Zawodnicy solidnie pracowali w Gorlicach i cykl szkoleniowy przebiegał bez zakłóceń. To najlepiej świadczy o zaangażowaniu piłkarzy, wykonujących swoje obowiązki. Czy ja także myślę o przeprowadzce? Taki temat był. Miałem ofertę, jednak z niej zrezygnowałem, wierząc, tak jak piłkarze, że awans zmieni na lepsze życie w Motorze.
- Ja także nie będę komentował treści listu - stwierdził Waldemar Paszkiewicz, prezes Motoru. - Umówiłem się z zawodnikami, że po zakończeniu zgrupowania każdy z nich określi się, czy chce pozostać w naszym klubie, czy odejść. W tej chwili musimy rozwiązać inne problemy, przede wszystkim licencyjne. Czy zamierzam podać się do dymisji? Czekam na decyzję zarządu. Nie trzymam się kurczowo stanowiska. Jeżeli pojawi się ktoś, kto postawi klub na nogi, zaproponuje wejście sponsora, na pewno ustąpię. Inaczej będzie to tylko pusty gest, a przecież musi być zachowana ciągłość w kierowaniu klubem.
- Jakie kierowanie, jaka ciągłość - zastanawia się jeden z zawodników Motoru. - Słyszę o tym od roku, tylko nie widzę efektów.
Reklama













Komentarze