Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Bezkarność bandytów

- Kara finansowa, rozgrywanie meczów bez publiczności, zamknięcie stadionu, taki jest wachlarz kar, które mogą być nałożone na lubelski Motor
za awantury wywołane przez kibiców - powiedział po spotkaniu z Lechią Andrzej Bińkowski, delegat Polskiego Związku Piłki Nożnej. - Wszystko opiszę w protokole, a decyzja należy do Wydziału Dyscypliny PZPN. W tej chwili trudno mi powiedzieć, jakie będą konsekwencje. Zauważyłem pewne uchybienia organizacyjne. Gospodarze sobotniego spotkania otrzymali sygnały, płynące od samych kibiców, że podczas meczu Motoru z Lechią może dojść do awantur. Niestety, nie wyciągnięto wniosków z poprzednich spotkań - z Polonią Warszawa i ŁKS Łomża, podczas których do boksu zajmowanego przez kibiców gości bezkarnie podbiegali lubelscy pseudokibice, którzy pragnęli zdobyć łupy w postaci flag. W trakcie konfrontacji z Lechią scenariusz był podobny. Kilku wyrostków znowu bez przeszkód znalazło się przy sektorze przyjezdnych i ponownie ochrona zachowywała się biernie. Od profesjonalnych służb, inkasujących duże pieniądze, przynajmniej jak na możliwości Motoru, można oczekiwać więcej. Zastanawiające, dlaczego ochrona stała głównie na koronie stadionu, zamiast pilnować całego sektora, zwłaszcza na dole, gdzie harcownicy hasają pasem bezpieczeństwa, między płotem a żużlową bandą. Właśnie tam znaleźli się chuligani, wrzucając do boksu Lechii race, co było sygnałem do większej burdy. Później już nikt nie panował nad sytuacją, a grupy szalikowców znalazły się na murawie. Spokój zapanował dopiero po wejściu policji. - Według obowiązujących przepisów, policja może wejść na obiekt i interweniować dopiero na prośbę organizatorów, w momencie kiedy służby porządkowe nie mogą zapanować nad sytuacją - dodał Andrzej Bińkowski. - W dodatku mecz z Lechią nie należał do kategorii podwyższonego ryzyka. Tak było wcześniej, ale tuż przed spotkaniem prezydent Lublina zmienił decyzję. - Ale liczba ochroniarzy była taka, jak podczas spotkań o podwyższonym ryzyku - wyjaśnił Grzegorz Szkutnik, dyrektor klubu. - Nad bezpieczeństwem czuwało 129 osób. Ochrona w sobotę nie zdała egzaminu, gaszenie pożaru przez policję siłą rzeczy było spóźnione. Może do bijatyki i tak by doszło, jednak organizatorzy mieliby czyste sumienie, gdyby zrobiono wszystko, aby zapobiec awanturom. Zawiodła też grupa kibiców, która cały czas manifestuje swoje przywiązanie do klubu, organizuje zbiórki pieniędzy na odżywki dla piłkarzy, a jednym nieodpowiedzialnym zachowaniem niweczy cały wysiłek, narażając Motor na duże straty finansowe. Dodatkowym problemem jest to, że stadionowi chuligani całkowicie ignorują prawo. A bezkarność deprawuje jeszcze bardziej i jeżeli nic się nie zmieni, nadal będzie brakowało konsekwentnego karania, przestrzegania zakazów wstępu na obiekty, bandytyzm będzie się szerzył na trybunach.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama