Reklama
Bolesne skutki upadku
Upadek Dawida Stachyry podczas eliminacji mistrzostw Polski par klubowych, zorganizowanych w Łodzi, postawił pod znakiem zapytania występ
- 17.07.2007 14:01
lubelskiego żużlowca w najbliższym niedzielnym meczu z Lotosem Gdańsk. Zawodnik TŻ Sipma wprawdzie nie odniósł poważniejszych obrażeń, ale jest mocno poobijany, a na łokciu pojawił się duży krwiak.
Wczoraj rano Dawid nie odbierał telefonów. Odpoczywał po nieprzespanej nocy, spędzonej
w łódzkim szpitalu. Lekarze skoncentrowali się na badaniach neurologicznych. Na szczęście okazało się, że Stachyra junior nie odniósł obrażeń głowy.
Myślę, że skutki upadku Dawid najbardziej będzie odczuwał dziś
i jutro - powiedział Janusz Stachyra, ojciec zawodnika
i trener TŻ Sipma. - O tym, czy pojedzie w meczu z Lotosem, zdecydujemy najwcześniej
w piątek. Moim zdaniem, jego występ jest możliwy, ale na razie nie ma mowy o wznowieniu treningów. Teraz trzeba robić wszystko, aby wyleczyć kontuzjowany łokieć. Dwa razy dziennie syn będzie uczęszczał na krioterapię.
O sile uderzenia w bandę świadczy stan motocykli żużlowców uczestniczących
w kraksie. Dawid kompletnie skasował ramę, natomiast motocykl Pawła Miesiąca z Marmy Rzeszów trzeba było odtransportować z toru ciągnikiem. - Cały jest tylko silnik z gaźnikiem - dodał Janusz Stachyra. - Gdyby w Łodzi były dmuchane bandy, to skutki upadku byłyby zdecydowanie mniejsze. Dziwię się, że zawody tej rangi zorganizowano w miejscu, gdzie nie ma odpowiednich zabezpieczeń. Teraz musimy szybko zorganizować zastępczą ramę. Dobrze, że Dawid od pewnego czasu korzysta z dwóch motocykli i ten, przygotowany do jazdy na lubelskim torze, jest nietknięty. Ale trzeba mieć w rezerwie drugą maszynę. Dziś najważniejsze jest zdrowie Dawida. Wierzę, że szybko się wykuruje i pojedzie w najbliższą niedzielę.
(tor)
Reklama













Komentarze