Reklama
Kobieta zmienna jest
Co można poprawić w cztery dni? Teoretycznie niewiele, ale w praktyce... - To czego nie zapomina się, czyli rzuty z drugiej linii.
- 25.09.2007 11:15
Inaczej ciężko będzie nam nawiązać równorzędną walkę z najlepszymi - przyznaje Edward Jankowski, drugi trener SPR Safo. Już w piątek lublinianki rozpoczynają batalię o awans do fazy grupowej Ligi Mistrzyń.
Jeszcze kilka dni temu nadzieje na wywalczenie promocji i powrót - po czterech sezonach - do grona najlepszych klubowych \"siódemek” Starego Kontynentu były spore. Tym bardziej że turniej kwalifikacyjny zostanie rozegrany w Lublinie, a jak wiadomo \"ściany” zawsze pomagają gospodarzom. Jednak po meczu z AZS AWFiS Gdańsk atut własnego parkietu może okazać się niewystarczający. Co prawda, lublinianki uniknęły takiego blamażu jak przed rokiem, kiedy uległy Zgodzie Ruda Śląska 15:30, jednak ośmiobramkowa porażka z akademiczkami chluby nie przynosi. - Zdecydowanie zabrakło waleczności i agresywności - punktuje mankamenty w grze mistrzyń trener Edward Jankowski. - Po raz kolejny popełniliśmy za wiele błędów technicznych: 26 przy średniej 16, to stanowczo za wiele - dodaje drugi szkoleniowiec.
- Co się stało w sobotę? Miałyśmy dziurawą obronę oraz problemy ze sforsowaniem linii defensywnej rywalek - odpowiada Sabina Włodek, kapitan SPR Safo. Dla nikogo nie będzie zaskoczeniem, że nastroje podczas wczorajszych zajęć w lubelskiej ekipie dalekie były od radosnych. - Przeanalizowałyśmy ten mecz, bo bez tego nie dało się przejść do porządku dziennego. Wytknęłyśmy sobie błędy, których było sporo - dodaje lewoskrzydłowa. Podkreśla ona, że sama jest pełna obaw co do postawy drużyny w weekendowych meczach pucharowych. Porażka z AZS AWFiS była kubłem zimnej wody, który może podziałać dwojako: albo zmobilizuje, albo jeszcze bardziej podłamie zawodniczki. - Wierzę, że jednak pozbieramy się. Co prawda, miał to być nasz ostatni sprawdzian i wypadł on fatalnie, to jednak nieraz udowodniłyśmy, że potrafimy wyjść z opresji - zaznacza kapitan lubelskiej drużyny.
Jedno nie ulega wątpliwości. Mistrzynie Polski zanotowały wpadkę w najgorszym z możliwych momentów. Na godziny przed najważniejszą dla nich imprezą w tym roku na własne życzenie wytrąciły sobie argumenty świadczące o tym, że wszystko idzie w jak najlepszym kierunku. Kibice zamiast zobaczyć zgraną i dochodzącą do formy drużynę, ujrzeli ciągle grające falowo zawodniczki, które jakby pogodzone z porażką, w ostatnim kwadransie nie przejawiały zbytniej ochoty do gry. Pozostaje mieć nadzieję, że chęci przyjdą w weekend. A cień nadziei jest, bo w myśl powiedzenia, kobieta zmienną jest...
Reklama













Komentarze