Od dziś do niedzieli katowicki Spodek stanie się mekką wszystkich miłośników siatkówki. Startuje właśnie siedemnasta edycja finału Ligi Światowej,
10.07.2007 18:51
której Polacy nie dość, że są gospodarzami, to mają niepowtarzalną szansę wywalczenia historycznego miejsca na podium.
Przez eliminacje Polacy przeszli jak burza. Komplet - dwunastu - zwycięstw, to najlepszy bilans, jaki zanotowała nasza reprezentacja od 1998 roku. Ta seria może zostać jeszcze wydłużona, bo w finale LŚ Raul Lozano wolał nie eksperymentować. Argentyńczyk postawił na sprawdzonych siatkarzy. Tych, którzy przed rokiem wywalczyli wicemistrzostwo świata. - Nie mam w zwyczaju tłumaczyć, dlaczego dokonałem takiego, a nie innego wyboru. Trzeba byłoby wytłumaczyć nie tylko dlaczego w reprezentacji znalazła się taka dwunastka, a również dlaczego pozostali nie znaleźli uznania w oczach trenera - przyznaje Raul Lozano. W niczym to jednak nie zmienia faktu, że gospodarze są jednym z głównych kandydatów do medalu. Tym bardziej że w fazie grupowej nie zagramy z Brazylią i Rosją.
Zmierzymy się natomiast z Francją i to w dzisiejszym meczu. \"Trójkolorowi”, drugi zespół ubiegłorocznej LŚ, dostali się do turnieju w Katowicach dzięki \"dzikiej karcie”. - Jak najbardziej zasługiwali na grę w finale. Na tym tylko zyska widowisko - podkreśla szkoleniowiec reprezentacji. Nie jest tajemnicą, że to właśnie dzięki opinii Lozano Międzynarodowa Federacja Siatkówki (FIVB) zrobiła ukłon w stronę Francji, dopuszczając ją do zmagań. Zdaniem trenera Philippe Blaina, fakt, że jego podopieczni dostali się kuchennymi drzwiami nie stawia ich w gorszej pozycji przed spotkaniem z \"biało-czerwonymi”. - Dwanaście zwycięstw z rzędu nie zrobiło na moich zawodnikach większego wrażenia. Polska jest zespołem, który ma bardzo dobry atak i blok - podkreśla szkoleniowiec Francji. - Grę zaczynamy od zera. Z meczu na mecz chcemy pokazywać coraz lepszą formę i zwyciężać. Jesteśmy dobrze przygotowani, a teraz wszystko w naszych głowach i rękach - podkreśla Piotr Gruszka.
Faworytem imprezy jest, oczywiście, Brazylia. - W Katowicach jeden zespół wyprzedza o krok pięć pozostałych, a z tego grona wszyscy mają takie same szanse na zajęcie miejsca na podium - mówił na wczorajszej konferencji prasowej trener Lozano. Nikt nie pytał o kogo chodzi, gdyż było to oczywiste... A podopieczni trenera Bernardo Rezende do Katowic dotarli jako ostatni. Ostatni będą pierwszymi? Całkiem możliwe, gdyż \"Canarinhos” są w gazie i podobnie jak \"biało-czerwoni” wygrali wszystkie mecze w eliminacjach. Ciekawostką jest to, że w 2001 roku Brazylijczycy wygrali turniej LŚ organizowany właśnie w Spodku i od tego momentu rozpoczął się ich marsz ku siatkarskim szczytom. (map)
Komentarze