Łęczyńska lekcja
Pierwszej sparingowej porażki doznali piłkarze Motoru. Do rozpoczęcia ligi pozostało jeszcze dziesięć dni.
- 18.07.2007 20:15
Zanim lublinianie zmierzą się w meczu o ligowe punkty z Turem Turek, ich gotowość zweryfikują jeszcze zawodnicy Znicza Pruszków. Jak pokazał sparing z Górnikiem, do pełni zadowolenia daleka droga.
W pierwszej odsłonie zobaczyliśmy tę jedenastkę, która najprawdopodobniej wybiegnie w otwierającym drugoligowe zmagania spotkaniu z Turem Turek. Miejsce pauzującego za kartki stopera Dawida Ptaszyńskiego zajął przesunięty z lewej flanki Przemysław Żmuda. Natomiast zamiast pomocnika Denisa Liaszko, w środku pola piłki próbował rozdzielać Bernard Ocholeche. Wyjściowy garnitur lublinian zaprezentował kilka ciekawych akcji, a dzięki agresywnej i nieustępliwej grze \"motorowcy” zdołali narzucić Górnikowi swój rytm. Efektem gry na \"żyle”, oprócz sześciu żółtych kartek, była pierwsza bramka strzelona przez Piotr Prędotę w 15 min. Krzysztof Żukowski dwukrotnie był jeszcze w opałach. W sytuacji sam na sam pomylił się Łukasz Misztal. Tuż przed przerwą, po dograniu Marcina Popławskiego, mocny plasowany strzał pracowitego Pawła Maziarza golkiper Górnika sparował na róg. W idealnej sytuacji znalazł się również Damian Iracki, jednak zamiast uderzyć, zdecydował się odgrywać do Popławskiego.
W drugiej połowie łęcznianie podkręcili bieg. W 54 min rozklepana defensywa drugoligowców nie zdołała zatrzymać strzału Rafała Niżnika. Dziesięć minut później po kuriozalnej wymianie podań pomiędzy bramkarzem Pawłem Sochą, a obrońcą Tomaszem Midzierskim, ten ostatni ustrzelił \"swojaka”. Strzałem głową wyrównał po chwili Kamil Stachyra, a kropkę nad \"i” postawił samobójczym trafieniem Łukasz Misztal.
Po zmianie stron Motor był już znacznie słabszy. - A jak ma być inaczej, kiedy nie mamy odnowy biologicznej, odżywek, nawet wody brakuje. Można by dalej wyliczać... - rzucali mimochodem rezerwowi zawodnicy. Czas więc wspomnieć o mankamentach, a najważniejsze spostrzeżenia nasuwają się same. Tak w Lublinie, jak i w Łęcznej trudno o dobrych bramkarzy. O ile do Przemysława Mierzwy, strzegącego lubelskiej bramki w pierwszych 45 minutach, nie można mieć większych zastrzeżeń, to przy interwencjach Jakuba Studzińskiego, nie wspominając słowem o łęcznianach, uzbierałaby się cała litania. Jest i kolejny kamyczek w ogródku - krótka ławka. Jedenastu piłkarzy do walki w II lidze to zdecydowanie za mało. Wyrwa powstała w środku pola po odejściu Karola Dreja jest aż nadto widoczna, a jeden Paweł Maziarz wypełnić jej nie zdoła. Tym bardziej nie uczyni tego testowany Paweł Starnacki. - Zawodnicy na tę pozycję są, tylko nas na nich nie stać - wzdycha ciężko trener Ryszard Kuźma.
Reklama













Komentarze