Trzecia z rzędu porażka Motoru Lublin
To był nasz najtrudniejszy mecz - mówili zgodnie piłkarze GKS. Pomimo to Motor znowu nie mógł cieszyć się z punktów. Przeszkodami nie do pokonania okazały się fatalna skuteczność oraz czeski bramkarz Jakub Kafka, który momentami bronił w niesamowitych sytuacjach.
- 12.08.2007 21:01
Lublinianie przeważali, prowadzili grę, stwarzali groźne sytuacje, ale nie potrafili zamienić ich na gole. Jastrzębie natomiast miało znacznie mniej okazji na bramki. Pomimo to odniosło zwycięstwo. - W tym meczu między zespołami nie było widać żadnej różnicy - uważa trener miejscowych Piotr Rzepka. - To dlaczego jeden beniaminek ma o siedem punktów więcej? Bo my nie zwracamy uwagi na styl, tylko skupiliśmy się na punktach. A za styl nikt ich nie daje.
Trudno powiedzieć, w którym spotkaniu Motor był bliższy wzbogacenia konta - w środę z Wisłą Płock czy w sobotę z GKS. Nie skorzystał ani z jednej, ani z drugiej szansy. - To był dla nas pechowy tydzień i dobrze, że już dobiegł końca - stwierdził Mirosław Kosowski, asystent trenera. - Ogołocili nas z punktów i mam nadzieję, że to już się nie powtórzy. Nasze porażki na pewno nie wynikały z braku umiejętności.
Jastrzębscy kibice mogli się o tym przekonywać już od pierwszych minut. W ekipie gości prym wiedli Bernard Ocholeche (ze względu na sprawy wizowe Nigeryjczyka może zabraknąć w następnym spotkaniu) i Piotr Prędota. Jednak występ drugiego mógł zostać oceniony jeszcze wyżej, gdyby wreszcie wpisał się na listę strzelców.
Oczywiście nie tylko popularny \"Pietka” miał ku temu możliwości, bo bliscy powodzenia byli również Paweł Maziarz, Łukasz Misztal, Przemysław Żmuda, Denis Liaszko, Ocholeche i Mateusz Kołodziejski, który tym razem wystąpił w roli rezerwowego. Niestety, żadna z okazji nie została wykorzystana. W dodatku, w kilku przypadkach arbiter nie dostrzegł fauli na przyjezdnych, a przynajmniej w jednym, na Maziarzu, powinien podyktować rzut karny. - Poszliśmy na typową wymianę ciosów, męczyliśmy się ogromnie, ale to my zdobyliśmy zwycięską bramkę - podkreślił doświadczony Witold Wawrzyczek.
Ta wymiana ciosów według Ślązaków polegała na próbach oddawania strzałów z dystansu. I właśnie po jednej z nich, w 67 min, Maciej Małkowski huknął tuż przy słupku z 25 m. Przemysław Mierzwa skapitulował. Ataki w końcówce, podobnie jak i z \"Nafciarzami”, nie przyniosły powodzenia. - Nie zasługiwaliśmy na tę porażkę. Jednak takie jest życie i musimy szybko się pozbierać - martwił się Dawid Ptaszyński. - Przegraliśmy kolejny, trzeci mecz, choć znowu, z przebiegu rywalizacji, nie była uzasadniona - komentuje Ryszard Kuźma, szkoleniowiec \"żółto-biało-niebieskich”. - Ale ponownie w podobnych okolicznościach. To musi tkwić w głowach moich piłkarzy.
Jednak w ciągu najbliższych dni trzeba o tym zapomnieć i skupić się na najbliższym rywalu, może nawet najbardziej wymagającym z dotychczasowych - Polonii Warszawa. I szukać wzmocnień do drużyny, jeśli chce się pozostać na dłużej w drugiej lidze.
BRAMKA
1:0 - Maciej Małkowski (67).
SKŁADY
Jastrzębie: Kafka - Wrześniak (44 Pielorz), Grabczyński, Jędrzejczyk, Woźniak (59 Ciemięga) - Małkowski, Adaszek, Wawrzyczek, Foszmańczyk - Narwojsz (75 Pontus), Żbikowski.
Motor: Mierzwa - Tomczyk, Karwan, Ptaszyński, Misztal - Żmuda (73 Iracki), Ocholeche, 14 Maziarz (81 Feliński) - Koczon (65 Kołodziejski), Prędota, Liaszko.
Żółte kartki: Woźniak, Jędrzejczyk, Małkowski (J) - Ptaszyński, Maziarz, Tomczyk (M). Sędziował: Paweł Płoskonka (Tarnów). Widzów: 6000.
Reklama













Komentarze