Kłopoty ze zdrowiem
Wykrusza się kadra radzyńskiego zespołu. Do kontuzjowanego Damiana Pietronia dołączyli kolejni zawodnicy.
- 16.07.2007 12:24
Dlatego Marek Majka wciąż rozgląda się za nowymi piłkarzami.
W piątek drużyna Orląt wróciła ze zgrupowania w Dzierżoniowie. Na obozie bardzo dobre wrażenie pozostawili po sobie Michał Budzyński z Koziołka Lublin oraz Daniel Szewc ze świdnickiej Avii. - Rozmawiałem z trenerem, który stwierdził, że chce abym przyszedł do jego zespołu - twierdzi ten drugi. - A ja również czuję się dobrze. Myślę też, iż nieźle zaprezentowałem się w grach kontrolnych. Jestem już dogadany ze Spomlekiem, jednak pozostaje jeszcze do osiągnięcia porozumienie między klubami.
Nie wiadomo natomiast czy w Radzyniu Podlaskim na nowy sezon zagości Michał Osiak z SMS Łódź. - Pozyskanie Szewca i Budzyńskiego jest już niemal przesądzone, a w sprawie Osiaka ciągle nie ma decyzji. Będziemy mu się wciąż przyglądać - wyjaśnił Marek Majka. W najbliższym tygodniu szkoleniowiec Orląt prawdopodobnie będzie sprawdzał przydatność do drużyny również innych kandydatów. - Jednak nie mogę powiedzieć o kogo chodzi - odpowiada trener. - Nie chcę nikomu robić niepotrzebnej reklamy. Konkurencja też nie śpi. Nie wiadomo także czy w ogóle do nas dotrą.
W Radzyniu nikt nie robi tajemnicy, że kadra zespołu wymaga wzmocnienia i poszerzenia. Tym bardziej że do Damiana Pietronia dołączyli kolejni niedysponowani zawodnicy - Paweł Ślusarczyk, Artur Iwan i Marcin Chyła. - Ślusarczyk uszkodził łękotkę i na poniedziałek ma zaplanowany zabieg - dodaje szkoleniowiec. - Za miesiąc powinno być już wszystko w porządku. Podobnie jak w przypadku Iwana, któremu pękła jedna z kości śródstopia i konieczne stało się założenie gipsu. Do tego doszły kłopoty z palcem Chyły. Marcinowi wrastał paznokieć i konieczny był zabieg usunięcia. To nic poważnego, ale, niestety, bolesne.
Wciąż nie wyjaśniła się sprawa odejścia Marka Piotrowicza, choć Marek Majka zaznacza, że pomocnik najprawdopodobniej zostanie w drużynie. W Spomleku liczono przede wszystkim na transfer do Górnika, ale telefony z Łęcznej ostatnio milczały. Być może odstraszająca okazała się kwota odstępnego, którą, według nieoficjalnych informacji, wywindowano do pułapu 100 tys. zł... - Byłem na treningu Górnika i miałem wystąpić jeszcze w jakimś sparingu - mówi Marek Piotrowicz. - Jednak nie wiem, czy dojdzie to do skutku. Wciąż obowiązuje mnie kontrakt z Orlętami, ale nie ukrywam, że miałem też oferty z Motoru Lublin i Hetmana Zamość.
Reklama













Komentarze