Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Stać nas na niespodzianki

Rozmowa z Piotrem Prędotą, napastnikiem Motoru
• W przedmeczowych prognozach stawiano na zwycięstwo Motoru. - My również spodziewaliśmy wywalczenia trzech punktów. Dlatego w drużynie panował optymizm, że jednak u siebie z Turem zdołamy odnieść wygraną. Ale boisko wszystko weryfikuje i zamiast trzech wywalczyliśmy jedno \"oczko”. Tak jest piłka. • Tur nie był w zasięgu Motoru? - Był, bo nic takiego nie pokazał. Ograniczał się tylko do długich piłek, do napastników. • To czego zabrakło, aby pokonać rywali? - Spokoju, a w sytuacjach podbramkowych dokładnego dogrania. Nie było także celnego strzału, który mógłby rozstrzygnąć losy tego meczu. • Okazji w polu karnym Tura było jak na lekarstwo. - Rzeczywiście nie było ich dużo. Też dlatego, że goście nieźle się bronili. • Z trybun można było odnieść wrażenie, że zamiast z trzema napastnikami wystarczyło wyjść z jednym. Bo Damian Iracki i Hubert Drej byli zupełnie zagubieni. - Każdy z nas na boisku próbuje dać z siebie wszystko, nie oszczędzać się. A że czasem nie wychodzi, no to trudno. Myślę, że nikt w jakiś szczególny sposób nie odstawał. Choć do meczu przystąpiliśmy osłabieni, bez Marcina Popławskiego i Daniela Koczona. Mimo to chłopaki i tak godnie ich zastępują. Zostawiają zdrowie na boisku i za to trzeba ich szanować. • W końcówce miał pan dobrą okazję do strzelenia upragnionej bramki. - Mogłem lepiej i precyzyjniej uderzyć piłkę. Teraz tego żałuję, że \"skręciłem” nogę i piłka zamiast pójść po długim rogu, poleciała w krótki. • Była jeszcze szansa na uderzenie głową. - Po dośrodkowaniu Pawła Tomczyka. Piłka przeszła mi nad głową i nie zdołałem zrobić ruchu w kierunku bramki. Możemy gdyby podanie było odrobinę niższe, wówczas by się udało pokonać bramkarza. • Po spotkaniu z Turem zaczynają się prawdziwe schody. - No tak, w następnej kolejce pojedziemy do Gliwic, a potem zagramy u siebie z Wisłą Płock. I na pewno żadna z tych drużyn nam nie odpuści. Co prawda jesteśmy beniaminkiem i jeszcze nikt nie wie jak gramy. Ale najbliżsi przeciwnicy to uznane marki, walczące o wysokie cele. • W tej sytuacji nie żałuje pan, że został w Lublinie? - Nie mam czego żałować. Mamy super drużynę, którą stać na walkę i sprawienie nie jednej niespodzianki. Rozmawiał Artur Ogórek

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama