Stać nas na niespodzianki
Rozmowa z Piotrem Prędotą, napastnikiem Motoru
- 29.07.2007 18:40
• W przedmeczowych prognozach stawiano na zwycięstwo Motoru.
- My również spodziewaliśmy wywalczenia trzech punktów. Dlatego w drużynie panował optymizm, że jednak u siebie z Turem zdołamy odnieść wygraną. Ale boisko wszystko weryfikuje i zamiast trzech wywalczyliśmy jedno \"oczko”. Tak jest piłka.
• Tur nie był w zasięgu Motoru?
- Był, bo nic takiego nie pokazał. Ograniczał się tylko do długich piłek, do napastników.
• To czego zabrakło, aby pokonać rywali?
- Spokoju, a w sytuacjach podbramkowych dokładnego dogrania. Nie było także celnego strzału, który mógłby rozstrzygnąć losy tego meczu.
• Okazji w polu karnym Tura było jak na lekarstwo.
- Rzeczywiście nie było ich dużo. Też dlatego, że goście nieźle się bronili.
• Z trybun można było odnieść wrażenie, że zamiast z trzema napastnikami wystarczyło wyjść z jednym. Bo Damian Iracki i Hubert Drej byli zupełnie zagubieni.
- Każdy z nas na boisku próbuje dać z siebie wszystko, nie oszczędzać się. A że czasem nie wychodzi, no to trudno. Myślę, że nikt w jakiś szczególny sposób nie odstawał. Choć do meczu przystąpiliśmy osłabieni, bez Marcina Popławskiego i Daniela Koczona. Mimo to chłopaki i tak godnie ich zastępują. Zostawiają zdrowie na boisku i za to trzeba ich szanować.
• W końcówce miał pan dobrą okazję do strzelenia upragnionej bramki.
- Mogłem lepiej i precyzyjniej uderzyć piłkę. Teraz tego żałuję, że \"skręciłem” nogę i piłka zamiast pójść po długim rogu, poleciała w krótki.
• Była jeszcze szansa na uderzenie głową.
- Po dośrodkowaniu Pawła Tomczyka. Piłka przeszła mi nad głową i nie zdołałem zrobić ruchu w kierunku bramki. Możemy gdyby podanie było odrobinę niższe, wówczas by się udało pokonać bramkarza.
• Po spotkaniu z Turem zaczynają się prawdziwe schody.
- No tak, w następnej kolejce pojedziemy do Gliwic, a potem zagramy u siebie z Wisłą Płock. I na pewno żadna z tych drużyn nam nie odpuści. Co prawda jesteśmy beniaminkiem i jeszcze nikt nie wie jak gramy. Ale najbliżsi przeciwnicy to uznane marki, walczące o wysokie cele.
• W tej sytuacji nie żałuje pan, że został w Lublinie?
- Nie mam czego żałować. Mamy super drużynę, którą stać na walkę i sprawienie nie jednej niespodzianki.
Rozmawiał Artur Ogórek
Reklama













Komentarze